czwartek, 14 lutego 2013

legenda indiańska

Nikt juz dokladnie nie pamieta jak wogole  doszło do tego ze czarny niedzwiedz wakini palaszowal akurat mrowcze zapasy . wakinu podszedl blizej bez ceregieli wsadzil lape w morisko i ... juz tarzali sie po ziemi okladajac sie tak ze az strzebki czarnej i szarej siersci fruwaly we wszystkie strony . racja byla oczywiscie po stronie wakiniego zadne zwierze bowiem nie ma prawa tknac cudzej zdobyczy . wakinu zasluzyl sobie na te nauczke. nie to bylo jednak najgorsze jak kazdy pokonany wojownik rowniez i on musial na zawsze opuscici swoje plemie. grizlii zalil sie i lamentowal tak ze poruszyl by nawet kamien .lecz indianskie prawo jest nieublagane. poszedl zatem tam gdzie go nogi poniosa przeszedl w brut znajome potoki spojrzal na pokszywiene sosny porzegnal sie na zawsze z dolina . przez lzy nie wiedzial dokad zmierza . nie spostrzegl wiec ze dotarl do ziemi sniegu . az nagle wpadl w gleboka zaspe z trudem sie z niej wygramolil przetarl oczy i rozejzal sie doolola jak okiem okiem siegnac lezal tylko bialusienki nienaruszony snieg. pewnie wkrotce na trafie na jakis trop pomrokiwal niedzwiedz ruszajac dalej jego popielate futro bylo teraz nie do poznania sniezyce zaspy i lodowaty wiatr pokryly je  sniegiem . wakinu nie zwracal na nic uwagi . szedl i szedl az dotarl do dziwnej krainy gdzie panowala glebowa mrozna noc z daleka dobiegal odglos cichnacej zawieji ale tutaj slychac bylo tylko dzwiek jego wlasnych krokow. nie daleko z miejsca w ktorym ziemia sniegu graniczy z firamamentem biegl w gore szeroki biały rów . wakinu ruszyl w jego kieruknu . spieszyl sie bardzo . jeszcze jeden skok a jau jet nad ziemia . otrzsa snieg , jest lekki jak piorko i wciaz unosi sie wyzej i wyzej . zwierzeta ktore tej nocy nie spaly poraz pierwszy zobaczyly bialy trop a na nim niedzwiedzia . wakinu znalazl most martwych dusz i wedruje do krainy wiecznych łowów oznajmil madrze wakini czarny niedzwiedz . grizlii rzeczywiescie tedy podozal . jedyne co po nim zostalo to snieg . ten bielusienki snieg lezy na niebie do dzis wystaarczy spojrzec . blade twarze co prawda mowia ze to mleczna droga ale kazdy indianin wie ze tedy wiedzie szlak do krainy WIECZNYCH ŁOWÓW , droga ktora poraz pierwszy przemiezyl niedzwiedz Wakinu . 

poniedziałek, 11 lutego 2013

***



Nie łudzę się,

że białą lilią świat.

Na sercu ludzkości 

zbyt wiele ran.

Tak mnóstwo z nich

ktoś zadał wam,

ran,

co płyną

przeczystą

indiańską krwią.

Tak chciałabym

nieść pomoc wam

zaleczyć

choć jedną z ran.

Tak trudno

samemu zmienić świat

czwartek, 7 lutego 2013

Legendy Indian Poszukiwania Yellow Leggings: Pochodzenie tipi


Legenda Indian Wron

Był sobie człowiek o imieniu Yellow Leggings i to on właśnie zapoczątkował tipi u Apsáalooke. Zanim Yellow Leggings przyniósł tipi do Apsáalooke mieszkali oni w jaskiniach albo ziemiankach. Yellow Leggings zapoczątkował nie tylko tipi ale również wartości i wszelkie zasady z nim związane.

Yellow Leggings lubił zastawiać pułapki na orły. Obdzierał króliki ze skóry, aby później użyć jej jako przynęty, kopał norę, siadał w niej i przykrywał się trawą dla niepoznaki. Czekał cierpliwie aż orzeł przyleciał żeby schwytać królika, wtedy sięgał rękoma w górę i chwytał ptaka za nogi. Jeśli złapał ptaka za nogi, ten był już mu posłuszny. Yellow Leggings wyrywał z orła tylko, dwa środkowe pióra z ogona i wypuszczał na wolność.

Pewnego razu Yellow Leggings zastawiał kolejną pułapkę. Złapał już trzy orły, i zamierzał złapać czwartego. Czekał dość długo, aż w końcu usłyszał odgłos jakby nadlatującego orła. Wyczekał chwilę, lecz nagle w jamie, gdzie siedział zapadła ciemność. Wyciągnął rękę ku górze i poczuł kamień lub głaz zakrywający wyjście. Został uwięziony przez skałę toczącą się nad jego kryjówką. Próbował ją ruszyć ale bezskutecznie. Próbował przekopać się obok skały - nadaremnie. W końcu usiadł i zaczął płakać. Nagle zauważył, że coś poruszyło się w rogu jego jamy. Była to mysz. Zaczął błagać ją o pomoc. Ta zabrała go do kolejnej dziury, która jednak wydawała się zbyt mała jak dla niego, ale z mozołem przeciskał się dalej. Im dalej się posuwał dziura stawała się większa. Wkrótce mógł się już czołgać, później iść przygarbiony, aż w końcu stanął wyprostowany. Jak tylko to powstał, zaczął biec przed siebie. Wydostał się z tunelu i znalazł w zupełnie obcym miejscu. Rozejrzał się i ruszył ku rzece. Tam zobaczył tipi. Ruszył w jego kierunku, gdy nagle zaatakował go niedźwiedź. Starsza kobieta wyszła z tipi, zawołała zwierzę do siebie, a Yellow Leggings zaprosiła do środka.

Yellow Leggings wszedł do środka i stanął koło drzwi. Z tyłu tipi siedział stary mężczyzna, który zaproponował mu, by usiadł koło niego. Mężczyzna ten miał na imię White Owl. Kiedy kobieta mieszała zupę, Yellow Leggings zajrzał do garnka i zobaczył ludzką rękę wirującą na wierzchu.

White Owl zapytał Yellow Leggings, czy jest głodny, na co żona skarciła go mówiąc: "On jest człowiekiem, ludzie nie jedzą tego, co ty!". Biała Sowa rzekł: "Tutaj jest mnóstwo jedzenia. Idź i jedz co chcesz, potem odpocznij chwilę i przyjdź do mnie, ponieważ chcę abyś coś dla mnie zrobił".

Yellow Leggings poszedł i upolował jelenia, zjadł i odpoczął. Następnie wrócił do tipi. Wszedł do środka a White Owl powiedział do niego: "Chcę żebyś zabił dla mnie zdradliwego łosia i przyniósł mi prawą część z jego poroża, abym mógł nią zjeść zupę. Ten łoś jest bardzo niebezpieczny i ma pomocników, którzy pilnują go, gdy śpi". White Owl dał mu jedną strzałę i powiedział: " Musisz zabić go tą jedną strzałą, ale masz tylko jedną szansę".

Yellow Leggings wyszedł za zewnątrz i zaczął płakać. Nie wiedział co ma zrobić. Płakał dopóki nie przyleciała jaskółka. Mały ptaszek doradził mu, by ten zapytał o radę kreta. Ten bowiem, mógł mu pomóc.

Poszedł więc na skaliste wzgórze, gdzie żyły krety. Wciąż płakał i płakał.. Kret wyszedł z ziemi i nie przejmując się zbytnio powiedział mu, żeby sobie poszedł. Yellow Leggings wciąż płakał, aż w końcu kret wrócił i spytał: "Dlaczego płaczesz?". Yellow Leggings wytłumaczył mu, co musi zrobić i kret zgodził się mu pomóc. Wymyślił, że mogą wykopać tunel pod łosiem, tak, aby Yellow Leggings mógł łatwo dostać się do jego serca. Aby zabić łosia jedną strzałą, musiał strzelić mu prosto w serce. Kiedy kret kopał coraz dalej, dwóch pomocników łosia: kojot i sowa, wszczęli alarm. Łoś stanął na równe nogi, ale nic nie zobaczył, bowiem Yellow Leggings i kret byli ukryci pod ziemią. Im byli bliżej łosia, tym głośniej słyszeli bicie jego serca. Kret sięgnął do góry i wyczuł, gdzie było serce łosia; pokazał punkt, w który miał strzelić Yellow Leggings. Kiedy wypuścuł strzałę łoś podskoczył i wrył poroże w ziemię. Yellow Leggings zaczął uciekać wzdłuż tunelu, ale łoś był tuż za nim. Już czuł rogi łosia na plecach, gdy nagle zwierze padło. Yellow Leggings odciął mu rogi i wrócił do Białej Sowy.

Biała Sowa powiedział mu, że spisał sie dobrze, teraz jednak chciał aby Yellow Leggings zdobył dla niego głowę Isshiiooshé , Red Hair (Rudowłosego). Yellow Leggings wrócił do kretów i zaczął płakać. Kret wyszedł i Yellow Leggings powiedział mu, że teraz musi zabić Red Hair, na co kret odrzekł, że tym razem mu nie pomoże. Poradził mu natomiast, aby zasięgnął rady u Ant Woman (Kobiety Mrówki).

Yellow Leggings udał się więc do jej tipi. Ant Woman powiedziała, że z chęcią mu pomoże, ponieważ Red Hair był dla niej bardzo uciążliwy, ciągle bowiem prosił o jej rękę, Powiedziała, że mogą zamienić się ciałami, tak aby zmylić Red Hair. Yellow Leggings mógłby wtedy zbliżyć się do Red Hair i zabić go. Otarli się wzajemnie o siebie i w ten sposób nastąpiła zamiana ciał. Yellow Leggings otrzymał ciało Ant Woman. Dodatkowo Ant Woman dała mu wesz, aby umieścił ją zamiast głowy Red Hair, kiedy ja utnie oraz cztery kukurydziano-mięsne kulki. Red Hair mieszkał ze swoją matką na wyspie. Ant Woman powiedziała: "Kiedy dotrzesz do wody, zobaczysz bishkahpisée, wielkouchego psa. Ten pies będzie czekał na Ciebie. Siądziesz na niego, a on przeprawi Cię przez wodę. Kiedy się zmęczy, nakarm go jedną z kulek. Wystarczy, że wrzucisz kulkę do jego pyska, a odzyska siły". Po chwili dodała: "Kiedy odnajdziesz już Red Hair, musisz wycieńczyć go pracą, nie pozwól by z Tobą spał. Spraw, by przez trzy dni pracował, a czwartego dnia zaśnie ze zmęczenia i wtedy będziesz mógł go z łatwością zabić i odciąć jego głowę. Później położysz wesz w miejsce jego głowy".

Yellow Leggings zrobił jak mu przykazała Ant Woman. Poszedł ku rzece, tam czekał na niego pies, który zabrał go na wyspę, gdzie mieszkał Red Hair z matką. Zsiadł z psa, dał mu kukurydziano- mięsną kulkę i kazał na siebie zaczekać. Yellow Leggings szedł przed siebie, aż zobaczył tipi Red Hair i jego matki. Przybycie Ant Woman wydało się matce podejrzane, ponieważ ta nigdy wcześniej nie chciała wyjść na Red Hair. Ale ponieważ Red Hair chciał mieć ją za żonę, kazał matce być cicho. Tej nocy leżeli razem. Red Hair wciąż się zalecał, ale Yellow Leggings dzielnie odrzucał zaloty. Przez następne trzy dni, Yellow Leggings kazał Red Hair ciężko pracować: kazał nosić mu wodę, rąbać drewno, robić rzeczy, które na pewno by go zmęczyły. W końcu Red Hair padł ze zmęczenia i zasnął. Yellow Leggings obciął mu głowę i na jej miejsce położył wesz. Matka była podejrzliwa, ze tak długo spią i z zewnątrz dopytywała syna, czy wszystko jest w porządku, na co wesz odpowiadała: "Bądź cicho. Próbuję spać." Jednak z każdą odpowiedzią wesz słabła i słabła, za czwartym razem mogła ledwo mówić. Matka weszła do tipi, podeszła do łóżka i ściągnęła pościel. Zobaczyła tam martwego syna bez głowy. Ant Woman już nie było. Matka ruszyła za nią. Chociaż mogła latać i widzieć wszystko z góry, na nic się to zdało, bo Yellow Leggings pokonał już wodę i znalazł się w tipi Ant Woman. Czym prędzej zamienili się ciałami. Ocierali się tak szybko, że w tym pośpiechu zapomnieli o pachach. Dlatego pachy kobiet są większe i bardziej umięśnione, niż mężczyzn.

Matka dotarła wreszcie do tipi Ant Woman. Kobieta ta miała kolec z tyłu głowy i kiedy się ekscytowała kolec wysuwał się. Kobieta używała go do niszczenia różnych rzeczy.

Tipi Ant Woman było jednak twrade jak skała. Matka zaczęła mierzyć kolcem w tipi, podlatywała w góre i w dół uderzając w tipi. Kiedy uderzała, robiła dziurę, lecz wtedy Ant Woman pluła na dłoń i łatała dziurę. W końcu kobieta zdała sobie sprawę, że nie da rady pokonać tipi, więc poprosiła jedynie, aby mogła zobaczyć głowę syna. Powiedziała: "Jeśli pozwolisz mi zobaczyć jego głowę, zostawię Cię w spokoju. Pozwól mi spojrzeć na syna, pozwól mi tylko popatrzeć na jego twarz."

Yellow Leggings i Ant Woman wiedzieli jednak, że ta podstępem próbuje dostać się do środka. Położyli więc głowę na środku tipi i Yellow Leggings otworzył na oścież drzwi, tak aby matka mogła tylko włożyć głowę i spojrzeć na twarz syna. Jak tylko wsunęła głowę, wykrzyknęła: "Nabrałam was, teraz was zabije!". Wtedy Yellow Leggings zatrzasnął drzwi i odciął jej głowę. Tym samym zabił cały ród Red Hair.

Yellow Leggings wziął głowy i ruszył do White Owl. Kiedy był już blisko jego tipi, wyszła mu naprzeciw żona White Owl i powiedziała: "Zrobiłeś więcej, niźli zostałeś poproszony. Powiem Ci więc coś. Zamiast brać, co zaoferuje ci White Owl, kiedy zapyta czego sobie życzysz, powiedz że chcesz jego."

Yellow Leggings wszedł do tipi. White Owl ucieszył się na widok głów, wyłożył mnóstwo świętych rzeczy i zapytał Yellow Leggings, które z nich chciałby mieć. Yellow Leggings nie chciał żadnej z nich, powiedział natomiast że chce jego. White Owl odrzekł na to: " Zapewne moja żona musiała podsunąć ci ten pomysł. Ona mówi za dużo! Ale skoro wykonałeś więcej, niźli Cię prosiłem, nie mogę Ci odmówić". I dał Yellow Leggings całą swą moc, łącznie z młodym jeleniem i sową. Sowa reprezentowała jego samego. Kiedy Yellow Leggings wychodził, White Owl poradził mu by był ostrożny, ponieważ cztery kobiety będą o niego zabiegać: "Pierwsze trzy będą zdradliwe, czwarta natomiast zostanie twoją żoną".

Poszedł więc Yellow Leggings, a gdy szedł napotkał kobietę. Położył się z nią, ta jednak odskoczyła i uciekła. Gdy biegła Yellow Leggings zauważył, że była ona wydrą. Z drugą stało się podobnie, z tą różnicą, że ta okazała się być jeleniem. Trzecia zaś łosiem. Czwarta kobieta była człowiekiem, położył się z nią, a ponieważ się nie bała, została jego żoną. Żona miała siedmiu braci, którzy mieli nadprzyrodzone zdolności. Najmłodszy zwał się Juniper On The Bridge Of The Nose i miał jako zwierze opiekuńcze - górskiego lwa. Kiedy Yellow Leggings i jego nowa żona poszli do jej domu, w środku był tylko najmłodszy brat, ponieważ reszta poszła polować. Kiedy tamci wrócili, zaczęli drażnić się z Yellow Leggings. Zdejmowali sobie głowy i inne części ciała i rzucali nimi dookoła. Wtedy Yellow Leggings wyjął sowę i jelenia, które otrzymał od White Owl i wówczas sowa złapała jelenia i zaczęła go dusić, bracia krzyknęli ze strachu i zaczęli błagać siostrę aby zrobiła coś, żeby Yellow Leggings przestał. Ten wówczas schował sowę.

Juniper On The Bridge Of The Nose powiedział wtedy do braci: "Wstyd mi za was! Powinniście okazać szacunek swojemu szwagrowi!" I dał Yellow Leggings swego górskiego lwa, jako prezent. Gest ten zapoczątkował tradycję dawania prezentów szwagrom, w celu okazania im szacunku.

I kiedy już wszystkie złe rzeczy zostały zniszczone, bracia postanowili stać się czymś, co będzie trwać na wieki. Zgromadzili się więc i najstarszy z nich zapytał: "Czym moglibyśmy się stać, aby trwać na wieki?". Wtedy jeden z nich odrzekł: "Czemu nie staniemy się drzewami?". Na co inni odpowiedzieli: "Parzcież drzewa umierają". Inny zaproponował: "Może staniemy się skałami, wysoko w górach?". "Skały zniszczy erozja". "To może staniemy się wodą?" spytał kolejny. "Nie, woda kiedyś wyparuje z powodu gorąca". I dyskutowali tak długo, aż w końcu jeden powiedział: "Dlaczego nie staniemy konstelacją gwiezdną, w miejscu gdzie ludzie kierują cybuch fajki? Możemy tam być wiecznie i w ten sposób zawsze patrzeć na Bíiluuke". Na co inni odrzekli: "To dobry pomysł!". I bracia stali się Iipchalapaachuoo, "Tam gdzie kieruje się fajkę, Wielkim Wozem".

Yellow Leggings wrócił do Apsáalooke z czterema białymi tipi, jednym od White Owl, drugim od Ant Woman, trzecim od Red Hair, i czwartym od szwagrów. I w ten sposób Apsáalooke otrzymali tipi.

http://indianie.kolba.eu/crowtipi.shtml

poniedziałek, 4 lutego 2013

imię Wasze



Gdy słyszę imię Wasze

serce z piersi się rwie

Gdy słyszę imię Wasze 

krew burzy się.

Gdy słyszę imię Wasze 

dusza z tęsknoty płacze.

Me imię nic nie znaczy.

Waszym serce me.

\Waszą ma krew.

Waszą dusza ma.

czwartek, 31 stycznia 2013

Legendy Indian KOJOT I CHMURA

Legenda Indian Achomawi

Kojot i chmura urządzili sobie wyścig. Chmura wspólnie z burzą założyła się z kojotem i piękną pogodą. Zaczęli daleko na południu. Na początku kojot prowadził. Potem chmura spowodowała, że przed kojotem wyrosły drzewa owocowe wszelkiego rodzaju. Kojot gdy spojrzał za siebie i zobaczył, że chmura jest daleko z tyłu, zatrzymał się by zjeść trochę owoców. W tym czasie chmura ukończyła wyścig i wygrała. Wygrała też zakład i dlatego teraz mamy burze zimową porą.

poniedziałek, 28 stycznia 2013

tak trudno


Tak łatwo
użyć pompatycznych słów,
wznieść pomnik,
muzeum, co otuli kurz.

Tak trudno
obmyć rany,
naprawić krzywdy,
znaleźć w sercu żal i ból.

czwartek, 24 stycznia 2013

Legendy Indian NIEBIESKA SÓJKA, JASZCZURKA I NIEDŹWIEDZIE GRIZZLY


Legenda Indian Achomawi

Kilka niedźwiedzi grizzly mieszkało niedaleko domu niebieskiej sójki i jaszczurki. Ci drudzy mieli pod dostatkiem wszelkiego jedzenia. Grizzly jadły tylko żołędzie i musiały chodzić do sąsiadów po łososia czy inne mięso. Pewnego razu jeden grizzly poszedł tam o zachodzie słońca, usiadł i powiedział, "Zostałem przysłany po resztki" wtedy sójka powiedziała, "w porządku, weź trochę łososia", i jaszczurka dała niedźwiedziowi mnóstwo ryb. Kiedy niedźwiedź wrócił do swoich, ci rzekli, "Oni zawsze dają nam dużo jedzenia". Rano inny grizzly poszedł i wrócił z ogromnym koszem orzechów laskowych, a wieczorem jeszcze inny poszedł i dostał dużo nasion słonecznika. W ten sposób sójka i jaszczurka rozdały cały zapas jedzenia, które miały i zaczęły głodować. Jaszczurka, jednakże, przewidziała, że to może się zdarzyć, więc schowała dziesięć łososi pod swoją poduszką, kiedy sójka poszła po drewno na opał. Kiedy zapas jedzenia został rozdany, jaszczurka wyjęła schowaną rezerwę i razem z sójką odżywiali się tym przez jakiś czas. Natomiast niedźwiedzie grizzly, które wyprosiły dużo jedzenia, ucztowały gdy tamci głodowali. Niedźwiedzie miały nadzieję, że sójka i jaszczurka umrą z głodu.
Niebieska sójka wkrótce stała się bardzo słaba, ale jaszczurka nadal mogła się poruszać. Pewnego dnia jaszczurka wzięła trochę żaru z piecyka, zamknęła wylot dymu, wzięła nóż i podkradła się do domu niedźwiedzi, które już w tym czasie spały. Jaszczurka rozejrzała się i zobaczyła dużo ukrytego przez niedźwiedzie jedzenia. Wtedy podkradła się do największego niedźwiedzia i wycięła jego serce i inne narządy. Potem ściągnął z niego skórę, podczas gdy inne grizzly ciągle spały. Jaszczurka szybko upiekła wątrobę w żarze i zjadła ją, a potem idąc na szczudłach, żeby grizzly nie rozpoznały jej śladów, wróciła do domu z całym mięsem z niedźwiedzia i koszem żołędzi. Gdy wróciła sójka ledwo żyła. Jaszczurka ugotowała mięso i nakarmiła ją. Sójka nabrała sił i teraz oboje mogli jeść przez całą prawie noc.
Rano niedźwiedzie obudziły się i zobaczyły, że brak jednego z nich, ale pomyślały, że pewnie dopiero co gdzieś wyszedł. Nie zmartwiły się więc, rozpaliły ogień by się ogrzać. Jaszczurka i sójka tym czasem siedziały cicho w domu i nigdzie nie wychodziły. Kilka razy jaszczurka robiła to samo, zabijała jednego niedźwiedzia, aż zabiła cztery z nich, po dwa po każdej stronie drzwi, przy których spały. Grizzly niczego nie podejrzewały, nie sądziły, że coś się dzieje, ponieważ były pewne, że zarówno jaszczurka jak i sójka nie żyją. W ten sposób jaszczurka i błękitna sójka przetrwały zimę.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

gdzie jesteś?



Gdzie jesteś

wodzu mój?

Wśród gwiazd

szukam oczu twych.

w sercu 

znaleźć chcę

twój głos

choć głuszy go 

rój pszczół.

Na ścieżkach życia

zawiłych jak ja

jak ty 

idąc pod wiatr

pragnę

znaleźć twój ślad.

sobota, 19 stycznia 2013

Głos Indian: CZARNE WZGÓRZA NIE SĄ NA SPRZEDAŻ wywiad z Edgarem Bear Runner


The Black Hills, Czarne Wzgórza, przyznano Indianom Lakota traktatem z Fortu Laramie w 1868 roku. Jednak już w roku 1874 odkryto na ich terenie złoto i rozpoczęła się jakże powszechna gorączka w poszukiwaniu tego metalu. Jako że Indianie przeciwstawili się intruzom, do obrony górników rząd USA wysłał wojsko. Później wielokrotnie próbowano przekonać Lakotów do zrezygnowania z Czarnych Wzgórz, lecz bez rezultatu. W tej sytuacji w 1877 r. Kongres zatwierdził aneksję Czarnych Wzgórz. Od tamtej pory Indianie Lakota nieustannie walczą o zwrócenie im świetych dla nich terenów i mimo tego, że prawa do nich zostaly im oficjalnie przyznane, nie zrobiono nic, by im Czarne Wzgórza zwrócić. Zamiast tego rzad próbował, i nadal próbuje, zrekompensować Lakotom utratę świętych ziem pieniędzmi. Ale Lakoci nie chcą pieniędzy, chcą odzyskać Czarne Wzgórza.
Sprawa Czarnych Wzgórz znalazła już oddźwięk w Organizacji Narodów Zjednoczonych, była też przedmiotem jednego z warsztatów podczas tegorocznego Euromeetingu (Berlin, 2-6.08.97), gdzie prezentowali ją Milo Yellow Hair, wiceprzewodniczący Narodu Lakotów Oglala oraz Edgar Bear Runner.
Edgar Bear Runner jest wnukiem Samuela Rocka, który jako szesnastolatek walczył u boku Szalonego Konia w bitwie nad Little Big Horn, która zakończyła polityczną i wojskową karierę generała Custera. Edgar urodził się i wychował w rezerwacie Pine Ridge w Dakocie Płd. i obecnie jest znanym aktywistą walki o prawa człowieka i poprawę warunków bytowych swego narodu. Będąc antykolonialistą, mocno wierzy w suwerenność ludów tubylczych. Podczas "rządow terroru" Dicka Wilsona w latach 70. rodzina Edgara, której wszyscy członkowie należeli do "tradycjonalistów" i sympatyzowali z Ruchem Indian Amerykańskich (AIM), była jedną z najbardziej prześladowanych przez FBI i bojówki "goons" Wilsona.
Sam Edgar brał bezpośredni udział w takich wydarzeniach, jak okupacja budynku Biura ds. Indian w Waszyngtonie w 1972 r., spalenie budynku sądu w Custer, w Dakocie Płd., okupacja Wounded Knee w roku 1973, zamieszki w budynku sądu w Sioux Falls w Dakocie Płd. w 1974 r., "incydent"-strzelaninia w Oglala 26.06.1975 r. oraz w licznych pokojowych demonstracjach antyrasistowskich i o prawa tubylcze. To między innymi dzięki niemu we wrześniu 1996 r. rada plemienna Pine Ridge uchwaliła rezolucję popierającą wysiłki o odzyskanie wolności dla uwięzionego juz blisko 22 lata Leonarda Peltiera. Obecnie, wraz z innymi członkami Komitetu Obrony Leonarda Peltiera, organizuje delegację członków starszyzny i rady plemiennej do Białego Domu i współpracuje z fundacją Ocalić Dzieci, której zadaniem jest niesienie pomocy biednym rodzinom z Pine Ridge i innych społeczności Lakotów. Do Europy przyjechał po raz pierwszy.


- Czym jest dla Ciebie i czym spowodowana została ta wizyta?

Jest to dla mnie podróż podczas której występuje w obronie praw człowieka. W roku 1868 podpisaliśmy z rządem USA traktat i to rząd nie wywiązał się ze swojej części. Stąd te wszystkie sprawy w sądzie. Szczególnie sprawa Czarnych Wzgórz jest w sądzie od bardzo dawna. My nie chcemy pieniędzy. Obecnie z powodu naszej odmowy wzięcia pieniędzy z 17 mln zrobiło się ponad 500, ale za żadną cenę nie zrezygnujemy z Czarnych Wzgórz.

- Co jest takiego specjalnego i charakterystycznego dla Czarnych Wzgórz, że nie chcecie ich oddać za żadną cenę?

Od niepamiętnych czasów Czarne Wzgórza były dla nas świętymi Czarnymi Wzgórzami, tam moi ludzie zawsze udawali się modlić... tak zresztą jest i obecnie. Nasza religia jest oparta na modlitwie, zazwyczaj udajemy się na wysokie wzgórze i pościmy przez cztery dni. Nie wiem dokładnie od kiedy, ale jak mi mówiono, moi ludzie zawsze się tam modlili. Tam panuje specyficzna atmosfera, bardzo duchowa, którą można wyczuć przejeżdżając tylko przez tereny Czarnych Wzgórz. To bardzo piękne miejsce...

- Jak wygląda obecnie sytuacja w Twoim rezerwacie?

Warunki życia... obecnie mamy 38 tysięcy prawnie uznawanych członków Narodu Oglala, a kolejne 76 tysięcy ubiega się o przyznanie im takiego prawa. Z tych 38 tysięcy, 16 to młodzież poniżej szesnastego roku życia. Prawdopodobnie około 90% ogółu stanowią bezrobotni, a 5% pracuje na stanowiskach rządu stanowego, federalnego bądź plemiennego. Nie jesteśmy społeczeństwem kapitalistycznym, nie mamy żadnego przemyslu, żadnego... Bardzo trudno w naszym rezerwacie o pracę.

- Jak wygląda obecnie sprawa tradycji?

Tradycje odżywają, ludzie stają się ponownie częścią żywej kultury. Na przykład w latach 70. nie było to ani możliwe, ani widoczne. Udział w jakichkolwiek ceremoniach byl nielegalny, było to zabronione przez rząd federalny; nie mogliśmy brać udziału w ceremoniach, a gdy to robiliśmy, trafialiśmy do więzień, nawet ludzie mocy (medicine men). Kiedyś było bardzo źle, lecz teraz to się zmieniło. Nasze dzieci, dziewczynki i chłopcy, tańczą i biorą udział w ceremoniach duchowych i religijnych. Nasi młodzi ludzie czerpią dumę ze swojej kultury.

- Jaki jest Wasz status polityczny?

Rząd, prezydent Clinton zaprosił przedstawicieli wszystkich plemion, chcąc rozpocząć z nimi rozmowy na zasadzie "naród z narodem". Podjął tę inicjatywę, lecz jak dotąd nie wyniknęło z tego nic produktywnego.

- Obecnie zajmujesz się...

W październiku zabieram grupę tancerzy, tradycyjnej młodzieży z naszego rezerwatu oraz członków starszyzny na wizytę do Leonarda Peltiera, który jest w więzieniu Leavenworth w Kansas. Już wcześniej coś takiego robiłem i zamierzam to kontynuować. Zabieram dzieci, by Leonard mógł zobaczyć to jednodniowe pow wow, by mógł obejrzeć tańce, pomodlić się... i to nie tylko Leonard, również inni tubylczy Amerykanie tam przebywajacy.
Nieco później chcemy wziąć młodzież i przedstawicieli starszyzny do Waszyngtonu, żeby wziąć udział w międzynarodowym dniu praw czlowieka (10 grudnia - bs). Złożymy również wizytę prezydentowi Clintonowi. Chcemy przedstawić mu wszystkie nowo podpisane listy, petycje i rezolucje różnych parlamentów popierające starania o uwolnienie Leonarda Peltiera. Zabieramy więc delegację z rezerwatu Pine Ridge, by nas dostrzeżono, gdyż mamy podpisy ponad 40 mln indywidualnych ludzi popierających wysiłki mające na celu uwolnienie Peltiera, wiele plemion popiera Peltiera... Tą wizytą chcemy zachęcić prezydenta, by zrobił to, co powinien, przez co rozumiemy przyznanie Leonardowi prezydenckiego prawa łaski.

- Ty i Twoja rodzina mieliście bezpośredni związek z wydarzeniami 26 czerwca 1975...

W tamtym czasie byłem szefem jednego z dziewięciu oddzielnych dystryktów politycznych na terenie rezerwatu. Byłem mediatorem, dzięki czemu mogłem zapobiec kolejnej masakrze moich braci i siostr. To wtedy, jako że trudno im było mnie zamknąć, FBI zwróciło się w stronę mojej rodziny. Wielu zostało zamkniętych w więzieniach, nawet mimo braku dowodów - tak jak to się stało z Leonardem - nam Indianom nie jest trudno dostać wyrok od złożonych z nie-Indian ław przysięglych w Dakocie Pld.

- Rasizm?!

Tak, rasizm wciąż stanowi brzydką rzeczywistość Dakoty Płd. i istnieje między indiańskimi a nie-idiańskimi społecznościami. To nie powinno mieć miejsca, musimy poszukiwać rozwiązań, by odnaleźć zrozumienie.

- Byłeś w Genewie w ONZ, teraz w Berlinie na Euromeetingu. Czy uważasz, że to co się tutaj robi może być owocne?

Jest to chyba jedna z najlepszych rzeczy, jakie mogły się wydarzyć. To bardzo piękne, kiedy ludzie z różnych rządów i narodów należących do Organizacji Narodow Zjednoczonych w imię dobrej woli wyciągają rękę, by pomóoc narodom tubylczym, by nieść im wsparcie. To naprawdę bardzo ważne.

czwartek, 17 stycznia 2013

Legendy Indian STWORZENIE TĘCZY


Legenda Indian Achomawi

Sześćdziesiąt małych pajączków zadrżało podczas snu. Śnieg padał każdego dnia przez wiele miesięcy. Wszystkim zwierzętom było zimno, były głodne i przestraszone. Zapasy żywności prawie się pokończyły. Nikt nie wiedział, co robić. Niebieska sójka i czerwonogłowy dzięcioł śpiewali i tańczyli dla Srebrnoszarego Lisa, który płynął ponad chmurami. Odkąd Srebrnoszary Lis, twórca wszystkiego, stworzył świat, śpiew i taniec, sójka i dzięcioł spodziewali się odpowiedzi ze strony błękitnego nieba na to co się działo. Ale śnieg padał dalej.
W końcu zwierzęta zdecydowały się spytać kojota. "Kojot żył od bardzo dawna, prawie od początku. On mógłby wiedzieć jak dotrzeć do Srebrnoszarego Lisa". Poszli więc do jaskini, gdzie spał kojot, opowiedzieli mu o kłopotach i poprosili o pomoc. "Grrrrowwwlll... odejdźcie," gderał kojot "pozwólcie mi się zastanowić". Kojot wytknął głowę na zewnątrz z myślą, że będzie ją trzymał na mrozie, dopóki czegoś nie wymyśli. Próbował śpiewać skowycząc, głośno wył mając nadzieję, że Srebrnoszary Lis go posłyszy. Kojot śpiewał i śpiewał, ale Srebrny Lis nie słyszał go, albo nie chciał. Ostatecznie, to psoty kojota, gdy świat był nowy, spowodowały, że Srebrnoszary Lis odszedł do chmur.
Kojot pomyślał, że lepiej będzie jak jeszcze się zastanowi, co robić. Nagle ujrzał pajęczycę huśtającą się zawzięcie na jedwabnej nitce, na szczycie najwyższego drzewa w lesie. "Pajęczyca żyje na ziemi bardzo, bardzo długo" pomyślał kojot. "Ona jest bardzo mądra. Spytam ją co robić." Kojot skoczył ponad drzewa i nastawił uszy w kierunku pajęczycy. "Pajęczyco, o mądra tkaczko, o ty najzdolniejsza", zawołał kojot swoim najsłodszym głosem, " wszyscy jesteśmy zmarznięci i głodni. Każdy się boi, że ta zima nigdy się nie skończy. Srebrnoszary Lis niczego nie zauważa. Czy możesz nam pomóc?" Pajęczyca zakołysała swoim świecącym ciałem w tą i z powrotem, myśląc i myśląc. Jej osiem czarnych oczu zaiskrzyło się gdy w końcu znalazła odpowiedź, "Wiem jak dotrzeć do Srebrnoszarego Lisa, kojocie, ale ja tego nie mogę zrobić. Każdy będzie musiał pomóc. Będziesz potrzebował także dwójki moich najmłodszych dzieci. Oni są mali i świecą jak puch dmuchawca i najszybciej przędą u mnie w rodzinie". Pajęczyca zawołała tą dwójkę. Prządźcieeee! Prządźcieeee! Dzieci szybko przybyły, przędąc swoimi ośmioma małymi nóżkami. Dla tej dwójki pajęczych braci było to jak zabawa. Pajęczyca powiedziała, "Moje drogie dzieci, czy jesteście gotowi na wielką przygodę?" "Tak! Tak!" zawołały pajączki. "Jesteśmy gotowi!" Pajęczyca opowiedziała im swój plan i pajączki ruszyły z kojotem w drogę. Nie uszli daleko, gdy napotkali dwóch braci będących białonogimi myszkami, szukającymi nasion do jedzenia. Kojot powiedział im o planie pajęczycy. "Czy pomożecie?" spytał. "Tak! Tak! Pomożemy!" pisnęły myszki i wszyscy poszli dalej w stronę góry Mount Shasta, aż spotkali pana łasicę, głodnego i chudszego niż zwykle. Kojot opowiedział łasicy o planie. "Pomożesz nam?" spytał. "Oczywiście," odparła łasica, dołączając do ich grona. Niedługo spotkali czerwoną lisicę wyczesującą swój duży i puszysty ogon na krzakach. "Pomożesz nam?" spytali "oczywiście, że pomogę" odparła lisica. Wtedy zajęczyca wystawiła z norki głowę, "Ja także z wami pójdę" powiedziała, drżąc pomimo swego grubego futra.
Wszystkie zwierzęta ruszyły razem na szczyt Mount Shasta z trudem wspinając się. Śnieg przestał padać, ale niebo było nadal zachmurzone. Na szczycie Mount Shasta, kojot szczeknął, "Niech nasi dwaj najlepsi łucznicy wystąpią naprzód?" Bracia myszki dumnie wystąpiły trzymając małe łuki.
"Niech wszyscy posłuchają", szczeknął kojot. "Jeśli któryś z nas będzie niezdecydowany, plan pajęczycy zawiedzie. Aby wejść w chmury do Srebrnoszarego Lisa, każdy musi pragnąć tego z całego serca. Musimy poświęcić temu zadaniu nasze myśli, nasze sny, naszą siłę i nasz śpiew. Teraz wy małe myszki chcę, byście wypuściły strzały dokładnie to sam miejsce na niebie." Zwracając się do innych, kojot powiedział, "dzieci pająka, uprzędźcie jedwab tak szybko jak możecie, ty łasico, myszki, lisico i króliczyco zaśpiewajcie. Musimy zaśpiewać z całej mocy, bo inaczej pająkom nie uda się wykonać swojego zadania" "Raz" zawołał kojot. Wszyscy gotowi? "Dwa!" Zwierzęta wciągnęły głębokie oddechy. Myszy naciągnęły cięciwy. "Trzy!" Dwie strzały strzeliły prosto i wbiły się w to samo miejsce w chmurach. "Pi, pi! Pi, pi!" zaśpiewały myszki. Lisica zaskowyczała. "Chauuuuu!" zaśpiewał kojot. Króliczyca potrząsnęła swą magiczną łapką. Łasica uderzył w bęben ze skóry łosia. Pająki szybko przędły swoimi nóżkami długie liny. Zwierzęta zaśpiewały, a trąba powietrzna stworzona z ich śpiewu uniosła pajęcze liny i przyczepiła je do strzał utkwionych w chmurach. Wtedy pajączki szybko popędziły w górę po linach. Przez cały ten czas, na dole reszta zwierząt dalej śpiewała, grzechotała i bębniła. Pajączki dotarły do chmur. Srebrnoszary Lis dostrzegł je i zapytał, "Skąd się tu wzięliście?" Pajączki nisko się ukłoniły i powiedziały, "O Srebrnoszary Lisie, przynosimy pozdrowienia od naszej matki, pajęczycy i wszystkich stworzeń ze świata poniżej. Przyszliśmy spytać, czy pozwoliłbyś słońcu znów zaświecić. Cały świat jest zamarznięty. Wszyscy są głodni. Każdy boi się, że wiosna nigdy nie wróci". Byli tak grzeczni i szczerzy, że Srebrnoszary Lis stał się delikatny i spytał, "Jak wam się udało tu dostać?" Pajączki odpowiedziały "Posłuchaj, czy słyszysz śpiew? Czy słyszysz bębnienie i grzechotanie?" Srebrnoszary Lis usłyszał bęben, grzechotkę i śpiew zwierząt. Kiedy pajączki skończyły opowiadać swoją historię, Srebrnoszary Lis był bardzo zadowolony. "Jestem szczęśliwy, kiedy stworzenia łączą się we wspólnym wysiłku. Jestem zadowolony, słysząc, że kojot także pomaga. Wasza matka, pajęczyca, wymyśliła dobry plan. Aby nagrodzić wasz trud, uczynię znak, by pokazać, że niebo się przejaśni. Wy dwaj możecie pomóc.
"Pierwszy obraz, niech słońce jasno zaświeci", zawołał Srebrnoszary Lis. Pajączki skupiły się mocno i zobaczyły słońce wysyłające ogniste promienie we wszystkich kierunkach. "A gdy promienie słońca spotkają wilgotne powietrze" zaśpiewał Srebrnoszary Lis, "niech się pojawi czerwona wstęga, czerwona jak głowa dzięcioła, obok wstęga niebieska jak błękitna jest sójka. I pajączki ujrzały czerwoną i niebieską wstęgę. Srebrnoszary Lis śpiewał dalej i pośrodku, pojawiły się wstęgi pomarańczowa, żółta i zielona! Przed oczami pajączków pojawił się piękny, kolorowy łuk biegnący ponad chmurami przez całe niebo. To była pierwsza tęcza.
Tymczasem, poniżej na dole, pod chmurami, zwierzęta były tak zmarznięte, głodne i zmęczone, że przestały śpiewać i bębnić. Pajęczyca zatęskniła za swoimi dwoma najmłodszymi dziećmi. Każdego dnia tęskniła coraz bardziej. Winiła za to kojota. Inne zwierzęta czuły podobnie. Kojot tymczasem czuł się samotny, cichy i smutny. Powyżej, na chmurach, pajączki odpoczywały. Ich nóżki bolały a umysły były zmęczone. Srebrnoszary Lis powiedział, "Zrobiliście to o co prosiłem, teraz zachowajcie to w sekrecie. Będzie to trudne, więc dam wam za to specjalną nagrodę. Gdy rano będzie wilgoć a słońce zacznie świecić, zrozumiecie co miałem na myśli". Wtedy pajączki obróciły się i zbiegły tak szybko jak mogły z powrotem na dół do swojej matki. Pajęczyca płakała z radości i objęła swoimi nóżkami swoje najmłodsze pociechy. Ich pięćdziesiąt osiem sióstr i braci skoczyło do góry ze szczęścia. Wszystkie zwierzęta zebrały się, wokoło by usłyszeć historię pajączków. Kiedy pajączki skończyły opowiadać, krzyknęły, "Popatrzcie w górę!" Każdy popatrzył w górę. Chmury odleciały na bok. Na niebie pojawił się most łączący je z ziemią. Most w kształcie kolorowego łuku. Była to pierwsza tęcza.
Słońce zaczęło ogrzewać ziemię. Pachnące trawy wyrosły spod topniejącego śniegu. Skowronek dmuchnął w swój srebrny, wiosenny gwizdek, a dźwięk poniósł się przez dolinę, budząc do życia strumienie i rzeki. Kojot wyszedł z ukrycia, pobiegł na najbliższe wzgórze i zawył długo i radośnie. Zwierzęta rozpoczęły wielkie świętowanie, by uhonorować tęczę.
Odtąd, po deszczu, kiedy słońce wychodzi, kropelki rosy na pajęczynie świecą tworząc małe tęcze. To jest specjalna nagroda dla pająków. Każdy się o tym może przekonać.