poniedziałek, 3 października 2011

system liczbowy Indian meksykańskich


Wczesne cywilizacje przypisywały liczbom ogromne znaczenie. Według wierzeń Indian meksykańskich wszystkie istoty żyjące były związane z jedną ze stron świata lub osią centralną, biegnącą z nieba do krainy śmierci. Stąd znaczenie magiczne liczb cztery i pięć. Inne liczby również miały specjalne znaczenie.
D w a   – ta liczba oznaczała bogów-twórców, bogów dwoistych, niebo i ziemię.
C z t e r y   było liczbą słońca i procesu tworzenia; czwórka była liczbą najważniejszą. Cztery były strony świata, cztery były krańce nieba i cztery krańce ziemi. Czterej bogowie podnieśli niebo, kiedy upadło ono na ziemię, i czterej bogowie je nadal podtrzymują. Cztery były miejsca spoczynku boga Quetzalcoatla; cztery dni spędził on w piekle; po czterech latach dusze rycerzy zmarłych na polu bitwy przemieniają się w kolibry; cztery lata trwa wędrówka umarłych do Mictlan. Czterech synów mieli bogowie stwórcy; cztery razy zginął świat od kataklizmów, zanim wreszcie został stworzony świat aktualny; cztery pieczary znajdowały się u wejścia do krainy śmierci przeciętej czterema drogami prowadzącymi do centrum ziemi: białą, czarną, czerwoną i zieloną. Cztery też istnieją rodzaje kukurydzy: czarna, czerwona, żółta i biała. Pomocnicy Tlaloca spuszczają na ziemię cztery rodzaje deszczu.
P i ę ć   było jednocześnie symbolem słońca i planety Wenus, rytualnym znakiem osi centralnej świata, a także znakiem ofiary.
S i e d e m   było związane z siedmioma gwiazdami Wielkiej Niedźwiedzicy, siedem było pieczar, z których wyruszyło siedem szczepów (wśród nich znajdowali się Aztekowie) z mitycznego miejsca zwanego Chicomoztoc – „Miejsce siedmiu pieczar”. Siedem było ponadto symboli obfitości.
O s i e m   było związane z czarnoksięstwem.
D z i e w i ę ć   było liczbą wszystkiego, co się działo pod ziemią, czyli w krainie śmierci.
T r z y n a ś c i e   było niebios zamieszkiwanych przez bogów. Trzynaście było godzin dnia i światła, a dziewięć godzin należało do nocy.
D w a d z i e ś c i a   oznaczało człowieka, albowiem jest to suma palców rąk i nóg. Uinal – dwadzieścia w języku Majów pochodzi od słowa: uinic – człowiek. Natomiast w języku náhuatl zwała się cempoalli, co znaczy: rachunek.
Kiedy mowa o hieroglifach liczbowych, należy położyć specjalny nacisk na dokładność i precyzję, z jaką przestawiają to, co bez popełnienia błędu można nazwać tubylczym systemem numeracji. Liczba symboli była długa i skomplikowana; ich sens zaś wieloznaczny i zależał od miejsca w kontekście, od rodzaju zapisu i jego stylu.
System zapisu cyfr stosowany zarówno w Teotihuacanie jak w kulturach Miksteków, Azteków i Majów był bardzo prosty. Majowie jako jedni z pierwszych wynaleźli symbol zera (ok. 500 r. n.e. - a więc później niż Sumerowie, lecz wcześniej od Hindusów i na długo przed zapożyczeniem tego wynalazku w okresie wypraw krzyżowych przez Europejczyków od Arabów, a być może nawet wcześniej od samych Arabów). Zero przedstawiano w postaci uproszczonego rysunku muszli morskiej lub - jak inni twierdzą - półotwartego oka.
Pozostałe cyfry zapisywano w postaci kombinacji kropek i kresek. Jedynkę oznaczano jedną kropką, dwójkę – dwiema, trojkę – trzema, czwórkę – czterema. Piątkę symbolizowała pozioma kreska, a np. szóstkę pisano jako 5 + 1, tzn. w postaci poziomej kreski z jedną kropką u góry. Dziesiątkę oznaczały dwie kreski jedna nad drugą, piętnastkę – trzy kreski w takim samym układzie, dziewiętnastkę – piętnastka z czterema kropkami u góry. Ten podstawowy zestaw liczb był zatem budowany na sposób addytywny. Odpowiednio pogrupowane stanowiły (wraz z zerem) podstawowy zestaw „cyfr” od 0 do 19.
    

Symbol

Liczby rzymskie

Znaczenie

Symbol
Liczby rzymskie
Znaczenie
brak
0
X
10
I
1
XI
11
Dwie kropki poziomo
II
2
XII
12
III
3
XIII
13
IV
4
XIV
14
V
5
XV
15
VI
6
XVI
16
VII
7
XVII
17
VIII
8
XVIII
18
IX
9
XIX
19

Inne symbole używano do zapisu większych liczb. Znakiem, jaki używano dla określenia liczby 20 (cempoalli – w języku nahua) była chorągiewka (pantli – w nahua). 15 (a także 10 i 5) przedstawiano często w sposób skrócony jako trzy czwarte, połowę lub czwartą część chorągiewki.
400 było oznaczane przez rysunek pióra lub stylizowane włosy (tzontli – w nahua). Tak jak w wypadku chorągiewki, także i tutaj trzy czwarte, połowa lub czwarta część pióra służyły do określenia 300, 200 lub 100. Wreszcie, liczba osiem tysięcy miała jako symbol torbę (xiquipilli – w nahua) i tak samo, żeby określić 2000, 4000 lub 6000, rysowano czwartą część, połowę  lub trzy czwarte xiquipilli.
Istnieją także wypadki, kiedy chcąc zanotować w sposób precyzyjny i zwięzły wysokie liczby, rysowano w kodeksach dwa lub więcej symboli liczbowych pomnożone przez siebie. I tak na przykład, ażeby przedstawić liczbę 320 000, wystarczyło umieścić nad xiquipilli – torbą (8000), dwie chorągiewki (pantli) wskazując w ten sposób, że obydwie liczby 20 + 20 (czyli 40 i 8000) zostały przez siebie pomnożone.
Majowie i inni Indianie meksykańscy pierwsi w dziejach ludzkości zastosowali bowiem pomysł umieszczania cyfr na określonych miejscach przy pisaniu wielkich liczb.Nowością jest tu nie – rozbudowywanie zapisów na tę samą modłę, ale ,,dopuszczenie do głosu'' liczb naprawdę dużych. System Majów był bowiem systemem pozycyjnym dwudziestkowym, w którym istniał (co charakterystyczne dla systemów pozycyjnych) podział na jednostki odpowiednich rzędów.
 „Cyfry” od 0 do 19 umieszczane były w odpowiednich rzędach wielkości. Zapis dokonywany był nie w kierunku poziomym (jak u większości narodów), lecz w kierunku pionowym z góry do dołu, w ten sposób, że najwyższe rzędy znajdowały się u góry, a najniższy (jednostek) na dole. Wartość liczbowa każdego coraz wyżej umieszczonego znaku wzrasta na każdym kolejnym „piętrze” 20-krotnie, od dołu do góry. Chcąc odczytać wartość całej zapisanej liczby, mnożono każdą z umieszczonych na właściwym sobie poziomie („piętrze”) liczb przez odpowiadającą temu poziomowi wielokrotność dwudziestu; tak obliczone iloczyny podsumowywano i uzyskiwano wynik ogólny. W ten sposób można zapisać dowolną liczbę, np. 2174 wygląda następująco:

5 x 400 (20x20)
=
2000
8 x 20
=
160
14 x 1
=
14


=
2174

Z kolei liczba 1839 wyglądałaby następująco:

5 x 360
=
1800
1 x 20
=
20
19 x 1
=
19


=
1839

A wobec tego, że umieszczenie każdej liczby w pozycji odpowiadającej jej wartości nie przedstawiało trudności, wykonywanie czterech zasadniczych działań matematycznych nie było sprawą skomplikowaną. Orozco y Berra, który w swojej „Historia antigua y de la conquista de México” podaje różne przykłady dzielenia i mnożenia, posługując się tymi symbolami, tak pisze:
„Niewątpliwie mniej doskonałe niż liczby arabskie nie ustępują jednak znakom, jakimi posługiwali się inne narody. Dla nas operacje te okazują się bardziej zrozumiałe i bardziej naukowe niż działania wykonywane liczbami rzymskimi.”
Jak widać, dawni Meksykanie odznaczali się niemałą zdolnością myślenia abstrakcyjnego.
W późniejszym okresie, przypuszczalnie pod wpływem systemu dziesiętnego hiszpańskich zdobywców, liczebniki języka Majów przyjęły następującą postać:

1
hun
11
buluk
2
ka’
12
lahk’a
3
ox
13
oxlahun
4
kann
14
kanlahun
5
ho’
15
ho’lahun
6
wak
16
waklahun
7
u’uk
17
u’uklahun
8
waxak
18
waxaklahun
9
bolon
19
bolonlahun
10
lahun
20
hunk’al

Jak widać, liczebniki od 1 do 11 oraz 20 miały nazwy proste. Liczebniki od 12 do 19 natomiast utworzono z liczebnika oznaczającego „dziesięć” (lahun) i odpowiedniej jedności.
Ciekawe, że współcześni Majowie używają starych liczebników tylko od 1 do 5; wyższe zastąpiono hiszpańskimi, a obecnie już tylko starcy pamiętają dawne ich brzmienie.

www.wieszwal.republika.pl

czwartek, 29 września 2011

kojot stwarza świat - crow



Dawno temu wszędzie była woda. Stary Człowiek Kojot rozejrzał się i powiedział:
        Hej, potrzebujemy trochę lądu.
 Otrzymał taki dar od Wielkiego Ducha, że mógł rozkazywać wszystkim zwierzętom, które nazwano Klan Bez Ognia, więc wezwał cztery kaczki, żeby pomogły mu znaleźć ziemię. Każdej kaczce kazał zanurkować pod wodę i znaleźć trochę mułu. Pierwsze trzy wróciły z niczym, ale czwarta kaczka, ponieważ cztery to liczba święta, przyniosła trochę mułu z dna.
– Świetnie - powiedział Stary Człowiek Kojot. - Teraz zrobię trochę lądu.
Zrobił góry i rzeki, prerie i pustynie, rośliny i zwierzęta. Potem powiedział:
– Teraz chyba zrobię trochę ludzi, żeby ktoś opowiadał historie o mnie.
Z błota stworzył wysokich i pięknych ludzi. Staremu Człowiekowi Kojotowi bardzo się spodobali.
– Nazwę ich Absarokee, co znaczy „Dzieci Wielkodziobego Ptaka”. Pewnego dnia przyjdą tu głupi biali, źle przetłumaczą ich język i nazwą ich Wronami.
– Co oni będą jeść? - zapytała jedna kaczka.
  Nie mają piór ani sierści. Czym oni się okryją? – zapytała druga kaczka.
– Właśnie – dodała trzecia kaczka. – Ładnie wyglądają ale nie wytrzymają na zimnie.
Stary Człowiek Kojot rozmyślał przez chwilę, jak bardzo nie lubi kaczek, potem wziął jeszcze trochę mułu i zrobił dziwne zwierzę z gęstą sierścią i rogami.
 Macie - powiedział. – Oni dostaną wszystko, czego potrzebują, od tego zwierzęcia. Nazwę je bizon.
Czwarta kaczka stała z boku, przyglądała się i paliła papierosa.
– To wielkie zwierzę. Twoi ludzie nie będą mogli go złapać – stwierdziła, wydmuchując długą smugę błękitnego dymu w twarz Starego Człowieka Kojota.
– Okay, więc tutaj jest drugie zwierzę, na którym mogą jeździć żeby złapać bizona.
– A jak je złapią? - zapytała czwarta kaczka.
– Słuchaj kaczko, czy muszę sam wszystko robić? Stworzyłem świat i tych ludzi i dałem im wszystko czego potrzebują, więc odczep się.
– Ale jeśli oni maja wszystko, czego potrzebują, co będą robić? Siedzieć i opowiadać historie o tobie?
– Niezły pomysł.
– Nuda – oświadczyła kaczka.
– Stworzę im mnóstwo wrogów, którzy beznadziejnie przewyższą ich liczebnością. Będą musieli ciągle walczyć i odprawiać wojenne rytuały No i jak?
– Wybija ich do nogi.
– Nie. Zostanę z nimi. Dzieci Wielkodziobego Ptaka będą moimi ulubieńcami, chociaż niektórzy z ich wrogów również mogą opowiadać historie o mnie.
– A co, jeśli zabiją wszystkie bizony?
– Niemożliwe. Za dużo ich jest.
– A jeśli zabiją?
– No, to ludzie będą mieli przesrane. Jestem zmęczony i brudny i zmarzłem od stania w wodzie. Zamierzam wynaleźć łaźnie parową i rozgrzać się.
Tak więc Stary Człowiek Kojot zbudował szałas z wierzbowych gałęzi i skór bizonich. Rozgrzał kamienie na ogniu i wrzucił je do jamy pośrodku szałasu, potem on i kaczki wczołgali się do szałasu i zakryli wejście, aż zrobiło się całkiem ciemno.
– Hej, odłóż tego papierosa! - powiedział Stary Człowiek Kojot do czwartej kaczki.
– Kaczka rzuciła papierosa na rozgrzane kamienie i szałas wypełnił się dymem.
– Całkiem nieźle pachnie – powiedział Stary Człowiek Kojot. – Wrzućmy jeszcze inne rzeczy do ognia i zobaczymy co z tego wyjdzie.
Wrzucił trochę igieł cedrowych, które też ładnie pachniały, potem dodał szałwi i słodkiej trawy.
– Te rzeczy będą również częścią ceremonii oczyszczenia. I trochę wody... potrzebujemy wody, żeby zrobiło się naprawdę gorąco i duszno.
– I naprawdę się oczyścimy? - zapytała trzecia kaczka.
– Właśnie – powiedział Stary Człowiek Kojot. – Najpierw wyleję na kamienie cztery czerpaki wody na cztery strony świata.
– I za cztery kaczki.
 Właśnie – przyznał Stary Człowiek Kojot. – Teraz wyleję siedem czerpaków za siedem gwiazd Wielkiej Niedźwiedzicy. Potem jeszcze dziesięć, bo dziesięć to ładna okrągła liczba.
Podał każdej kaczce wierzbową witkę, żeby wysmagały się po grzbietach.
– Macie, użyjcie tego.
– Po co? – zapytała druga kaczka.
        Żeby zmiękczyć... ee... to znaczy... to przyśpiesza pocenie i oczyszcza ciało.
Potem, kiedy kaczki smagały się po grzbietach gałązkami wierzby, Stary Człowiek Kojot powiedział:
        Okay, teraz wyleję na kamienie mnóstwo wody. Nawet nie będę liczył czerpaków, ale naprawdę się rozgrzejemy i oczyścimy.
Potem lał wodę, aż w szałasie zrobiło się tak gorąco, że nie mógł dłużej wytrzymać i wyczołgał się na zewnątrz, a kaczki zostały w środku.
Kojot zanurzył się w rzece dla ochłody, a później zjadł obfity posiłek i położył się, żeby odpocząć.
– To było naprawdę świetne – powiedział do siebie. – Chyba dam szałas potu moim nowym ludziom. To będzie ich kościół i sakrament, i zawsze mogą o mnie myśleć, kiedy tam wejdą. To mój prezent dla nich. Chyba nikt nie musi wiedzieć o kaczkach.
Stary Człowiek Kojot podniósł wierzbową gałązkę i wydłubał spomiędzy zębów resztkę kaczego mięsa.
– Chociaż szałwia nadaje im przyjemny aromat.

środa, 28 września 2011

indiańskie stowarzyszenia kobiece

Indianie preriowi w przeciwieństwie do krajowców Australii czy Malezji, nie przestrzegali tak rygorystycznie zakazu uczestniczenia kobiet w różnych stowarzyszeniach. Kobiety pełniły czasem nawet pomocnicze funkcje w stowarzyszeniach wojskowych, a ponadto posiadały własne kobiece stowarzyszenia. Zwłaszcza plemiona znad górnej Missouri. Najważniejszymi z nich były:
- Stowarzyszenie Gęsi, którego członkinie odprawiały ceremonie mające zapewnić urodzaj kukurydzy.
-Stowarzyszenie Białej Krowy Bizona, dla przywabienia stada bizonów. Członkinie podczas obrzędów zakładały czapy ze skóry białego bizona przybrane piórami.
-Stowarzyszenie Starych Kobiety - Kiowa. Członkinie modliły się o powodzenie dla wojownika na wojennej wyprawie, ten zaś po szczęśliwym powrocie wyprawiał dla nich ucztę
- Stowarzyszenie Wytwórczyń Pokryć Tipi - Oglala Lakota.
- Stowarzyszenie Samotnych Kobiet i Wdów - Paunisi

niedziela, 25 września 2011

strój kobiecy kiowa


Strój kobiecy


Klasyczna suknia Kiowa sporządzona była z dwóch lub trzech skór. Cechą charakterystyczną jest:
- haft koralikami tylko elementów a nie całego karczka
- doszywane frędzle na rękawie
- frędzle na dole sukni i bocznych szwach
- doszywany "fartuch" w duże trójkąty
Taki model ukształtował się pod wpływem różnych plemion, szczególnie Szejenów. Przetrwał do dziś w stroju na Powwow, tzw. Southern Buckskin.

A oto przykłady sukien historycznych i współczesnych:
Późne lata 1900Kiowa dress ca. 1880
I kilka zdjęć, niestety, czarno-białych...
cały kobiecy ubiór Kiowa 1871r.Kompletny strój kobiecy, składający się z: sukni, wysokich legginów, paska z conchos, torebki na krzesiwo i pochwy na szydło oraz naszyjnika. Zarówno suknia jak i legginy były częściowo malowane.
Cechą charakterystyczną stroju kobiecego są legginy o długiej cholewce, doszywane do niskich mokasynów. Podobne nosiły się tylko Komanczki i Arapaszki(? czy możemy przyjąć taką formę gramatyczną?). Kobiety w innych plemionach Równin miały mokasyny i legginy oddzielne, nie doszywane. Legginy były ozdabiane srebrnymi lub mosiężnymi ćwiekami, mniej więcej 2/3 dolne
Stroju dopełniał koc, często kwiecista narzuta podobna do naszych góralskich chust na głowę, tylko znacznie większa i grubsza, z plecionym, frędzlowanym brzegiem.






http://quilla.republika.pl

piątek, 23 września 2011

walam olum - czerwone kroniki - delwarowie


WALAM  OLUM

albo

Czerwone  Kroniki

(fragmenty)

I

Najpierw, po wsze czasy, był wielki Manitou zagubiony w przestrzeni.
On stworzył rozległą siemię i niebo.
On stworzył słońce i gwiazdy.
I później on był Manitou ludzi i ich dziadkiem.
Od niego pierwsza matka, matka stworzeń.
Od niego ryba, od niego żółw, od niego dzikie zwierzęta, od niego ptaki.
Lecz w skrytości wielkiej zjawił się na ziemi zły stwór, potężny czarownik.
I sprowadził z sobą nieszczęście, kłótnię i złość.
Sprowadził niepogodę, sprowadził chorobę, sprowadził śmierć.
Wszystko to działo się z samego początku, dawno temu, przed wielkim potopem.

II

Dawno, dawno temu był potężny wąż, nieprzychylny ludziom.
Przywiódł trzy osoby, przywiódł potwora, przywiódł wierzgającą wodę.
Napierała woda między wzgórza, jeszcze i jeszcze, pędząc przed siebie i niszcząc wiele.
Nanabush, Biały Siłacz, dziadek stworzeń, dziadek ludzi, był na Wyspie Żółwia.
Szedł, a idąc tworzył i stworzył żółwia.
Stwory i ludzie poszli przed siebie, weszli do wody i doszli aż do Wyspy Żółwia.
Było tam dużo strasznych ryb i te zjadły niektórych.
Ludzie szli pospołu na żółwiu jak żółwie.
Ogarnięci strachem na żółwiu, modlili się na żółwiu, żeby się naprawiło, co uszkodzone.
Woda pierzchła, ziemia wyschła, jeziora się uspokoiły, wszystko ucichło i potężny wąż się wycofał.

III

Kiedy napierające wody się cofnęły,
Delawarowie z żółwia mieszkali pospołu wewnątrz nieckowatych domów i żyli pospołu.
Woda zamarza, gdzie mieszkali; śnieg pada, gdzie mieszkali;
burze szaleją, gdzie mieszkali; mróz ziębi, gdzie mieszkali.
W tej północnej stronie dobrze mówią o ziemiach łagodnych i rześkich, gdzie daniele i bizony.
Ruszyli w wędrówkę, bo niektórzy byli silni i bogaci.
Rozdzielili się na mieszkańców domów i myśliwych.
Najsilniejsi, najbardziej zżyci, najbardziej prawi byli myśliwi.
Myśliwi się zjawili na północy, wschodzie, południu, zachodzie.
W dawnym kraju, w tym północnym kraju, w tym kraju żółwi najlepszymi Delawarami byli ludzie-żółwie.
Ojcowie Łysego Orła i Białego Wilka zostali blisko morza, gdzie ryby i małże.
Głowa Bobra i Wielki Ptak powiedzieli:
„Chodźmy na Wyspę Węża”, tak powiedzieli.
Wszyscy mówili, że idą spustoszyć całą ziemię.
Ci z północy przystali.
ci ze wschodu przystali.
Poszli po wodzie, po morzu zlodowaciałym, by się tym radować.
Poszli po wspanialej śliskiej wodzie, po wodzie twardej jak kamień.
po wielkim Morzu Przypływów, które rodzi małże.
W dziesięć tysięcy, nocą.
W jedną i tę samą noc.
Na Wyspę Węża, na wschód, na południe.
Idą i idą, wszyscy.
Mężczyźni z północy, wschodu, południa.
Ród Orła, ród Bobra, ród Wilka, najlepsi mężczyźni, bogaci mężczyźni, zaradni mężczyźni.
Jedni z żonami, jedni z córkami, jedni z psami.
Całe plemię Wężów było słabe i dlatego się skryło w bagnistych dolinach.
Po Pięknej Głowie Biała Sowa był wodzem na Ziemi Sosnowych Pędów.
Po nim Ptak Śniegów był wodzem; mówił o południu,
że nasi ojcowie powinni je zająć i nie trzymać się przeto gromadą.
Ptak Śniegów mówił na południu, Biały Bóbr na wschodzie.
Ziemia Wężów była na południe od brzegu,
wielka Ziemia Sosnowych Pędów na wschód.
Na wschód była Ziemia Ryb, a w stronę jezior Ziemia Bizonów.
Po Ptaku Śniegu Dzierżyciel był wodzem i wszyscy zostali zabici:
złodzieje węże, źli ludzie, ludzie kamienni.
Po nim było dziesięciu wodzów; było dużo wojen na południu i wschodzie.
Po nim Spokojny był Wodzem na Wyspie Węża.
Po nim Czarna Stopa był wodzem, mąż prawy.
Po nim Bardzo Lubiany był wodzem, mąż dobry.
Po nim Nie Chcę Krwi był wodzem, który szedł w czystości.
Po nim Ojciec Śnieg był wodzem; miał wielkie zęby.
Po nim Nacinacz był wodzem; donosił o wszystkim.
Po nim drżący z Zimna był wodzem; ruszył na wschód od Ziemi Kukurydzy.
po nim Mąż Słony był wodzem, po nim Mały był wodzem.
Nie było deszczów i nie było kukurydzy, wtedy podeszli pod brzeg.
W stronie jaskiń, na Ziemi Bizonów,
pod dostatkiem nareszcie znaleźli jedzenia.
Po Małym nastał Zmęczony, po nim Sztywny.
Po nim Gderacz. Nie lubili go i nie chcieli zostać.
Toteż gniewni ruszyli niektórzy chyłkiem na wschód.
Rozważni, którzy pozostali, wzięli na wodza czułego.
Znów osiedli nad rzeką Żółtą i mieli dużo kukurydzy na ziemi bez kamienia.
Wielka Sowa był wodzem, Biały Ptak był wodzem.
Zgodny był wodzem i kapłanem, on urządzał święta.
Wciąż Bogaty był wodzem, Malowany był wodzem.
Biały drób był wodzem, na północy i południu były jeszcze wojny.
Wilk Mądry na Radzie był wodzem,
potrafił walczyć ze wszystkimi, zabił Mocarnego Głaza.
Zawsze Gotów był wodzem, bił się przeciw wężom.
Dobry Osiłek był wodzem, bił się przeciw tym z północy.
Chudy był wodzem, bił się z Tawasami.
Opos był wodzem, bił się w smutku
i powiedział:
„Wielu ich, razem wyruszmy na wschód, tam, gdzie wstaje słońce”.
Rozeszli się nad Rzeką Ryb; leniwi zostali.
Mąż Wigwam był wodzem; Talligewi posiadali wschód.
Silny Przyjaciel był wodzem; pragnął wschodniej ziemi.
Niektórzy ruszyli na wschód; wódz Talegów kilku ich uśmiercił.
Wszyscy rzekli zgodnie: „Wojna, wojna”.
Przyszli Talamatanowie, przyjaciele z północy, i ruszyli wszyscy.
Bardzo się cieszyli, że będą się bić i zabiją Talegów.
Podżegacz był wodzem; Talegowie byli silni.
Budowniczy Ognisk był wodzem; dużo wsi mu dali.
Łamiący na Drzazgi był wodzem.
Wszyscy Talegowie odeszli na wschód.
Ten Co Ma Przyjemność był wodzem; wszyscy się cieszyli.
Zostali na południe od jezior; przyjaciele Talamatanowie na północ.
Kiedy Długi i Łagodny był wodzem, Talamatanowie wszczęli wojnę.
Mąż Który Mówi Prawdę był wodzem; Talamatanowie wszczęli wojnę.
Sprawiedliwy i Surowy był wodzem; Talamatanowie zadrżeli.

V

Dawno temu na ziemi Talegów wszyscy byli za pokojem.
Opiekun Świętej Fajki był wodzem nad Bialą Rzeką.
Bialy Ryś był wodzem; sadzono dużo kukurydzy.
Dobry i Silny był wodzem; było dużo ludzi.
Kronikarz był wodzem; malował kroniki.
Piękny Niebieski Ptak był wodzem; było dużo owoców.
Zawsze był wódz; było dużo wsi.
Wiosłujący Pod Prąd był wodzem; często bywał na rzekach.
Mała Chmura był wodzem; wielu odeszło.
Kiedy Wielki Bóbr był wodzem,
Nantikosi i Szawnisi wyruszyli na południe, tam gdzie Język Białej Soli.
Mąż Bogaty Rzeką był wodzem nad rzeką Telega.
Wędrowiec był wodzem; było dużo wojen.
Wielki Ojciec Łodzi był wodzem; wyruszył na łodzi ku ziemiom.
Śnieżny Łowca był wodzem; wyruszył na północ.
Patrz Wszędzie był wodzem; wyruszył ku Górom Telegów.
Mieszkaniec Wschodniej Wsi był wodzem; wyruszył na wschód od Telegów.
Wschodnia ziemia była wielką ziemią, rozległą ziemią,
ziemią bez węży, ziemią bogatą, ziemią przyjemną.
Dobry Wojownik był wodzem i ruszył na północ.
Mengwe, rysie, wszyscy drżeli.
Łaskawy był jeszcze wodzem i zawarł pokój z wszystkimi.
Wszyscy żyli w przyjaźni, wszyscy żyli w jedności pod tym wielkim wodzem.
Wielki Bóbr był wodzem, pozostał na ziemi Sassafrów.
Ten Co Się Myli był wodzem, powrócił w pośpiechu.
Na wschodnie morze Biali wtedy przybyli.
Bardzo Sławiony był wodzem; bił się na południu.
Bił się na ziemi Talegów i Kowetów.
Biała Wydra był wodzem; był przyjacielem Talegów.
Biały Róg był wodzem; wyruszył do Talegów.
Zjadacz Jagód był wodzem; był przyjacielem Ottawów.
Pechowy był wodzem; bił się z Mengwami.
Biały Krab był wodzem; był przyjacielem wybrzeża.
Czujny był wodzem; patrzył na morze.
Wtedy to z północy i południa Biali przybyli.
Nie lubią wojować, mają rzeczy wielkie, kim oni są ?

czwartek, 22 września 2011

nanabozho- czipewejowie


Nanabozho przyszedł na świat na wyspie pośrodku Jeziora Górnego jako pierworodny syn ducha niebiańskiego i ziemskiej kobiety. Szybko wyrósł na mężczyznę. Nogi miał tak długie, że jednym krokiem bez trudu przeprawiał się przez najszerszą nawet rzekę albo jezioro. Chwytał rękoma błyskawice, a głos jego huczał jak jezioro podczas burzy. Jeżeli na rzece zagradzały mu drogę wodospady, to je przełamywał.
Umiał się przeistaczać w każde zwierzę albo zjawisko przyrody i rozmawiał z wszystkimi żywymi istotami. Po wielkim potopie, który niegdyś zalał ziemię, odbudował ląd i przywrócił mu roślinność i zwierzęta. Wtedy też stworzył pierwszego Czipeweja. Później odebrał zwierzętom dar mowy, żeby nie mogły spiskować przeciwko rodzajowi ludzkiemu.
Jako potężny władca ziemi Nanabozho rządził pogodą i porami roku. W zimie okrywał ziemię śniegiem, a strumienie skuwał lodem. Na jego rozkaz burze wyrywały się ze swoich jaskiń, by chłostać jezioro i ubijać jego wody na pianę. Na jego rozkaz także dmuchał ciepły wiatr, góry się zazieleniały i wiosenne kwiaty rozkwitały dokoła.
Nanabozho zrobił wiele dobrego ludziom, których stworzył. Wy­tępił dzikie bestie zagrażające im na lądzie i wodzie. Kopalne szczątki zaginionych zwierząt, odkrywane teraz przez białych, to kości tych potworów z dawnych, bardzo dawnych czasów.
Przyniósł ludziom pierwszy ogień, nauczył ich, jak ostrzyć strzały i jak sporządzać dzidy i topory. Nauczył ich też sztuki łowieckiej, budowania kanu, uprawy kukurydzy, fasoli i dyni, żeby mieli co jeść. Podpatrzył, jak pająk łapie w sieć muchy, i pokazał ludziom, jak się wiąże sieci do łowienia ryb. Wynalazł pismo obrazkowe ryte na kamieniach i nauczył mężczyzn, jak powinni malować twarze przed wyprawą wojenną. Wskazał im też zioła lecznicze. Zauważył, że sok klonu jest słodki, i nauczył swoje plemię ludzkie, jak robić cukier. Dlatego Czipewejowie zbierając korzenie i zioła zostawiają zawsze jakąś drobną ofiarę dla Nanabozho obok miejsca, gdzie znaleźli pożyteczne rośliny.
            Nanabozho wprowadził wiele zmian do krainy Czipewejów. Budując na rzece tamy, żeby łapać bobry, utworzy! Jezioro Górne, z wyrzucanej przy kopaniu ziemi powstały Wyspy Apostoła. Wędrując po świecie znaczył każdy dzień podróży stosem kamieni. To są nasze dzisiejsze góry, a doliny pomiędzy nimi to odciski stóp Nanabozho. Wszędzie wokół Jeziora Górnego dziwnie ukształtowane skały, przylądki i wysepki, progi skalne i wodospady na rzekach wpadających do jeziora są śladami wspaniałych czynów Nanabozho.
Wzdłuż rzeki Ottawy zostało wiele odcisków jego stóp, a także koliste zagłębienie w miejscu, gdzie upuścił kocioł ścigając kamiennego olbrzyma; każdy przechodzący tędy Indianin wrzuca do tego zagłębienia szczyptę tytoniu dla Nanabozho i prosi go o szczęście w podróży. Nad Jeziorem Górnym jest też kamień, na którym Nanabozho usiadł, żeby odpocząć po skoku przez jezioro i wypalić fajkę. Każdy przechodzący Indianin zostawia na tym kamieniu szczyptę tytoniu, żeby Nanabozho miał czym nabić fajkę w swoim szałasie na dalekim Zachodzie.
To Nanabozho nauczył Czipewejów obrzędów i tajemnic religii. Otrzymał od duchów cztery dary i zostawił je swoim spadkobiercom: święty bęben, w który za jego przykładem Czipewejowie biją przy łożu chorych; świętą grzechotkę, która pozwala przedłużyć choremu życie; tytoń, który jest symbolem pokoju; i psa, który był dobrym towarzyszem Nanabozho i teraz towarzyszy wiernie ludziom.
Całą wiedzę o nakazach i obrządkach religijnych, przechowywaną przez czarowników, Nanabozho otrzymał od duchów. Według ich wskazówek zbudował szałas i podobno jeszcze w 1887 roku był obecny w Świętym Szałasie Leczniczym, gdy odprawiano tam Wielkie Obrzędy.
Żył, jak mówią, przez tysiąc lat. Zginął w zawziętej walce ze Złym Duchem. Według niektórych opowieści został pogrzebany na północnym brzegu Jeziora Górnego, na wschód od Zatoki Grzmotu. Wedle innych wersji grób jego znajduje się na wyspie Michipicoten. Indianie mijając te miejsca zawsze składają ofiarę z dymu albo garstki tytoniu rzucanej w wodę.
            Niektórzy ludzie twierdzą, że Nanabozho wciąż jeszcze żyje; huk dobiegający czasami z gór świadczy, że nie ukończył swego dzieła stworzenia. Niektórzy wierzą, że Nanabozho żyje na morzu północnym i odpoczywa na ogromnej pływającej krze lodowej, strzeżony przez zorzę północną. Ci, którzy w to wierzą, boją się, żeby biali nie znaleźli jego kryjówki. Gdyby się tak stało, Nanabozho zstąpiłby znów na ziemię, która wtedy „rozpadłaby się wśród płomieni, a wszelkie żywe istoty zginęłyby”.

środa, 21 września 2011

TAKTYKI POLOWAŃ INDIAN PÓŁNOCNOAMERYKAŃSKICH NA BIZONY

W kolektywie polowań Indian północnoamerykańskich można odróżnić cztery sposoby.
1 Myśliwi kręgiem otaczali stado ze wszystkich stron, zmuszali je do młynkowania i zabijali zwierzęta. sposób ten stał się na prerii szczególnie pupilarny po zdobyciu koni przez Indian.
2 Stado naganiano na strome urwisko, z którego spadając bizony łamały nogi i karki. Po czym z łatwością były ubijane.
3Myśliwi tworzyli lejowaty, podłużny szpaler zwężający się ku ślepemu wąwozowi i wganiali do niego stado  Gdy zwierzęta znajdowały się w pułapce zamykano ją i spokojnie zabijano niemogące się wydostać bizony.
4Sposób podobny do poprzedniego, z tym że zwierzęta naganiano podpalając prerię z trzech stron. Ten ostatni sposób zwany preriowym, był szczególnie praktykowany przez plemiona znad górnej missouri.

wtorek, 20 września 2011

słońce

Świetliste
niczym twarze w ogniu
o barwie wojny, lśniące.
Czerwone
niczym krew wylana
gorąca, pełna do ziemi miłości.
Odległe
niczym wspomnienie przeszłości,
ciche, nieśmiałe lecz mocne.