piątek, 2 grudnia 2011
czwartek, 1 grudnia 2011
taniec w kulturze indiańskiej
Indianie prawie nigdy nie tanczyli dla rozrywki. Wspólne tańcemężczyzn i kobiet, chocia nie były im całkowicie nie znane, nie stanowiły jakiejś.
charakterystycznej formy zabawy. Taniec był dla Indian rytuałem zwiazanym z
wieloma obrzedami oraz uroczystosciami religijnymi i większość ich tanców miała
ścisłe okreslony cel. Tak wiec Indianin tancem wyra ał do bóstw prośbę o deszcz
(„Taniec We a” Indian Hopi), tańczył na cześć sianego ziarna i tańcem czcił
zbiory, przed łowami tańcem przyzywał zwierzynę (taniec „Przybadz bizonie”),
odbywał tance wojenne przed wyruszeniem na wyprawę, która wieńczył „Taniec
Skalpu”, tańcem wyrażał wdziecznosc za doznane łaski („Taniec Słonca” (Indian
równin), tancem zwalczał złe duchy powodujace choroby („Wielki Taniec
Uleczajacy” Wschodnich plemion lesnych), tancem czcił swe bóstwa: słonce,
księżyc, planety, wiatr, deszcz, grzmot, błyskawice i różne zwierzęta, bowiem we
wszystkich przejawach życia na Ziemi upatrywał obecnosc i działanie
nadprzyrodzonych mocy.
Tance podczas ważnych ceremonii religijnych były wielkimi widowiskami
dla ogółu i pod pewnymi względami przypominały przedstawienia teatralne, ale
forma ich odprawiania była dość statyczna. Natomiast inne tance, a zwłaszcza
wojenne i stowarzyszeń żołnierskich, zawierały wiele ekspresji.
Frag "Orle pióra"
środa, 30 listopada 2011
INDIAŃSKIE INSTRUMENTY MUZYCZNE
Indianie Ameryki Północnej znali zaledwie kilka instrumentów
muzycznych. Były to: piszczałka, czy te flecik, u ywany przewa nie przez
me czyzn przy flirtach; kilka rodzajów swistawek, wykonywanych z kosci
skrzydłowej ptaków, które przewa nie były u ywane przez wojowników do
wydawania rozkazów; grzechotki, słu ace równie do obrzedów szamanskich; dwa
rodzaje bebnów: jeden zbli ony wygladem do naszych, wydra ony, na stojaku i
rozwidlonych kijach, drugi bardziej płaski, reczny, podobny do tamburynu,obciagniety skóra tylko z jednej strony – u ywany przez szamanów,
stowarzyszenia wojskowe, społeczne i kobiece. Podczas tanców i obrzedów
wszystkim piesniom akompaniowała gra na bebnach i grzechotkach.
"ZŁOTO GÓR CZARNYCH TOM I"
wtorek, 29 listopada 2011
poniedziałek, 28 listopada 2011
143 ROCZNICA ŚMIERCI CZARNEGO KOTŁA
27 LISTOPADA 2011
♥
143 ROCZNICA ŚMIERCI CZARNEGO KOTŁA
♥
1868-2011
CHWAŁA JEGO PAMIĘCI
sobota, 26 listopada 2011
piątek, 25 listopada 2011
INDIAŃSKA KOŁYSKA
Indianska kołyska (po angielsku cradleboard) u ró nych plemionposiadała inne kształty. Najbardziej typowa składała sie z dwóch odpowiednio
długich, płaskich deseczek, zło onych w kształcie litery V, połaczonych
poprzeczkami. Do tej drewnianej ramy przymocowywano skórzany pokrowiec,
sznurowany od dołu a do otworu pozostawionego na twarz dziecka. „Kołyska”
mogła byc noszona przez matke na plecach, mo na było umocowac ja na włókach,
zawiesic na konskim siodle lub gałezi i oprzec o drzewo, u Indian prerii kołyska
pierwotnie słu yła jedynie do przenoszenia dziecka podczas wedrówki, lecz na
przykład u Indian Salish na Północno – Zachodnim Wybrze u pełniła role kołyski
w naszym pełnym pojeciu tego słowa.
"ZŁOTO GÓR CZARNYCH"
czwartek, 24 listopada 2011
TANIEC SŁOŃCA
„Taniec Słonca” (Sun Dunce) był charakterystyczna dla Indian
prerii uroczystoscia religijna, gromadzaca w jednym miejscu raz na rok,
przewa nie w połowie lata, całe plemie. Około dwudziestu plemion prerii
dokonywało tego obrzedu, a nie spotykano go tylko u Paunisów, Wichite i Omaha
oraz u kilku południowych plemion z rodziny Sju. Szczególnie du a wage do
obrzedów „Tanca Słonca” przywiazywali Dakotowie, Szejenowie i Arapahowie.
Cała uroczystosc obejmowała czterodniowe przygotowania i cztery dni tanców ku
czci Słonca. Uroczystosci towarzyszyły uczty, modlitwy i piesni cierpienia, a sam
„Taniec Słonca” stanowił punkt kulminacyjny, podczas którego młodziency byli
poddawani próbom mestwa połaczonym z samotortura. Wielu Indian uczestniczyło
w obrzedach „Tanca Słonca” dla wypełnienia slubowan zło onych w zamian za
pomoc otrzymana od sił nadnaturalnych. Podczas tanców, doprowadzajacych
nieraz do stanów ekstazy, tancerze czasem doznawali wizji. Ze wzgledu na
samotortury i wizje, rzad USA w 1904 r. zakazał odprawiania „Tanca Słonca” i
zakaz ten został zniesiony dopiero w 1935 r.
środa, 23 listopada 2011
INDIAŃSKIE NAZWY MIESIĘCY - CZEJENOWIE
styczeń (Księżyc Obręczy) - Hohtseeše'he
luty (Księżyc Dużej Obręczy) - Ma'xęhohtseeše'he
marzec – Księżyc Wysuszający Ponoma'a'ęhaseneeše'he ?
kwiecień (Księżyc Liścia) - Vehpotseeše'he
maj (Księżyc Wiosny) - Matse'omeeše'he
czerwiec (Księżyc Sadzenia Roślin) - Enano'eeše'he
lipiec (Księżyc Lata) - Meaneeše'he
sierpień (Księżyc Zbiorów) - Oeneneeše'he
wrzesień (Księżyc Jesieni) - Tonoeveeše'he
październik –Księżyc przyciągający twarz Se'enehe ??
listopad (Księżyc Twardej Twarzy) - He'koneneeše'he
grudzień (Księżyc Dużej Twardej Twarzy) - Ma'xęhe'koneneeše'he
INDIANIE.INFO
luty (Księżyc Dużej Obręczy) - Ma'xęhohtseeše'he
marzec – Księżyc Wysuszający Ponoma'a'ęhaseneeše'he ?
kwiecień (Księżyc Liścia) - Vehpotseeše'he
maj (Księżyc Wiosny) - Matse'omeeše'he
czerwiec (Księżyc Sadzenia Roślin) - Enano'eeše'he
lipiec (Księżyc Lata) - Meaneeše'he
sierpień (Księżyc Zbiorów) - Oeneneeše'he
wrzesień (Księżyc Jesieni) - Tonoeveeše'he
październik –Księżyc przyciągający twarz Se'enehe ??
listopad (Księżyc Twardej Twarzy) - He'koneneeše'he
grudzień (Księżyc Dużej Twardej Twarzy) - Ma'xęhe'koneneeše'he
INDIANIE.INFO
wtorek, 22 listopada 2011
poniedziałek, 21 listopada 2011
OBRÓBKA METALI PRZEZ INDIAN
4000 lub 3000 lat temu w zachodniej czesci Wielkich Jezior - od
północnego Illinois do Jeziora Górnego, gdzie miedz. wystepuje w stanie
rodzimym, Indianie zaczeli kuc, szlifowac i kształtowac kawałki surowej miedzi.
Wyrabiali z niej ozdoby, groty do strzał, no e, szydła, dłuta i siekiery. Poznali
tak e proces hartowania i byli pierwszymi obróbkarzami metalu w Ameryce, a
mo e i na swiecie. Rozwineli w Ameryce Północnej okres zwany Old Copper
Culture (Kultura starej miedzi). Pózniej obróbka miedzi została zaniechana i
tylko niektóre grupy Indian nadal wytwarzały z niej no e, małe szydła i ozdoby a
do czasów historycznych w Ameryce.
niedziela, 20 listopada 2011
MOKASYNY
Mawhcasum. Z wyjatkiem niektórych Indian znad granicy meksykanskiej, z
południowych równin i północno - wschodniego wybrze a, gdzie przewa nie
chodzono boso, Indianie w pozostałych regionach Ameryki Północnej u ywali
mokasynów. Istniały dwa podstawowe rodzaje mokasynów: l. o twardej zelówce
z niewyprawionej skóry i przyszywanej do niej miekkiej cholewce - noszone na
równinach i południowym zachodzie, gdzie sztywny spód chronił stopy przed
twarda, spalona przez słonce ziemia, kamykami i kaktusami; 2. wykrojone całe z
jednego kawałka miekkiej skóry, a wiec o elastycznej podeszwie, posiadajace szwy
na podbiciu i piecie - noszone przez Indian lesnych i dostosowane do chodzenia
po miekkim podszyciu, zwalonych pniach drzew, sliskich głazach i do jazdy w
kanu. Niektórzy Indianie przyszywali do piety mokasyna cie ki fredzel, który
wlokac sie po ziemi zacierał slady podczas marszu. Biali kolonisci szybko
przyswoili sobie indianskie mokasyny, doskonale dostosowane do własciwosci
terenu, poniewa cie kie, europejskie obuwie po przemoczeniu w dzien nie
wysychało przez noc, a po kilkakrotnym przemoczeniu i suszeniu pekało.
Mokasyny stanowiły pierwsza czesc odzie y indianskiej przejeta przez
Europejczyków i zarazem ostatnia czesc pierwotnego indianskiego stroju,
zarzucona przez Indian na rzecz zwyczajów europejskich.
"ZŁOTO GÓR CZARNYCH TOM I"
sobota, 19 listopada 2011
ZWYCZAJE POGRZEBOWE I ŻAŁOBNE INDIAN
W wielu plemionach Indian północnoamerykanskich krewni zmarłego
podczas obrzedów pogrzebowych przywdziewali najskromniejsze odzienie,
malowali twarze na czarno, okaleczali swe rece i nogi, a czesto obcinali sobie
kawałek palca (do pierwszego stawu) i spiewali piesni smierci. U Dakotów wdowy
na znak ałoby przez pewien czas chodziły obna one do pasa, z gołymi piersiami.
Zwyczaj, i zmarłego nie nale y wynosic z domu przez normalny otwór
drzwiowy istniał wsród wielu plemion Krainy Lasów (Czipewejowie, Menomini,
Saulteaux), jak i wsród ró nych plemion Wielkich Równin, a tak e wsród
Eskimosów na Grenlandii i u Laponczyków. Wierzyli oni, e wyniesienie zmarłego
przez normalne drzwi powodowało rychła smierc jednego z domowników. Aby
tego uniknac robiono specjalny otwór w .scianie, przez który zmarłego wynoszono
z domu.
FRAG "ZŁOTO GÓR CZARNYCH ORLE PIÓRA"
piątek, 18 listopada 2011
nazewnictwo wewnątrzrodzinne wśród Indian
Wiekszosc Indian nazywała ojca oraz jego braci i braci matki tym
samym słowem „ojciec”, dokładnie jednak odró niajac „ojców” - braci ojca, od
„ojców” - braci matki. Odpowiednio matke i jej siostry oraz siostry ojca zwali
jednakowo „matka”, lecz odró niali prawdziwa matke i jej siostry od sióstr
(matek) ze strony ojca. Dzieci - braci i sióstr ojca oraz dzieci - sióstr i braci matki
zwały sie miedzy soba „bracmi” i „siostrami”.
środa, 16 listopada 2011
INDIAŃSKIE NAZWY MIESIĘCY
SZOSZONI
Styczeń - Księżyc Płatków Śniegu - bo sjidi mi ha
Luty - Księżyc, w Którym Kojot Ma Dziecko - ija duxru wa mi ha
Marzec - Księżyc w Którym Wszystko Staje Się Zielone - bwi k makandi mi ha bi ma du ruwa wa no an mi
Kwiecień - Księżyc, w Którym Górskie Owce Mają Swoje Młode - dimbi wa sopita
Maj - Księżyc, w Którym Antylopy Mają Swoje Młode - gwa d na bi ma ndarua wa n an mi ha
Czerwiec - Księżyc, w Którym Jelenie Mają Swoje Młode - dihi ya bi ma du nua wa no`an mi ha
Lipiec - Księżyc Żytniej Trawy - wa bi mi ha
Sierpień - Księżyc Małego Lata - na ga ha da thun
Wrzesień - Księżyc Kopiących w Trawie Królików- ka mu bi ma di huwa dan
Październik - Mały Księżyc - na ga ha mi ha
Listopad - Miesiąc Rozmnażania Się Saren - bia mi ha
Grudzień - Bardzo Zimny Księżyc - goa mi ha
poniedziałek, 14 listopada 2011
WAMPUM
Wampum (z algonkinskiego wampompeag) przed przybyciem białych
wytwarzany był przez Indian z muszel morskich por nietych na kawałki, którym
nadawano cylindryczny kształt i przewiercano otwory, a potem nawlekano na
sznurek, jak paciorki, badz. te wytwarzano z nich pasy obrzedowe i wysoko
cenione ozdoby. Wampum było w dwóch kolorach: białym i ciemnopurpurowym.
Wartosc białego była o połowe mniejsza od ciemno purpurowego.
Algonkinów i Irokezów. Miał ró ne zastosowanie: słu ył jako heraldyczny znak
plemienia, stanowił gwarancje dotrzymania porozumien powzietych na
miedzyplemiennych naradach (delegaci wymieniali wampumy), był glejtem dla
posła zapewniajacym bezpieczenstwo, był mnemonicznym zapisem i przekazem
wydarzen, słu ył do wytwarzania ozdób, a wreszcie pełnił role pieniadza
obiegowego. Potem, gdy biali zaczeli zwozic szklane, kolorowe koraliki, Indianie
zarzucili pracochłonne, artystyczne wyrabianie wampumów z muszel morskich,
zastepujac je szklanymi.
czwartek, 10 listopada 2011
środa, 9 listopada 2011
szalony koń - film
![]() |
| Film o największym z indiańskich wodzów |
Szalony Koń / Crazy Horse (1996 TV) Lektor PL
http://chomikuj.pl/jacek4014/Szalony+Ko*c5*84+Crazy+Horse+(1996+TV)+PL
Film opowiada o życiu jednego z wodzów plemienia Siuksów Lakota Szalonego Konia. Szalony Koń wraz z innymi wodzami Siuksów, tzn. Siedzącym Bykiem i Czerwoną Chmurą prowadził długotrwałe wojny z osadnikami i armią amerykańską o terytorium należące do Indian. Swoistym ukoronowaniem tych starć była bitwa pod Little Big Horn, gdzie połączone siły Indian pokonały pułk kawalerii dowodzony przez gen. Custera.
Dobrze zrealizowany, z świetnymi efektami i pięknymi krajobrazami, film będący biografią wodza Siuksów, który postanowił walczyć o swoje plemię. Jednakże zarówno scenariusz, jak i historia zostały odstwaione na bok, tak by film był nie tylko politycznie poprawny, ale był swego rodzaju pomnikiem złożnym Siuksom i ich wodzowi.
Obsada:
Victor Aaron - Touch
Michael Greyeyes - Szalony Koń
Nathaniel Arcand - Mały Jastrząb
Ned Beatty - Dr McGillieuddy
Irene Bedard - Czarny Bizon
John Finn - Generał Crook
Jimmy Herman - Podbity Niedźwiedź
Peter Horton - Generał George Armstrong Custer
August Schellenberg - Siedzący Byk
Wes Studi - Czerwona Chmura
wtorek, 8 listopada 2011
najdoskonalszy "język migowy" - mowa znaków
Ludy indianskie obydwóch Ameryk posługiwały sie licznymi, tak
bardzo zrónicowanymi jezykami i dialektami, e czesto nawet plemiona
sasiadujace nie
mogły sie porozumiewac. Tote Indianie wymyslili mowe znaków, czyli jezyk
gestów, złoony z całego systemu ruchów głównie palców i rak. Jezyk mimiczny
szczególnie rozwinał sie wsród wedrownych plemion prerii
północnoamerykanskiej. Był on tak obrazowy i prosty, e gesty uywane do
wyraania rónych mysli były rozumiane nie tylko przez wszystkich Indian na
rozległych równinach, lecz take przez pierwszych białych eksploratorów.
Indianie za pomoca mowy znaków mogli prowadzic oywiona wymiane mysli na
wszystkie interesujace ich tematy i tym samym mimiczna mowa odegrała wana
role we wzajemnym przenikaniu sie rónych kultur indianskich. Mimiczna mowa
Indian prerii stanowi najdoskonalszy jezyk gestów na Ziemi. Poza Ameryka
Północna, mowy znaków były szeroko uywane wsród Indian
południowoamerykanskich, wsród krajowców australijskich, a take wsród
łowieckich ludów w innych czesciach swiata, zamieszkujacych wielkie
przestrzenie. Bezgłosne porozumiewanie sie podczas polowan oraz
porozumiewanie sie na odległosc za pomoca znaków widzialnych (ogniowych,
dymnych itp.) miało dla tych ludów ogromne znaczenie. Indianskiej mowy znaków
nie naley identyfikowac z mimiczna mowa głuchoniemych, bowiem miedzy tymi
dwoma systemami istnieje tylko pewne podobienstwo.
poniedziałek, 7 listopada 2011
poetycko o Indianinie
Indianin jest szlachetny.
Indianin za przyjaciela potrafi życie oddać.
Indianin potrafi cierpieć.
Indianin swą ziemię kocha.
Indianin ze swym koniem tworzy jedno.
Indianin broni swego plemienia.
Indianin jak dziki mustang.
Indianin jak orzeł w przestworzach.
Indianin jest wierny.
Indianin jest perłą świata.
Indianin jest waleczny.
Indianin nie zna kłamstwa.
Indianin woli zginąć niż wolność oddać.
Indianin syn prerii i puszczy.
Indianin posąg kamienny uczucia przed wrogiem kryjący.
Indianin przykład waleczności.
Indianin nadzieja ludzkości.
Indianin opoka sprawiedliwości.
Indianin syn wolnej ziemi...
...w wyzwolenie ufający.
sobota, 5 listopada 2011
choroby i śmierć w wierzeniach Indian
Jak wiele ludów pierwotnych, Indianie wierzyli, e wszystkie choroby ismierc spowodowana nimi miały swe .zródło w czarach. Sadzili, e choroba
powstawała na skutek wprowadzenia do organizmu człowieka jakiegos obcego
ciała, które usunac mógł tylko szaman. Natomiast smiercia naturalna według ich
wierzen była smierc poniesiona podczas walki. Obok wierzenia w nadnaturalne
przyczyny powstawania chorób - leczonych przez szamanów, Indianie uznawali
urazy ciała (złamanie reki, nogi itp.), które mogły byc skutecznie leczone przez
zwykłych ludzi wyspecjalizowanych w sztuce medycyny.
Frag "Orle pióra"
piątek, 4 listopada 2011
zwyczaj skalpowania
Zwyczaj skalpowania był szczatkowa pozostałoscia, szeroko niegdys.
rozpowszechnionego na ziemi, zwyczaju zdobywania trofeum w postaci głowy.
Wierzono, e głowa była siedziba ludzkiej duszy i skupiała w sobie magiczne siły
tak za ycia człowieka, jak i po jego smierci, które zdobywca głowy czy skalpu
mógł wykorzystywac dla dobra swego rodu badz plemienia. Poza znaczeniem
kultowo - magicznym te trofea stanowiły u niektórych ludów najwaniejszy dowód
mestwa i odwagi. Wsród niektórych plemion Ameryki Północnej kultywowano
zwyczaj zdobywania trofeum w postaci ludzkiej głowy, inne zas ubiegały sie o
skalpy, lecz wiele ludów indianskich nie praktykowało adnego z tych zwyczajów i
nawet w ogóle ich nie znało. Pierwotnie o skalpy ubiegały sie tylko niektóre ludy
zamieszkujace puszcze wschodniej czesci kontynentu (Huroni, Irokezi, Choctaw,
Chictaw i Seminole), a z Indian preriowych jedynie Teton Dakotowie i Indianie
Cree uwaali skalp za najwaniejsze trofeum wojenne. Pózniej jednak biali
osadnicy napływajacy z Europy przyczynili sie do szerokiego rozpowszechnienia
zwyczaju skalpowania. Mianowicie w celu jak najszybszej eksterminacji Indian
zaczeli wyznaczac nagrody pieniene za skalpy, podegajac jednoczenie jedne
plemiona indianskie przeciwko drugim, a gdy rozgorzały walki kolonialne
pomiedzy osadnikami angielskimi, francuskimi i hiszpanskimi, płacili take za
skalpy białych przeciwników. Wtedy skalpowali tak Indianie, jak i biali.
Osławione, specjalne noe skalpownicze wytwarzane były przez białych. Naley
podkreslic, e przed przybyciem Europejczyków do Ameryki Północnej, Indianie
raczej dosc rzadko wyruszali na wyprawe wojenna jedynie w celu zdobycia
skalpów. Przewanie ich wyprawy wojenne były wyprawami niewielkich grup(kilku lub kilkunastu wojowników) w celu ukradzenia wrogom koni, zdobycia łupu,
jenców lub sławy. Gdy dochodziło przy tym do walki, wieksza chwale przynosiło
wojownikowi dotkniecie przeciwnika goła reka i bezpieczne wycofanie sie, ni
zabicie i oskalpowanie.
frag "Złoto Gór Czarnych"
czwartek, 3 listopada 2011
inne nazwy plemienia Dakota
Nadoweisiweg (liczba pojedyncza: Nadeweisiw) - Małe mije,
algonkinska nazwa Dakotów, która w szerszym znaczeniu oznaczała „wrogowie”.
Kolonisci francuscy przekrecili te trudna do wymawiania nazwe na
.Nadouessioux., a potem na Sioux.. Tak powstała spopularyzowana przez białych
nazwa Sjuksowie. Czipewejowie równie zwali Dakotów „Ab - boin – ug”
(przypiekacze) z powodu zwyczaju Dakotów torturowania jenców, a z tych samych
wzgledów Indianie Ute mówili na nich „ucinacze rak”, zas Crow, Arapaho,
Caddo i nazywali ich „mordercy” oraz „podrzynacze gardeł”. W słynnej mowie
znaków pojecie Dakota wyraał ruch dłoni jakby przecinajacej gardło. Natomiast
sami Dakotowie nazywali siebie Dakota, co znaczyło sprzymierzeni.. W dialekcie
Santee Dakotów nazwe te wymawiano - Dakota, w Yankton Dakota - Nakota, a w
Teton Dakota – Lakota.
frag "Orle pióra"
środa, 2 listopada 2011
poniedziałek, 31 października 2011
wolność
Wolność jest naszą duszą.
Wolność jest naszym życiem
Bez niej jesteśmy jak
orzeł bez skrzydeł.
Bez niej jakbyśmy nie żyli
Wolność jest naszą mocą.
Wolność jest naszym celem.
Bez niej jesteśmy jak
wilk na uwięzi.
Wolność jest naszą duszą
O Manitou!
Wolność jest naszą duszą
Tonghaw susima.*
kolejny z moich wierszy
* pozwól zwyciężyć SZAWNEZI.
Wolność jest naszym życiemBez niej jesteśmy jak
orzeł bez skrzydeł.
Bez niej jakbyśmy nie żyli
Wolność jest naszą mocą.
Wolność jest naszym celem.
Bez niej jesteśmy jak
wilk na uwięzi.
Wolność jest naszą duszą
O Manitou!
Wolność jest naszą duszą
Tonghaw susima.*
kolejny z moich wierszy
* pozwól zwyciężyć SZAWNEZI.
niedziela, 30 października 2011
sobota, 29 października 2011
słupy totemiczne
Zapiski i dzienniki podróżników z XVIII wieku nie wspominają nic o wysokich heraldycznych słupach totemowych, co zdaje się świadczyć, iż były tworem późniejszym. Wprawdzie kapitan Cook w 1780 roku widział na wybrzeżach Nootka Sound rzeźbione niskie cokoły podtrzymujące strop i wprawdzie Simon Fraser w 1808 roku spotkał w dolinie zwanej dziś Lower Fraser rzeźbione posągi i figury nagrobne, lecz nie ma w notatkach mowy o monumentalnych kolumnach totemowych spotykanych później jako ozdoba domu lub całych osiedli.
Indianie z zachodnich wybrzeży Stanów Zjednoczonych początkowo nie rzeźbili bowiem heraldycznych kolumn totemowych, choć, jak wynika z informacji Indianina Nisqually, plemiona Snohomish i Quinault dawno już podpierały stropy we wnętrzu swych domów niskimi cokołami wedle wzorów Kwakiutlów.
Haida i mieszkający nad północnymi brzegami Pacyfiku Tsimshian zaprzestali rzeźbienia kolumn totemowych na własny użytek w 1880 roku, zaś inni znad Pacyfiku — kilkanaście lat później. Parę słupów totemowych w tym regionie znajduje się w stadium niemal zupełnego rozpadu, a te które zdołano z trudem przewieźć — były zmurszałym próchnem.
U pewnych plemion, jak Bella Coola, północni Kwakiutlowie i przybrzeżni Indianie Tsimshian, frontalne kolumny totemowe stanowiły podstawowy element zdobniczy kunsztownego obramienia drzwi. U innych szczepów wysoki słup totemowy wkomponowany w środek fasady miał w dolnej, szerszej, partii owalny otwór wejściowy. Na części kolumny totemowej wystającej ponad dach pojawiały się rzeźby ilustrujące legendy rodzinne. Czasem te kolumny stanowiły z obu stron domu krawędź fasady. U licznych plemion ustawiano przed domami wspólnot rodowych wysokie kolumny-pomniki wysławiające wielkość i bogactwo rodzin.
Wysokość słupów totemowych jest różna. Niektóre mają sześćdziesiąt stóp, ale najwyższy, jaki jest znany, to słup stojący w parku Beacon Hill liczący blisko sto czterdzieści cztery stopy (czterdzieści osiem metrów), będąca dziełem Martina Mungo.
Słupy totemowe nie były w żadnym wypadku tworem inspiracji religijnych, nie miały nic wspólnego z wiarą w boga, nie modlono się do nich, jak do idolów. Zrodziły się skądinąd. Ponieważ nazwisko Indianina było jego fortuną, gdyż wiązało się z góra przywilejów odziedziczonych po przodkach, stanowiło przedmiot szczególnej dumy. Możny człowiek klanu pragnąc wyeksponować swe imię i — jak mawiał — pokazać je całemu światu, malował i rzeźbił swe herby, tak zwane cresty, związane z rodzinnymi mitami, a także umieszczał je jako podstawowy ornament na rytualnych strojach, insygniach wodzowskich czy szamańskich, na regaliach, ozdobnych naczyniach, kolumnach — totemach i na wielu innych przedmiotach o znaczeniu funkcjonalnym.
Indianin, członek wspólnoty Orłów czy Niedźwiedzi, Wielorybów, Łososia czy Rozgwiazdy miał jako emblemat przynależne mu zwierzę. Wszyscy więc Krucy, Orły, Lwy Morscy posiadając ten sam crest byli krewnymi.
Określenie hierarchii społecznej plemion północnego zachodu wymagało zastosowania graficznych symboli, a więc wspomnianych crestów, gdyż były one wyznacznikiem przywilejów rodu, do których należały nawet pewne zastrzeżone pieśni, możliwość odbywania ceremonii i wykonywania niektórych tańców.
Tak więc crest był herbem wiążącym się z rangą właściciela, przedmiotem szczególnej ,dumy i dlatego stale pojawiał się w rysunku i rzeźbie. Indianie Haida tatuowali go sobie na ciele za pomocą farb pochodzenia mineralnego zmieszanych z oliwą wyzutą pracowicie z ikry ryb szczękami indiańskich squaws. Od crestów nazywano także siedziby wspólnot rodowych, dla przykładu: Dom Kruka, Orła, Rozgwiazdy czy Halibuta. Bardzo nieliczne budowle plemienne znajdują się dziś w użytkowaniu następców rodu, natomiast wiele posągów i kolumn totemowych jest nadal własnością prywatną członków klanu.
Najczęstszymi zwierzęcymi crestami, jakie pojawiały się na totemach, były kruk i wilk, orzeł, Ptak-Grzmot, niedźwiedź, wieloryb, lew morski, bóbr i żaba. Liczne kolumny totemowe przedstawiają Kruka nie tylko jako crest, czyli emblemat klanów, lecz są ilustracjami jego niezwykłych wyczynów i przygód. Na przykład znany słup totemowy z Klawak na Alasce Kruk i wieloryb — wyobraża mityczną wędrówkę Kruka we wnętrzu wieloryba-zabójcy, którego ten sprytny ptak, w wiecznej służbie dla człowieka podstępnie unicestwił rozpaliwszy ognisko w brzuchu kolosa. Tak kolumny totemowe, jak i małe misternie wypracowane cacka mówiły o naturalnej skłonności człowieka do estetyki i piękna. Oglądając egzemplarze sztuki indiańskiej, przychodzą na myśl pełne poetycznego czaru słowa z Pieśni wieczornej Indian Nawaho: „Obym, na starość, mógł lekkim krokiem podążać przed siebie drogą Piękna.”
Osiedla Indian Haida w ostatnich latach XIX wieku szczyciły się ogromną ilością znakomicie wypracowanych rzeźb i totemowych kolumn. Dziś zachowały się w nich tylko nie nadające się już do konserwacji spróchniałe szczątki, zarosłe trawą i kożuchem żarłocznych chwastów pleniących się obficie w wilgotnym klimacie morskim. Artystycznie rzeźbione kolumny Indian Tsimshian do dziś wznoszą się nad górnym biegiem rzeki Skeena. Charakterystyczne kolumny totemowe Kwakiutlów pochodzą z dwu okresów i reprezentują dwa style. Pierwszy wytworzył ustawiane oddzielnie przed fasadami domów i osiedlami totemy-pomniki, z jedną lub dwiema zaledwie figurami ludzi albo zwierząt i z dużą pustą przestrzenią na pniu cedrowym. Nowy styl Kwakiutlów rozwinął się w ostatnim dziesiątku XIX wieku i dał wysokie kolumny od szczytu do podstawy pokryte rzeźbami ludzi, zwierząt, legendarnych istot i barwnie pomalowane mozaiką farb. W tym właśnie okresie powstały liczne heraldyczne słupy totemowe ustawiane przed frontonami budowli. Na ich fasadach widniał czasem, choć nie często, ornament w postaci rysunku stylizowanych zwierząt i crestów rodu mających sławić jego wielkość i bogactwo.
Artyści tego regionu, prócz wyniosłych kolumn totemowych, pozostawili wiele rzeźb, jak ogromniej wielkości posągi ludzi, które ustawiane przed domami wspólnot, z wyciągniętymi przed siebie ramionami witały zaproszonych gości na hałaśliwe, szumne potlacze, zimowe tańce, święta plemienne i ceremoniał nadawania nazwisk. Nie brak też tu było figur wyobrażających niewolników, czym rody akcentowały swoją zamożność. Niektóre z tych figur są symbolicznymi reminiscencjami sporów i kłótni klanowych, napaści i morderstw, nie zwróconych długów lub innych przykrych wydarzeń, o jakich Indianie woleli milczeć, nie mogli jednak o nich zapomnieć. Jeszcze inne rzeźbione postacie są jednocześnie pysznymi wyziernikami na dachu, skąd wypatrywano wodzów i możnych zjeżdżających zewsząd na potlacze. Nieliczne rzeźby o charakterze satyrycznym wyśmiewają niedostatki wrogów i rywali.
O ile na kolumnach rzeźbionych łatwo można rozpoznać zwierzęta lub konwencjonalne istoty, o tyle trudno dociec, którą z licznych legend ilustrują.
Wspaniały rozkwit, można rzec, złoty wiek totemowych kolumn przypada na początek XIX wieku. Wtedy właśnie Indianin z plemienia Tlingit, nazwiskiem Kahctan, szerzej znany jako Nawiski, na zamówienie pewnej kobiety z domu wspólnoty zwanej Domem Rozgwiazdy wyrzeźbił kolumnę totemową, mającą ilustrować legendę o Kruku stworzycielu człowieka, potoków i jezior, zdobywcy światła dla ludzkości. Kolumna miała być pomnikiem pamięci dla dwu synów możnej Indianki. Po roku 1900 pod wpływem misjonarzy walczących zajadle z „pogańską” sztuką rozpoczęło się nie tylko gwałtowne zahamowanie ich wzrostu, lecz i błyskawiczny upadek. Historyczne rzeźbione kolumny, oryginalne okazy sztuki północnego zachodu nieuchronnie topnieją. A był ich cały las, gdyż nierzadko otaczały wieńcem osiedla i siedziby Indian.
Jeszcze w czasie pierwszej wojny światowej, w jednym tylko opuszczonym Tuxekan na Alasce, natrafiono na mnóstwo kolumn. Przeszło sto dwadzieścia rzeźbionych „legend” witało tu przybysza.
Kiedy później, a było to w roku wybuchu drugi ej wojny światowej, ktoś rozsądny zapragnął ocalić je od kompletnego rozpadu, gdyż nocami zaczynały świecić wątłym blaskiem próchna, i zabezpieczyć przed grabieżą, zanim doczekał się w końcu decyzji zezwalającej na przeniesienie totemowych kolumn do Klawak, była ich już tylko połowa. Wiele zmurszało w przesyconym wilgocią klimacie, gdyż Indianie nie mieli zwyczaju konserwacji lub odnawiania swych posągów i rzeźb. Rozsypywał się jeden, wznoszono na jego miejsce drugi.
Na Alasce można je obejrzeć we wspomnianym już Klawak, w Saxman, Ketchikanie i w Mud Bight. Wiele dostało się do muzeów, inne znalazły się w rękach prywatnych, wiele rozkradziono. Część zmieniła się w ledwie trzymającą się, bezkształtną, zmurszałą masę porośniętą zaborczymi chwastami.
Jak sądzą znawcy Indian północnego zachodu, sztuka ta, określona przez nich jako neoindiańska, ma silne tendencje rozwojowe.
Z inicjatywy rządu Brytyjskiej Kolumbii liczne stare kolumny totemowe pozbierane z różnych dalekich osiedli odnowiono, zakonserwowano i ustawiono wzdłuż szlaku turystycznego i linii kolejowej. Około trzydziestu cedrowych kolumn zdołano przenieść z Kitwanga i Kitselas, niestety, większość ich spłonęła w 1962 roku i poza kilkoma ocalonymi — reszta nie nadaje się do konserwacji.
Około tuzina kolumn totemowych mistrzów plemiennych Haida znad rzeki Nass zgromadzono w Fort Rupert, ponieważ jednak w ciągu dwudziestu lat wystawione na działanie wilgoci coraz nieuchronniej niszczały — w roku 1963 i 1964 William Jeffries wyrzeźbił ich kopie, oryginalne zaś egzemplarze powędrowały do muzeów.
Nie mniejszą sławą cieszył się zmarły na kilka lat przed drugą wojną światową Indianin z plemienia Tsimshian, Sidney Cambpell, pochodzący z New Metlakatla. Znany jest jako twórca dwu znajdujących się dzisiaj w Ketchikanie totemowych kolumn z rzeźbami żurawia, Ptaka-Grzmota, lwa morskiego w ludzkiej postaci, tyle że ów zwierz przedziwny ma płetwy pod podbródkiem, a bóbr znajdujący się u podstawy rzeźbionego słupa — ogon w postaci twarzy ludzkiej.
Za znakomitego artystę uważano także Johna Wallace’a z Hydaburg. Od małego chłopca był on prawą ręką ojca, znanego plemiennego rzeźbiarza, a z czasem sam został mistrzem w tej dziedzinie. Pod wpływem jednak nowej wiary i nacisków misjonarzy zdradził swoich dawnych bogów. Nie tylko że porzucił zawód, odżegnał się od pogańskiej sztuki będącej „obrazą boską", ale, jako pracownik kościelny, ogarnięty prymitywnym fanatyzmem neofity nawoływał gorliwie do niszczenia bezcennych okazów indiańskiej sztuki i sam pomagał walić, rozbijać i palić piękne kolumny totemowe jako pogańskie idole, choć — jak podkreśla znakomity etnograf i znawca sztuki Indian Wilson Duff — nie miały one nic wspólnego z religią.
Ale nadszedł w końcu czas, kiedy ujrzano w rzeźbach totemowych przede wszystkim egzemplarze fascynującej prymitywnej sztuki. Próbowano zachęcić Wallace'a, ażeby powrócił do artystycznego rzemiosła ojca, lecz ten odmawiał uparcie. Kiedy po długich namowach udało się go wreszcie nakłonić, był już starym człowiekiem liczącym ponad osiemdziesiąt lat. W roku wybuchu drugiej wojny światowej wyprawiono go nawet na międzynarodową wystawę sztuki do San Francisco, gdzie demonstrował zwiedzającym swe rękodzieło, budząc ogólne zainteresowanie.
Jego tworem jest słup totemowy zwany Mistrz snycerz, przedstawiający legendarną postać snycerza, który pojawiwszy się wśród Indian Haida nauczył ich pierwszych spośród wszystkich plemion indiańskich sztuki rzeźbienia.
— Dzisiaj nocą — miał rzec do nich ów tajemniczy przybysz — coś niezwykłego stanie się w waszym osiedlu. Ułóżcie się do snu, lecz nie otwierajcie oczu i nie starajcie się rozwiązać tajemnicy, dopóki nie wzejdzie słońce.
Gdy o świcie zdumieni Indianie ujrzeli w zachwycie trzy rzeźbione wspaniale i malowane barwnie kolumny, zwrócili się do nieznajomego mistrza z prośbą o wtajemniczenie ich w arkana tej sztuki.
Dla upamiętnienia tych wydarzeń Wallace wyrzeźbił na pniu cedrowym postać owego mistrza o potężnej głowie i ogromnych oczach, z których zamiast źrenic patrzą dwie zdziwione twarze. Parę innych twarzy artysta umieścił na każdym paznokciu u rąk, i co dziwne, wszystkie o różnej kompozycji i o zróżnicowanym wyrazie. Po obu stronach figury Indianin wyrzeźbił maczugi do zabijania fok, z ornamentem przedstawiającym rekina na głowicy i niedźwiedzia na drzewcu.
Inna kolumna totemowa Wallace'a jest ilustracją regionalnej legendy o spotkaniu człowieka z wydrami, których Indianie Haida lękali się panicznie.
Opowiadano na Alasce, że pewien indiański traper doprowadzony tropem do kryjówki wydr, pragnąc je zdobyć, przyklęknął na ziemi, ażeby zajrzeć do wnętrza. W momencie, gdy pochylił się nad otworem wiodącym do nory, drapieżne zwierzę zaatakowało go tak nieoczekiwanie i wściekle, że nazajutrz znaleziono tam niefortunnego łowcę martwego, z przegryzionym gardłem.
Niewątpliwie dzięki tej złej famie o groźnym drapieżniku powstała legenda o odważnym człowieku, poskromicielu nieprzejednanej wydry. Na szczycie kolumny totemowej ilustrującej tę baśń artysta plemienny wyrzeźbił bohatera z maczugą w jednej ręce i ogonem pokonanego zwierzęcia w drugiej.
Istoty zwabione podstępnie do podziemnej krainy wydr uważano powszechnie za szczególnie niebezpieczne, gdyż wedle tubylczych wierzeń czyhały one na porwanie dalszych ludzkich ofiar, ażeby te musiały dzielić z nimi okrutny los. Każdy, kto zwiedziony postacią owej człeko-wydry przemówił do niej lub na kogo straszna człeko-wydra „chuchnęła", stawał się kolejną ofiarą zaciągniętą podstępnie do krainy wydr. U podstawy artysta wyrzeźbił rybę-diabła z ptasim dziobem i mackami ośmiornicy.
W Seattle znajduje się wysoka totemową kolumna zrekonstruowaną przez Brownów. Ustawiona na Skwerze Pionierów w 1899 roku, tuż przed drugą wojną światową spłonęła doszczętnie. Oryginał pochodził z Tongass, z wyspy o tej samej nazwie, gdzie należał do domu wspólnoty Kininook, z klanu Kruka. Wyrzeźbiono go dla upamiętnienia wydarzeń z życia znamienitej Indianki o charakteryzującym jej osobowość nazwisku: Wódz-Wszystkich-Kobiet. Kiedy przeprawiając się razu pewnego wpław przez rwący nurt rzeki Nass, aby odwiedzić chorą siostrę, utonęła, członkowie rodowej wspólnoty wznieśli ku czci Wodza-Wszystkich-Kobiet kolumnę totemową O Słońcu i Kruku. Niektórzy z nich żyją po dziś dzień, a jeden imieniem Dawid nosi nawet dawne nazwisko: Kininook.
Drewno na ogromny seattelski słup totemowy, potężny dwudziestokilkumetrowy czerwony cedr, podarował Indianin z plemienia Haida, James Peele, który upatrzył sobie ten prosty jak świeca kolos dla wyrzeźbienia kopii kolumny totemowej wzniesionej kiedyś dla uczczenia Wodza z Sonihat, swego ojca.
Brownowie zilustrowali w tym swoim dziele aż trzy legendy. Pierwszą o Kruku-dobroczyńcy, zdobywcy życiodajnego światła wykradzionego wraz z zaczarowaną szkatułką wodzowi rzeki Nass, drugą o ognisku, które dzięki Krukowi zapłonęło w miejscu niezwykłym, bo w żołądku wieloryba-zabójcy i trzecią o pewnej dumnej kobiecie wyśmiewającej z piedestału swego człowieczeństwa zwierzęta, która za karę musiała poślubić żabiego męża i zamieszkać w żabim domu na dnie jeziora z gromadką swych żabich dzieci.
Na kolumnie totemowej, prócz głównego bohatera Kruka, występuje Kruk-praszczur, Wódz-U-Źródła-Nass i cała żabia rodzina upokorzonej za ludzką pychę kobiety.
Na słupie totemowym ustawionym w mieście Wrangel na Alasce ów Kruk-praszczur zdefiniowany jest jako istota antropomorficzna o ludzkich uszach, co ma wskazywać na jej nadprzyrodzony charakter.
Artyści plemienni wiedzeni czasem naturalną, wrodzoną człowiekowi żyłką satyryczną, wyśmiewając pewnych członków klanu umieszczali ich, podobnie jak pogardzanych niewolników, w pozycji głową na dół.
W stanie Waszyngtan żył plemienny rzeźbiarz Joseph Hilaire, z 'plemienia Lumni. Był to stary człowiek zamieszkały od dawna w Kitsap Counity; w ciągu swego długiego życia wyrzeźbił około stu kolumn totemowych i choć częściowo sparaliżowany marzył, żeby jeszcze wyrzeźbić na koniec kolumnę totemową o czynach wielkiego wodza z Kitsap.
— Muszę tego dokonać — mówił — zanim dusza moja wyląduje ma końcu Mlecznej Drogi.
Rzeźby na kolumnach „czytało się" od góry do dołu jak kolumny chińskiego pisma. O symbolice tych rzeźb opowiada artysta. Klan mojej babki był klanem Kruka, dlatego wyrzeźbiłem go na samym szczycie. Kruk, w przeciwieństwie do Ptaka-Grzmota, ma zazwyczaj dziób prosty, a nie zakrzywiony. Poniżej znajduje się figura Córki Mgły. Ona pierwsza miała sprowadzić w nasze strumienie obfitość łososia. Kolejna figura to orzeł, a następnie rzeźba symbolizująca chłopca z legendy, nicponia, który wymigiwał się od pracy i całymi dniami zabawiał się karmieniem orłów. Ukarany za nieróbstwo i skazany, wedle wyroku wodza, na śmierć głodową w opuszczonym osiedlu, gdzie powygaszano ogniska, w rozpaczy czekał swego końca. Tymczasem uratowały go wdzięczne orły. Na samym dole rzeźbiarz umieścił wilka, gdyż chłopiec należał do klanu Wilka.
Na innej kolumnie przedstawione są na herby czterech szczepów, a na samej górze Tsoona, czyli Ptak-Grzmot, herb klanu Tsoo'tsuna. Zilustrowana w rzeźbie legenda mówiła, iż Ptak-Grzmot stał się człowiekiem, a jego syn powrócił do nieba, ażeby trzymać w ręku cugle nieokiełznanych burz, piorunów i grzmotów.
Można oglądać w Ketchikanie totem wodza Johnsona, zwany przez krajowców Kajduk. Ów Kajduk, gigantyczny ptak zaszyty wśród niedostępnych skał, był lokalną odmianą Ptaka-Grzmota. Na ketchikańskim słupie totemowym nieznany artysta wyrzeźbił Kajduka, dalej zaś u dołu zilustrował legendę o dwu niewolnikach Kruka, Gitsanuk i Gitsaqeq, którzy chcieli chytrze ukryć przed swym panem połów niezwykłej ryby, łososia, po raz pierwszy stworzonego przez kobietę-zjawę, Córkę Mgły.
Kolejna postać na heraldycznym totemie to szary niedźwiedź Walibui, będący crestem klanu Wawalibui. Dalej ku dołowi jest także niedźwiedź, ale pod postacią ludzką. Kolejna rzeźba to Tsawa, czyli Bóbr, gdyż od Bobra wywodzili się członkowie plemienia Nakoaktok.
Istnieje niejedna legenda o Bobrze, a w każdej występuje on pod postacią nędznego niewolnika, wyśmiewanego przez ludzi. Razu pewnego urażony w swej bobrzej dumie podjął się napiąć ogromny łuk, czego nie potrafili dokazać najtężsi siłacze szczepu. Bez trudu napiął cięciwę i poprzeszywał strzałami naigrawających się z niego wojowników.
Następną wyrzeźbioną istotą o otwartych jak do krzyku ustach jest dzika wiedźma z puszczy, Tsonoqua. Mity mówią, że porywała za nieposłuszeństwo dzieci i pożerała je bezlitośnie. Wedle legend pewien młody Indianin przychwyciwszy czarownicę na kradzieży suszonej ryby, ujął ją i chciał srogo ukarać. Tymczasem Tsonoqua tak mu przypadła do gustu, iż wziął ją za żonę. Ich syn właśnie, imieniem Tseelthwalakami, pół-człowiek, pół Tsonoqua stał się założycielem szczepu Nimpkish.
Tsonoqua przedstawiana jest w rysunku i rzeźbie zawsze z otwartymi ustami gotowymi do połykania. Wiąże się z nią wiele wierzeń. Raz jest ona groźnym bytem, mieszkanką niedostępnej głuszy i twórczynią nocnych mar nękających człowieka, raz zwykłą kobietą ogromnej próżności, pustą i głupią. Wedle innej wersji jej krzyk staje się groźnym memento i kto go usłyszy, na tego niechybnie spadną nieszczęścia. Czasami przedstawiana jest jako dwugłowy potwora w ludzkiej postaci.
Mnóstwo rzeźb, zwierząt, ludzi, mitycznych istot piętrzących się na pniu cedru narzuca wrażenie, iż zestaw ich jest przypadkowy, niemniej kompozycja jest celowa i logiczna. Na samym szczycie umieszcza się zwierzę będące głównym herbem rodu. Jeśli pewne plemię i klany dzieliły się na dwie podgrupy: Foki i Quequtsa, a w pierwszym odgałęzieniu wodzowie należeli do Wielorybów, młodzi do Fok, starzy do Lwów Morskich. Gdybym rzeźbił kolumnę totemową na cześć wodza, na samej górze znalazłaby się rzeźba wieloryba. Ponieważ każda wspólnota prócz głównego crestu posiadała jeszcze drugi: klanowy lub rodowy, obrane zwierzę albo ptaka, i ten emblemat musiałby się pojawić wśród wyrzeźbionych postaci. W dalszym ciągu za pomocą rzeźb artysta „opowiada” legendę przynależną danej wspólnocie.
Czasem pazury i dziób przydane ludzkiej postaci wyrażają ptaka, płetwy zaś czy ogon — rybę. Zwierzęce uszy na ludzkiej głowie mogą symbolizować zwierzę.
Praktyki przedstawiania zwierzęcia za pomocą jakiejś jednej właściwej mu cechy wyjaśniały, dlaczego alaskański słup totemowy Kruk i słońce, zgodnie z tą konwencją, ma na szczycie jako figurę centralną oblicze ludzkie i jedynie wystający z twarzy dziób definiuje ptaka. Skrzydła Kruka są udekorowane oczami, z których zamiast źrenic spoglądają ludzkie twarze, co symbolizuje „moc" przybierania przez Kruka różnych postaci.
Konwencja ta, pozwalająca na anatomiczne rozczłonkowanie zwierzęcia i wyrażanie go za pośrednictwem jakiejś właściwości wyróżniającej, musiała prowadzić do groteski. Groteskowość tę powiększała jeszcze stosowana czasem reguła zabraniająca pozostawiania na kolumnie pustych, nie zapełnionych miejsc, niejako białych plam, które pozwalają na oddech. To groteskowe zagęszczenie potęgujące nieczytelność kolumn totemowych dotyczy w pierwszym rzędzie rzeźb Indian pochodzących z Brytyjskiej Kolumbii.
Od tej konwencji odbiegają pewne słupy totemowe na Alasce — dla przykładu — Kruk i żaba, Żabie drzewo, Drzewo ptaka-nurka, Trzy orły, Ślimak olbrzym, a także słupy totemowe znad górnego biegu Skeena, jak Wielki-Stwór-Z-Dna-Jeziora — gdzie często dwie, trzy figury przyozdabiają całą wysoką kolumnę.
Różnego rodzaju baśniowe istoty potęgowały jeszcze symbolikę słupów totemowych. Ażeby uchwycić właściwy sens ich artystycznej interpretacji, trzeba znać dzieje wspólnoty rodowej, której własnością była rzeźba i mity z nią związane.
Gdy indiański rzeźbiarz zabierał się do pracy, przyszły właściciel dzieła musiał mu opowiedzieć historię wspólnoty lub klanu, czyny wodzów, niezwykłe wydarzenia i przynależne domowi legendy.
W czasie święta związanego z ustawieniem kolumny totemowej członkowie wspólnoty wyjaśniali gościom genezę i znaczenie rzeźbionych ilustracji, jednakże nie za pośrednictwem zwykłej narracji, lecz w formie dramatycznej, przy pomocy ucharakteryzowanych odpowiednio aktorów w pięknych kostiumach.
Alaskańską kolumnę totemową Żabie drzewo zamówiono kiedyś dla upamiętnienia życia pewnej kobiety z klanu Kiksetti, której indiańskie nazwisko brzmiało: Dwie-Żaby-Na-Dryfującej-Kłodzie. Wedle mitów lud jej wywodził się od zaklętej w żabę dziewczyny, którą pod postacią urodziwego młodzieńca poślubił wódz ludu żab i podstępnie porwał do zamku na dnie jeziora.
Inny niezwykle ciekawy alaskański słup totemowy zwany Ostryga-Skalna-Olbrzym, wyrzeźbiono jako manifestację bogactwa czterech domów wspólnoty rodowej: Szponów Orła, Zapory-Wodnej-Bobra, Bobrzego Ogona i Ostrygi-Skalnej-Olbrzyma. Ten ostatni wymyślony fantastyczny stwór przedstawia pełną ekspresji twarz ludzką, w której horrendalnej paszczy tkwi pochwycona zębami ręka wyrzeźbionego w przysiadzie człowieka. Kolumna ta wiąże się z mitem o dramatycznej walce członka wspólnoty z ostrygą gigantem, zanim zginął w zaciśniętych szczękach potwora.
Jednym słowem ustawione przed siedzibami wspólnot rzeźbione pnie były czymś w rodzaju biletu wizytowego, z wyeksponowaniem herbów, jakimi legitymowały się rody. Pewne kolumny po dziś dzień są własnością wspólnot plemiennych.
Często same nazwy rzeźb totemowych inspirują treść ogólnie znanych plemionom baśni i definiują ich naczelne postaci, jak — dla przykładu — Kruk i słońce, Kruk i żaba, Gonaqadate-Potwór Morski alboCzłowiek-Porwany-Przez-Wydry.
Znana jest na Alasce jeszcze inna mityczna kobieta, zwana Kobietą Bogactwa. Można ją oglądać w prawdziwie piętrowym kapeluszu na kolumnie totemowej Gonaqadate-Potwór Morski. Wedle legendy Kobieta Bogactwa z dwiema cennymi tarczami z miedzi i dzieckiem na plecach wędruje po puszczy. Jeżeli komuś uda się porwać dziecko, może zażądać wysokiej ceny w zamian za jego zwrot. Wtedy Kobieta Bogactwa podrapie go swymi miedzianymi paznokciami i zawoła: „Zadrapania będą goiły się bardzo powoli. Jeżeli dasz komukolwiek zeschły strupek — uczynisz go bogatym!" Lecz nawet usłyszenie samego krzyku dziecka Kobiety Bogactwa pomaga człowiekowi do zdobycia fortuny, która pozwoli mu na urządzenie szeregu świetnych i tłumnych potlaczów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















