sobota, 22 lutego 2014

Robert A. Swanson - Mały wojownik


odłóż teraz ten bęben, mały wojowniku
nie wolno ci hałasować w mieście
odwieś teraz mokasyny, mały wojowniku
nie masz prawa tańczyć w mieście
nie mów teraz językiem swego ojca,
mały wojowniku
jesteś teraz w mieście
i nie ma tu żadnych Indian

poniedziałek, 17 lutego 2014

myślę sobie, że...


    Tak to my jesteśmy dzikusami,
    gdziee się nie pojawiamy
    wprowadzamy zamęt i bałagan 
    próbujemy zmieniać świat na"lepsze",
lecz nic nam z tego nie wychodzi,
     zapomnieliśmy już
    jak żyć w harmonii z naturą 
i słuchać ciszy, 
inne ludy
    powinny nas ucywilizować. 
Na pewno nie zorganizowały by nam 
takiej rzezi jak to my potrafimy
i nie zakazały wszystkiego co dla nas Najwazniejsze.

sobota, 15 lutego 2014

Robert A. Swanson - Dziecko nadziei


każde dziecko które jest
owinięte w indiański koc,
każde dziecko które uczy się
indiańskiej tradycji,
każde dziecko które rozumie
indiańską mowę,
staje się wszędzie
dumą i nadzieją Indian

piątek, 14 lutego 2014

O tym jak młodzieniec umarł w imię miłości

 O tym jak młodzieniec umarł w imię miłości



Legenda Algonquinów
Odległe czasy. Dwaj bracia pojechali jesienią na polowanie, tak daleko, jak daleko sięgają wody Penobscot, tam, gdzie wszędzie jest zima. Ale w marcu ich śniegowce (agahmook) zużyły się, podobnie jak ich mokasyny. Zamarzyli wtedy o kobiecie, która by mogła je naprawić.
Kiedy nazajutrz młodszy brat jako pierwszy powrócił do domu, co zwykle robił by przygotować wszystko na powrót starszego brata, zdumiał się gdy ujrzał, że ktoś tu był przed nim i do tego zrobił wszystkie domowe prace. Garderoba została naprawiona, dom wysprzątany i zamieciony, ogień rozpalony a na nim gotująca się w garnuszku strawa. Nie opowiedział o tym bratu, a gdy następnego dnia wrócił do domu wszystko się powtórzyło. I znów niczego bratu nie powiedział, ale rano, gdy wyruszył na polowanie odszedł tylko kawałek i wrócił, by z ukrycia obserwować wejście do domu. Wkrótce nadeszła piękna i pełna wdzięku dziewczyna, we wspaniałym ubraniu, która weszła do wigwamu. Mężczyzna podkradł się cicho i przez dziurę zobaczył jak dziewczę zajmuje się zajęciami domowymi.
Wtedy wszedł do środka. Dziewczyna wydawała się być zaskoczona i zmieszana, ale on ją uspokoił i wkrótce się zaprzyjaźnili. Cały dzień zabawiając się niczym dzieci, bo przecież oboje byli bardzo młodzi.
Kiedy słońce się obniżyło, a cienie wydłużyły, dziewczyna rzekła, "Muszę już pójść. Słyszę, że twój brat nadchodzi, a boję się go. Ale wrócę jutro. Addio!" I poszła, a starszy brat niczego się nie domyślił. Nazajutrz dziewczyna znów przyszła i znowu igrali w świetle słonecznym aż do wieczora, ale chciała znów odejść, młodzieniec zaczął ją przekonywać by pozostała z nim na zawsze. Ona mając wątpliwości odpowiedziała, "Powiedz bratu o wszystkim, że mogę z wami zamieszkać i pomagać wam obu. Mogę naprawić wam śniegowce i mokasyny, których tak bardzo potrzebujecie, kanu również." Potem odeszła, wrócił starszy brat, a młodszy opowiedział mu o wszystkim, a ten odpowiedział, "Naprawdę bardzo się ucieszę mając tu kogoś, kto zatroszczy się o wigwam i naprawi nam śniegowce."
Dziewczyna przyszła rano i dowiedziała się, że starszy brat ucieszył się, że ona z nimi zamieszka. Gdy to usłyszała poszła gdzieś podrygując. Wróciła po południu ciągnąc toboggin (sanie) obładowany ubraniami i bronią, gdyż i ona polowała. I trzeba przyznać, że potrafiła robić rzeczy, których niejedna kobieta nie potrafiła; gotowała, szyła, robiła wszystko, czego tylko potrzebuje Indianin. Zima minęła w miłej atmosferze, śnieg zaczął topnieć co było dla braci znakiem powrotu do wioski. Dopóki nie pojawiła się dziewczyna, bracia mieli niewiele szczęścia podczas polowania. Ale wraz z jej pojawieniem się, wszystko się zmieniło, bracia mieli zgromadzoną bardzo dużo wspaniałych futer.
Załadowali wszystko do kanu i popłynęli w dół rzeki do swojej wsi. Ale gdy się do niej zbliżyli, dziewczyna posmutniała, ponieważ ich dom odpychał jej duszę, choć oni nie zdawali sobie z tego sprawy. I nagle, gdy tylko przybili do brzegu, dziewczyna powiedziała, "Tutaj muszę was opuścić. Nie mogę iść dalej. Nie mówcie o mnie swoim rodzicom, gdyż wasz ojciec mógłby mnie pokochać." Bracia próbowali ją przekonać, lecz ona I młodzi ludzie szukali przekonać ją, lecz ona tylko smutno powiedziała, "Tak być nie może." Nie mogąc nic więcej zrobić, bracia poszli do domu niosąc futra, a starszy brat był tak dumny z ich szczęścia i dziwnego spotkania z nieznajomą, że nie mogąc się powstrzymał, opowiedział o wszystkim.
Wtedy ojciec bardzo rozgniewany powiedział, "Całe moje życie obawiałem się tego. Wiedzcie, że ta kobieta jest leśnym demonem, wiedźmą Mitche-hant, siostrą Oonahgamess i Ke'tahks." A mówił o tym tak długo i przekonująco, że bracia przerazili się, a starszy, którego przekonała opowieść ojca, wyruszył z zamiarem zabicia jej. Młodszy brat niedługo potem poszedł za nim. Znaleźli ją kąpiącą się w strumieniu, a ona widząc ich pobiegła na małe wzgórze. Gdy biegła, starszy brat strzelił do niej z łuku. Wtedy nastąpiło coś dziwnego, usłyszeli trzepot piór i zobaczyli ją jak odlatuje jako kuropatwa. Po powrocie opowiedzieli o wszystkim ojcu, a ten rzekł, "Dobrze sobie poradziliście. Wiem wszystko o tych kobietach demonach, które chcą zniszczyć ludzi. To doprawdy była Mikumwess."
Ale młodszy brat nie mógł zapomnieć o dziewczynie, strasznie tęsknił i zapragnął znów ją zobaczyć. Tak więc pewnego dnia poszedł do lasu i ją odnalazł. Dziewczyna była dla niego tak uprzejma jak wcześniej. Młodzieniec rzekł do niej, "Przysięgam, że nie ja tamto uczyniłem, to strzelał do ciebie mój brat." Ona odpowiedziała, "Wiem o tym. Wiem też, że wszystko to było za namową twojego ojca, ale i jego nie winię, ponieważ wszystko się stało przez tę sprawę z dawnych czasów z N'karnayoo, której końca nie widać, a najważniejsze jeszcze nadejdzie. Pozwólmy by dziś było dniem dzisiejszym, jutro było przyszłością, a to co wczorajsze niech odejdzie." Zapomnieli więc o kłopotach i razem cały dzień, aż do zachodu słońca, wesoło się zabawiali w lesie i na polanach, opowiadając przy tym historie z dawnych czasów. A gdy Kah-kah-goos, czyli Kruk, odleciał do swoich gniazd, chłopiec powiedział, "Muszę wracać" a ona odpowiedziała, "Gdy kiedykolwiek zapragniesz mnie widzieć, przyjdź do lasu. I zapamiętaj co ci powiem: nie zgadzaj się poślubić nikogo poza mną, jako, że twój ojciec chce byś to uczynił i wkrótce z tobą o tym porozmawia, i mówię o tym tylko ze względu na ciebie." Potem słowo w słowo powiedziała mu, co powie jego ojciec, ale go to nie zdumiało, gdyż wiedział, że dziewczyna różniła się od zwykłych kobiet, jednak go to nie obchodziło. Stał się z tą chwilą odważny i śmiały, i był ponad tym wszystkim. i wtedy on był przede wszystek rzeczami, a późniejsze jej słowa, że jeśli poślubi inną, to z pewnością umrze, wydały się dla niego drobnostką.
Gdy wrócił do domu, jego ojciec powiedział, "Mój synu, przyprowadziłem ci żonę, którą musisz natychmiast poślubić." On odpowiedział, "Dobrze. Niech tak będzie." Wtedy nadeszła panna młoda. Cztery dni trwały ślubne tańce, cztery dni ucztowali. Czwartego dnia młodzieniec rzekł, "To już koniec," i położył się na białej, niedźwiedziej skórze, zmorzony przez nieznaną chorobę, a gdy przywiedli do niego jego żonę, już nie żył.
Tylko ojciec wiedział, co stało się z jego synem, ale nikomu nic nie powiedział. Ale szczerze znienawidził to miejsce, i wraz z żoną opuścił je, odchodząc gdzieś w odległe ostępy.

http://czytadla.blogspot.com/2009/05/o-tym-jak-modzieniec-umar-w-imie-miosci.html



sobota, 8 lutego 2014

Norman H. Russell - Dwa kręgi

są dwa kręgi
krąg mężczyzn w centrum
dokoła wielkiego ogniska
w zimnym cieniu
mężczyźni mówią wiele mądrości
ustanawiają wszelkie prawa
podejmują wszystkie decyzje
a potem odwracają się do kobiet
jeśli potrząsną głowami
mężczyźni muszą zaczynać od nowa

poniedziałek, 3 lutego 2014

Tak wirują,
tak tańczą na wietrze
niepomne kruchości istnienia,
uniesione jego euforią
w szczęścia ulotnych godzinach.

Tak smutno opadają,
tak cicho życie dla życia oddają
tęsknotą otulone,
pragnące wam oddać siebie.

Bo wszystko jest jednym
i jednym jest wszystko
w cudnym kręgu życia
zamkniętym ręką Boga.

sobota, 1 lutego 2014

mądrość Indian Lakota

Ubóstwo jest jak pętla, która uczy nas szacunku i pokorą, do Boga i człowieka…...

Siła, bez względu na sposób ukryty, odporność rodzi…


Kiedy człowiek oddala się od natury jego serce staje się twarde…...

Istnieje wiele dobrych sposobów na podążanie szlakiem prostym jak strzała…...


Z wszystkich rzeczy, i we wszystkim, wszyscy jesteśmy krewnymi…...


Manitu wzioł garść południowego wiatru i tchoł w niego oddech tworząc w ten sposób konia…...


Naród bez historii jest jak wiatr w trawie…...


Dotykać ziemi gołymi stopami to mieć harmonię z naturą…...

Spójrz na starszych ludzi, oni są warci swojego starego wieku; widzieli wiele dni, doświadczyli siebie, z pomocą Wielkiego Ducha, osiągnęli, podeszły, dojrzały wiek. W tym ...
Czarny Łoś


Wielki Duchu, mój Ojcze, na całym świecie oblicza wszystkich istot są podobne.., spójrz na niezliczone twarze swoich dzieci, z dziećmi w swych ramionach, by mogły stawić cz...
 Czarny Łoś


Rdzenny Amerykanin łączył swą dumę z pokorą. Wierzył on głęboko w milczenie – znak doskonałej równowagi. Milczenie jest absolutna równowagą, równowagą ciała, umysł...


Człowiek, który utrzymuje swoją osobowość zawsze spokojną i nie wstrząsaną przez burze istnienia, reprezentuje idealna postawę życiową i idealne zachowanie…...

sobota, 25 stycznia 2014

Joseph Bruchac - Przyjaciel Indian


Pewnego dnia człowiek
uważany za przyjaciela Indian
mówił Czerwonemu Kubrakowi
o dobrych stosunkach
jakimi się cieszą Senekowie
z białymi sąsiadami.

Czerwony Kubrak wziął go
nad rzekę i zaproponował
by usiedli razem
na kłodzie przy strumieniu.
Kiedy usiedli
Czerwony Kubrak przysunął się bliżej
mężczyzny i powiedział mu: "Posuń się".
Mężczyzna przesiadł się, ale Czerwony
Kubrak przysunął się znowu.
"Przesuń się" - powiedział.
Trzy razy to powtarzali
aż człowiek ten siedział
na końcu kłody tuż nad wodą.
Wtedy jeszcze raz usłyszał: "Posuń się".
"Ale jeśli się przesunę
to wpadnę do wody!"
bronił się mężczyzna,
chwiejąc się na krawędzi.

Na to Czerwony Kubrak odrzekł:
"No widzisz, a wy biali
każecie nam się jeszcze przesuwać,
gdy już nie ma dokąd pójść".

sobota, 18 stycznia 2014

Duke Redbird - Małżeństwo


Żaden kapłan nie powiedział jej, że jest moja,
żadna obrączka nie przywiązała jej do mnie,
żadna ceremonia nie uświęciła jej duszy,
żaden dokument nie oglądał jej imienia.

A przecież
Kochające ręce przyszywały paciorki na moich mokasynach
błyszczące oczy witały mnie po polowaniu,
czułe pieszczoty układały moją duszę do snu,
ciche słowa szeptały mi, że byłem dzielny.

Dlatego że -
Wielki Duch dostrzegł jej dobroć
jego głos przywiódł ją do mnie
nasza Matka Ziemia przyjęła nas oboje,
z ich błogosławieństwem staliśmy się jednym

sobota, 11 stycznia 2014

Carol Snow - Bicie bębna


Posłuchaj...
Tam! Nie słyszysz?
Wyjdź z zatłoczonego miasta
Do siedliska orłów
Może wtedy usłyszysz.
Bądź cicho choć raz,
Przestań mielić
swym nieokiełznanym jęzorem.
Zdejm nierdzewne łapy
Z uszu swego serca
I słuchaj.