sobota, 17 września 2011

Tesali - córka Słońca - Yurok

          W gęstych zaroślach, nad rzeką Colorado, rośnie wiele rodzajów trzciny cukrowej. Ludzie znad rzeki powiadają, że prócz zwykłego użytku ma ona magiczną moc, jeśli ktoś potrafi jej użyć.
Ten magiczny rodzaj trzciny zwany jest Ąhtą, od imienia bohatera, który żył w zamierzchłych czasach. Dzisiaj historia Ahty (Trzcina) i Ahty-Hana (Syn Trzciny) powtarza się dla każdego nowego pokolenia w snach, które zwykle nawiedzają ludzi już wdrożo­nych do magicznej sztuki i bajania baśni.
            Przedmiotem snu jest Ahta i jego syn, ich podróże, wojny i wielkie czyny. Tesilia, żona Ahty, i inne kobiety występują tu jedynie z okazji historii tych dwóch bohaterów.
            Wiemy o Tesilii tyle tylko, że była piękna i do­stojna. Radosna, gdy świat wokół niej był dobry, a spokojna i silna, gdy panowało zło. Taka była za dni młodości i w podeszłym wieku. I może to wyjaśnienie wystarczy, gdy wspomina się kobietę w snach.
            Sen zaczyna się zwykle od tego, że Ahta jest już dorosły i mieszka z bratem Hotpą i swym wujem w cieniu świętej góry, wśród ludu znad rzeki.
            Wuj z troskliwą miłością opiekował się chłopcami.
            Hotpa był biegły w sztuce magicznej. Jednak wuj z żalem stwierdzał, że Hotpa był okrutny i wiecznie niezadowolony, a także zazdrościł młodszemu bratu, bo wiedzieli obaj, że Ahta, urodzony bohater, jest łagodny, odważny i wszyscy go kochają.
Każdego wieczoru wracali do pustego i smutnego domostwa i sami musieli sporządzać wieczorny posiłek.
Któregoś dnia wuj wykrzyknął:
            Pomyślcie tylko! Jest nas trzech mężczyzn i nie mamy w domu ani jednej kobiety. Wracamy do domu, w którym nie ma ani wody, ani drzewa na opał, ani pożywienia. Ja jestem stary, ale wy dwaj młodzi idźcie jutro poszukać żony, idźcie obaj, przyprowadźcie chociaż jedną.
            Bracia posłuchali rady wuja i wczesnym rankiem wyruszyli na wschód od świętej góry.
            Ahta słyszał o córce Starego Słońca i chciał ją znaleźć.
            Szli cały dzień, noc przespali na pustyni. Ze świtem ruszyli dalej, wciąż na wschód. Około południa doszli do domu Słońca. Ahta i Hotpa zatrzymali się przed drzwiami uplecionymi z wierzbowej kory.
W domu tym mieszkała Tesilia z ojcem. Ojciec Słońce był często nieobecny. W tym czasie pilnował córki oswojony żółty dzięcioł, zawieszony w klatce nad drzwiami.
            Nikt prócz Tesilii nie dotykał ptaka. Jeśli ktoś obcy zbliżał się do domu lub gdy coś zagrażało jej, gdy by­ła sama w domu, dzięcioł krzyczał ochrypłym głosem i bił ,skrzydłami o ściany klatki, by ostrzec Tesilię.
Tego ranka, mimo że dwu obcych mężczyzn po­deszło do drzwi, dzięcioł nie poruszył się ani nie krzyknął.
Ahta podniósł klatkę, wyjął dzięcioła i położył na ziemi przed drzwiami, a wtedy dopiero dzięcioł wydał zwykły krzyk.
            Tesilia usłyszała znany jej skrzekliwy głos i ostroż­nie patrząc przez plecionkę drzwi, zobaczyła ptaka przed drzwiami. Pamiętała, że był to znak, iż ktoś stojący przed drzwiami prosi o jej rękę, ktoś, kogo dzięcioł się nie boi. Tym bardziej przypatrywała się pilnie przybyszom spoza drzwi.
            Najpierw spojrzała w stronę północy i zobaczyła Ahtę; stał i patrzał na drzwi wyczekująco.
            Potem spojrzała na południe, gdzie stał Hotpa, również patrząc wyczekująco na drzwi.
            Z powrotem zwróciła pogodne spojrzenie na Ahtę, młodego bohatera, i gdy popatrzyła nań po raz drugi, zaśmiała się cicho.
            Wtedy obaj bracia zaśmiali się głośno, a dzięcioł zaśpiewał. I tak czekali we trzech, obaj bracia i dzięcioł, aż wierzbowe drzwi się otworzą.
            Musieli długo czekać.
            Tesilia najpierw nalała wody do miski wysmaro­wanej wewnątrz węglem drzewnym i przed tym lu­strem malowała i zdobiła twarz. Wymalowała sobie na czole maleńkie czerwone trójkąciki między łukami brwi i krótkie czarne kreski jak grzywkę, a małe czer­wone łuki po jednym na każdym policzku. Cieniutką żółtą linią obrysowała oczy i piersi.
            Włożyła nową spódniczkę z frędzelkami z wierzbo­wej kory i nowy fartuszek, również z frędzelkami, a także szeroki wyszywany pas. Włożyła w uszy kol­czyki, a na szyję i na przeguby rąk nawdziewała wie­le sznurów paciorków. Na szyi, pod brodą, przypięła ogromną muszlę z wyrzeźbioną żabą. Do pasa przywiązała dwa małe woreczki z farbą do twarzy: żółtą i czerwoną, po czym obłuskała z kory świeżą witkę wierzbową, by wygładzić spódniczkę z tyłu i nie po­miąć jej, gdy usiądzie.
            Gdy wreszcie była gotowa, podniosła zasunięte drzwi i wyszła przed dom.
            Najpierw uniosła dzięcioła i włożyła z powrotem do klatki, potem z klatką w ręku podeszła do Ahty, stanęła przed nim i zajrzała mu w twarz. Ahta uśmie­chał się i ona uśmiechnęła się również.
            Ahta zapytał ją, czy poszłaby z nim do jego domu przy świętej górze.
            — Tak, jestem gotowa pójść z tobą — odparła Te­silia.
            Hotpa wpadł w gniew. Schwycił za rękę Tesilię krzycząc:
            — Ona jest moja! Moja! Jestem starszy od ciebie, więc ona jest moja!
            Ale Ahta trzymał Tesilię i nie chciał ustąpić.
— Ona mnie wybrała — powiedział. — Przyszła do mnie. Należy do mnie.
            Hotpa uderzył Ahtę i starał się wyrwać mu Tesilię, ale Ahta był silniejszy od niego i obronił się.
            Wreszcie Hotpa przestał wyrywać bratu dziewczy­nę, przestał bić się z nim.
            — Dobrze! ldźmy do domu! — powiedział.
            Ruszyli w kierunku świętej góry na zachód. Uszli niewiele drogi, gdy Tesilia zatrzymała się i obejrzała na swój dom.
            — Myślałam, że jesteśmy już daleko — powiedzia­ła. — Poczekajcie obaj, a ja zaśpiewam pieśń do mego domu.
Bracia zaczekali i słuchali jej śpiewu. Śpiewała o ojcu, o domu, jak mieszkała w nim jako dziecko i dziewczyna i jak teraz opuszcza go na zawsze i nie zo­baczy ani domu, ani ojca.
Gdy skończyła śpiewać, znowu szli na zachód, wę­drowali cały dzień. By skrócić Tesilii drogę, bracia śpiewali jej: śpiewali pieśń o Górskiej Owcy, pieśń o Sokole[1] i pieśni o innych gwiazdach, aż owe gwia­zdy pokazały się na niebie i nastała noc. A byli daleko od domów i ludzi.
Ąhta zrobił posłanie na pustyni i wziął nań Tesi­lię, Hotpa znowu walczył z młodszym bratem o dziewczynę, ale Ahta był silniejszy i tym razem. Hotpa odszedł i spał osobno. Rano Tesilia z ulgą usłyszała, że nazwał ją szwagierką.
Szli dalej we trójkę, a kiedy słońce było wysoko na niebie, dotarli do świętej góry. Przed domem zastali czekającego na nich wuja.
Tesilia z nieśmiałości wobec nowego wuja zasłoniła włosami twarz, jej czarne, błyszczące włosy się­gały prawie do kolan. Wuj na powitanie wziął jej ręce między swoje, potem delikatnie odsunął jej gęste włosy i odsłonił twarz, mówiąc:
— Chcę ujrzeć synową mego młodszego brata. Wprowadził ją do domu, pokazując Tesilii nowe mieszkanie, i rozmawiał z nią łagodnym głosem. Onie­śmielenie Tesilii przeszło. Zabrała się do mielenia ziarna, śpiewając podczas pracy. Trzej mężczyźni uśmiechali się, powtarzając między sobą:
— Popatrz, jaka jest piękna!
Przyszedł czas wieczerzy. Wuj pomógł Tesilii zro­bić kolację ze świeżo mielonego ziarna kukurydzy. Wsypywał wolno ziarno na gotującą się wodę, a dziew­czyna mieszała kaszę i dodawała soli. Oboje próbo­wali, czy posiłek jest smaczny.
Od tego czasu, gdy mężczyźni wracali do domu, za­stawali w domu palący się ogień, świeżą wodę, gotową wieczerzę i krzątającą się szczęśliwą kobietę, która śpiewała przy pracy. Lecz gdy udawali się na spoczy­nek, wuj widział, jak co wieczór odnawia się uraza Hotpy, gdy Tesilia szła do południowo-zachodniego za­kątka domu, gdzie spał Ahta.
Wuj, jak umiał, usiłował temu zaradzić. Gdy do­wiedział się, że jego przyjaciel Jaguar ma córkę na wydaniu, posłał obu braci na zachód, do jego domu, by przywiedli ją jako żonę Hotpy.
Wuj sądził, że nareszcie w domu będzie spokój i równowaga. Gdy wuj nocą ułoży się na posłaniu w środku domu, Ahta będzie spał z Tesilią w swoim kącie, a Hotpa w swoim z córką Jaguara. Nie był jed­nak pisany pokój temu domowi. Hotpa nie mógł za­pomnieć swego upokorzenia w czasie podróży z Ahtą. Powtórzyło się to w domu Jaguara: jego córka rów­nież chciała wybrać Ahtę, a dopiero kiedy jej odpowiedział, że jej nie chce, zwróciła się ku Hotpie.
Chociaż wszystko to już minęło i córka Jaguara została jego żoną, Hotpa nie mógł przebaczyć Ahcie i Tesilii; nienawidził ich tym bardziej, że byli pięk­niejsi, szczęśliwi i wszyscy ludzie znad rzeki serdecz­nie ich kochali. Ale w swoim szczęściu zapomnieli czu­wać i obawiać się Hotpy.
Hotpa z pomocą magii sprowadził na Ahtę potężne­go ducha choroby i nikt nie dowiedział się, że był to wynik czarów, aż choroba posunęła się daleko. Ahta miał straszne nocne koszmary, dostawał gorączki, a potem był śmiertelnie osłabiony. Hotpa po kryjomu obserwował wciąż brata. Pewnego razu, gdy Tesilia i wuj wyszli, Ahta pozostał sam na chwilę... Zasnął, ale gdyby nawet był obudzony, nie miałby siły bro­nić się ani krzyknąć.
Z dziką zręcznością Hotpa odciął kawałek skalpu z głowy Ahty i gdy Ahta jeszcze żył, wyjął mu goleń i część kolana z jednej nogi. Tesilia szybko wróciła, ale było już po wszystkim. Hotpa znikł, a jej mąż le­żał nieżywy.
Hotpa jak opętany biegał od domu do domu i wy­machiwał nad głową krwawą golenią, nawołując ludzi, by zagrali z nim w kości. Za pomocą próśb i gróźb pozyskał graczy, ponieważ wszyscy bardzo się go bali.
Nie było jednak nigdy dotąd tak niesamowitej zabawy; Hotpa używał goleni Ahty jako palika, a rzepki z ko­lana jako piłki.
Gdy jednak ludzie dowiedzieli się o śmierci Ahty, uciekli w panice na pustynię. Hotpa zaś ze swymi gra­czami uciekli również daleko od świętej góry i ukryli się w górach, hen na północy. Córka Jaguara nie po­szła z Hotpą. Wróciła na zachód do domu ojca. Stary wuj i Tesilia zostali samotni w domu. Sami urządzili ceremonie, jakie należało odprawić na pożegnanie bo­hatera z tym światem. Gdy odśpiewali pieśni za zmar­łego i spełnili przepisany rytuał, położyli ciało Ahty na stosie pogrzebowym, razem z ubraniami, kocami, ozdobami, łukiem, strzałami i maczugą. Wszystkim, co należało do zmarłego. Spalili to wszystko, spalili też dom Ahty w ogromnym oczyszczającym i pochłania­jącym ogniu, który przenosi zmarłego wraz z wszyst­kim do świata umarłych.
Obcięli włosy na znak żałoby, płakali i śpiewali żałobne pieśni o Ahcie, znowu płakali i rozpoczynali śpiew od nowa. Zbudowali sobie nowy dom, lecz serca mieli obciążone żałobą i tęsknili za Ahtą.
Mijały miesiące. Pewnego ranka Tesilia zbudziła się w ciężkich bólach. Wuj opiekował się nią tak serdecznie jak kochająca matka zapewniając, że Tesilia wkrótce urodzi dziecko. Przeszedł dzień i noc, a dziecko jeszcze się nie urodziło, lecz słyszeli, że w łonie matki dziecko śpiewało i mówiło. Tesilia przeraziła się.
— To bardzo dobrze — rzekł wuj — to oznacza, że twój syn będzie miał szczególną moc i będzie bohaterem.
Następnego dnia o świcie dziecko przestało śpiewać i przemówiło wyraźnie:
— Bądźcie spokojni oboje. Nie pozwólcie nikomu się zbliżać, przychodzę na świat.
Tak się urodził syn Ahty i Tesilii.
Jego wuj-dziadek położył go delikatnie na posła­niu z ciepłego piasku i przykrył aż po szyję, również ciepłym piaskiem, by odpoczął i przyzwyczaił się do zewnętrznego świata. Tesilia, widząc jak syn był pięk­ny i podobny do Ahty, nazwała go Ahta-Hana.
Tej nocy, gdy urodził się Ahta-Hana, w górach, gdzie ukrywał się Hotpa, spadły uporczywe deszcze, mimo że nie była to pora deszczowa. Hotpa uważał to za jakiś znak. Wysłał gońca, by sprawdził, czy Te­silii urodził się syn. A jeśliby tak było, czego się bar­dzo obawiał, rozkazał zabić dziecko.
Gdy goniec zbliżył się do domu Tesilii, wuj-dzia­dek siedział na progu. Przywitał go grzecznie i słu­chał gońca, który oświadczył, że Hotpa chce wiedzieć, jak się ma Tesilia i czy urodziła dziecko.
— Tak — urodziła córkę — odrzekł wuj. — Przy­niosę ci ją, byś mógł opowiedzieć Hotpie o jego bratanicy. — Wszedł do domu i wrócił, niosąc dziecko przywiązane do deski w kołysce paskami na krzyż w taki sposób, w jaki spowija się tylko dziewczynki.
Dał nawet gońcowi potrzymać chwilę dziecko, z do­brze udaną szczerością i dobrodusznością.
Goniec wrócił i opowiedział Hotpie, że przyszła na świat córka, co uspokoiło jego obawy.
Gdy syn Tesilii urodził się, przestał mówić, jak przedtem w jej łonie. Po sześciu dniach uśmiechał się, a po dwunastu śmiał się głośno. Miesiąc po urodzeniu biegał samodzielnie i mówił wyraźnie.
Przez wiele spokojnych pór roku rósł pod troskli­wą opieką matki i wuja, ucząc się łatwo mimo dzie­cięcego wieku.
Przyszedł jednak czas, gdy Hotpa nie mógł już upo­rać się z tęsknotą towarzyszy, którzy z nim uciekli, i wrócił z nimi do świętej góry.
Ahta-Hana patrzył z zaciekawieniem na nowo przy­byłych. Tesilia ubierała go w spódniczkę jak dziew­czynkę i pozwalała chodzić wśród nich. Hotpa ofiaro­wał mu lalkę starannie wyrzeźbioną w kości. Ahta­-Hana patrzył, jak ludzie jego wuja grali w kości.
Gdy Tesilia kładła małego spać, pokazał jej lalkę i opowiedział o grze w kości.
Tesilia wiedziała, że Hotpa miał złe zamiary. Przez parę dni nic nie mówiła synowi. Lecz po dwóch dniach, kładąc go spać, opowiedziała mu całą prawdę: lalka, palik do gry i piłeczka zrobione były z kości jego ojca.
Mówiła to synowi z wielkim smutkiem i odrazą, ale nie miała mocy ochronić syna, a obawiała się o niego.
Ahta-Hana płakał całą noc, a o świcie poszedł na pustynię wciąż płacząc. Zmęczony, wsunął się pod kol­czasty krzak i zasnął. We śnie wydało mu się, że z gałązki krzaka wypełzł żuk i usiadłszy na górnej wardze chłopca, opowiadał mu o ojcu i o jego śmierci.
Gdy chłopiec się obudził, rozmyślał spokojnie o swym śnie. Zrozumiał wreszcie sens gry Hotpy w kości i pojął, że ów zniszczy wszystko, co jego brat ko­chał.
Ahta-Hana zdjął dziewczęcą spódniczkę z wierzby, wrócił do domu, do matki i do wuja-dziadka. Kiedy przemówił do nich, wiedzieli, że przestał być dzieckiem i rządzi się rozumem.
Wysłuchali tego, co chłopiec mówił, i posłuchali jego rady. Jego wujeczny dziadek miał zostać przy świętej górze. Natomiast do matki powiedział tak:
Matko musisz wrócić do domu mego dziadka, bo wuj zechce cię zabić i na pewno skrzywdzi cię, jeśli tu zostaniesz. Odejdź — a ja przyjdę do ciebie, gdy dokonam tego, co powinienem zrobić.
Tesilia napełniła żarzącym węglem z ogniska miskę, której używała za zwierciadło. W czasie podróży bę­dzie dorzucać gałązki do żaru i, przytulając miskę do siebie, ogrzewać się podczas chłodu, a światło żaru będzie jej przyświecać w nocy na pustyni. Spokojnie pożegnała się z wujem i synem. Nikt nie widział jej płaczącej. Bez łez i bez oglądania się w tył Tesilia otwarła drzwi i wyszła ze swego domu. Trzymała się prosto i szła pewnym krokiem na wschód, trzymając w obu rękach miskę z żarem drzewnym. Szła tą samą drogą, jak przed laty z Ahtą, do domu, do którego są­dziła, że nigdy nie wróci.
Ahta-Hana patrzył na nią, dopóki tylko mógł dojrzeć jakiś ślad lub ujrzeć z dalekiej pustyni nikłe światło żaru w jej rękach. Potem zapłakał gorzko:
— Czemu wysłałem moją matkę tak jak ptaka?
              „Gniazdo ptasie jest na pustyni,
              na pustyni spi ptak,
tam, gdzie nikt nie mieszka”.
Ahta-Hana płakał i śpiewał pieśń o samotności swej matki.
Tesilia odnalazła drogę do domu, do domu Słońca, i mieszkała tam z oswojonym żółtym dzięciołem, ma­rząc o swym synu Ahcie-Hana; niepokojąc się, co mo­że mu się przytrafić, czekała na jego powrót, tak jak jej to obiecał.
Gdy Tesilia była już bezpieczna, poza zasięgiem złych czarów Hotpy, Ahta-Hana uczynił jedyną rzecz, której mógł dokonać, zanim nie dorósł i nie osiągnął wieku dojrzałej mądrości i siły. Ukrył się w pobliżu pola gry i przy sposobności ukradł piłkę zrobioną z kości w kolanie ojca, Nikt tego nie widział. Gracze jeszcze szukali piłki w trawie, gdy Ahta-Hana wyszedł przed drzwi domu z piłką w ręce. Hotpa nie ośmielił się podejść, kiedy Ahta-Hana, śpiewając pieśń modli­tewną, ofiarował kość czterem stronom świata, śpie­wając modlitwę do każdej strony — po czym położył piłkę z kości na ziemi i uderzył ją z całej siły laską, którą nosił jego ojciec. Piłka poleciała jak meteor na zachód i spadła gdzieś w górach. Po czym Ahta-Hana wszedł do domu i więcej go już nie ujrzano.
Hotpa przyszedł, by go zabić. Zastał wuja samego w domu. Ten powiedział mu, że chłopiec wrócił do matki, do domu Słońca, a Hotpa nie ośmielił się tam pójść.
Ahta-Hana wyruszył w długą podróż i doszedł na koniec świata, tam gdzie zaczyna się Ocean.
W ciągu podróży nauczył się wielu rzeczy. Poznał właściwości wszystkiego, co rośnie na ziemi, poznał źródła i góry, i pustynie. Pokonał grzechotnika i po tym czynie pozbył się strachu. Wiele razy przeprawiał się przez rzekę Colorado, cały jej bieg znał doskonale i przestała być dla niego przeszkodą.
Doszedł do morza i pozostał tam tak długo, że znajome mu się stało wszystko, co żyło w morskich wodach i muszle na brzegu, i umiał z tymi stworze­niami postępować i nimi się posługiwać. Poznał mor­skie ptaki, różniące się tak bardzo od ptaków pusty­ni. Wreszcie przyszedł dzień, gdy skierował kroki w stronę domu.
Ahta-Hana posiadał teraz moc magiczną i umie­jętność Doktora-Kapłana.
Mimo młodego wieku był rosły i dojrzały, ponie­waż rósł w innym wymiarze, co jest właściwe bohaterom. Na szyi nosił wiele sznurów muszli oraz gruby sznur, gęsto utkany z piór, rodzaj pasa-sznura, a na głowie specjalny ubiór z przyciętych w kształt kwa­dratu skrzydeł kruka. Był tak piękny jak przedtem jego ojciec.
W drodze powrotnej spotkał ludożercę Kwayu i je­go cztery córki. Wszystkie cztery zakochały się w nim. Tak bardzo go kochały i chciały go poślubić, że uli­tował się nad nimi i poślubił wszystkie cztery, chociaż wybrał tylko najstarszą, i ta była jego ulubioną, Wę­drówki zmęczyły Ahtę-Hana, był pewien, że zyskał wystarczającą wiedzę i może wrócić do domu. Miał sen i po obudzeniu powiedział do swoich żon te słowa:
— Wiem, że moja matka śni o mnie, muszę iść do niej.
Wszystkie cztery żony chciały iść za nim. Ahta­-Rana przystał na to. Stało się jednak tak, jak się obawiał: ich siły i wytrzymałość nie dorównywały mu, były \\'ięc dla niego zbytnim ciężarem, więc postano­wił je zostawić. By ułatwić sobie i im rozstanie, spu­ścił na ziemię zimny deszcz, tak że ledwie ciągnęły nogi po błocie. On poszedł przodem, a gdy odwrócił się, widział, że mimo trudu jeszcze zdążają za nim, zawstydził się swego czynu i przekonał się, że napraw­dę je kocha. Przez resztę podróży ani razu nie spro­wadził zimnego deszczu; nauczył się przewidywać po­trzeby swoich żon i poznawał ich cechy, tak jak po­znawał właściwości wszystkiego, co istnieje na świe­cie i jest inne od niego. Przestał się niecierpliwić i już nigdy nie myślał o opuszczeniu żon.
Tak podróżowali przez wiele dni, aż pewnego dnia przyleciał do nich od wschodu żółty dzięcioł. Leciał wprost do Ahty-Hana, który wziął go na ręce.
— Jest to z pewnością oswojony żółty dzięcioł mojej matki, ptak, który jej strzeże. Oto przyleciał do mnie, a więc matka jest już blisko.
Zwrócili się ku wschodowi, skąd przyleciał dzięcioł, i w południe tego dnia doszli do domu Słońca z wierz­bowymi drzwiami i klatką ptaka wiszącą na dawnym miejscu. Ahta-Hana postawił żółtego dzięcioła na zie­mi przed drzwiami domu Słońca, tak jak to dawno czynił jego ojciec. Ptak wydał zwykły skrzekliwy krzyk.
Tesilia przyszła do drzwi i wyjrzała przez szpary. Gdy ujrzała Athę-Hana, podniosła zasuwę i podbiegła do niego płacząc:
— To ty, mój synu! Tak długo czekałam, sądziłam, że już nie żyjesz i nigdy cię już nie zobaczę.
Po czym postąpiła parę kroków w tył i patrzyła, jak syn wygląda. Był piękny i był bohaterem. Rzekła w zachwycie:
— Dobre miałeś sny. Wszystko obróciło się na do­bre. — Potem zwróciła się do żon syna, tłumacząc się:
Przyszłyście z daleka i długo tu stoicie. Jesteś­cie zmęczone. Usiądźcie. Gdy odpoczniecie, mam kukurydzę i pszenicę. Wszystko to dla was. Zmielcie ziar­na, zróbcie kaszę, przyrządźcie ją tak, jak lubicie. Bierzcie to, czego wam potrzeba.
Najstarsza z żon podziękowała Tesilii, poszła za nią do domu i zaczęła mleć kukurydzę. Nie czuła się onie­śmielona w domu teściowej, wiedziała bowiem, że jest ulubienicą swego męża. Ahta-Hana tak przedstawił ją matce:
— Wiedziałem, że ją pokocham, bo śniłem o niej przedtem. I ona mnie kocha, i troszczyła się o mnie, gdy byłem chory, owładnęły mną złe czary w powrotnej drodze, wyglądałem wtedy jak wiązka zeschłej trzciny.
  Powiedział też matce, że pozostałe żony są młod­szymi siostrami pierwszej żony.
Trzy pozostałe stały zawstydzone przed Tesilią, nie wiedząc, czy je dobrze przyjmie. Widząc to, Tesilia. podeszła do nich, szybko wyciągnęła rękę i wprowadzi­ła je do domu mówiąc grzecznie:
— Wejdźcie, moje synowe.
Słońce, ojciec Tesilii, wrócił do domu, po czym roz­mawiali do późnej nocy.
Ahta-Hana opowiedział dziadkowi i matce o swych podróżach. Tesilia dowiedziała się dopiero teraz, jak syn wykradł piłkę zrobioną z kości swego ojca; był to pierwszy czyn pomszczenia zabójstwa jego ojca. Teraz oświadczył, że jest prawie gotów do wypełnienia reszty swych zamiarów.
Brak mu dwóch rzeczy: wystarczającej ilości grzmo­tów i błyskawic. Dziadek wyjawił mu miejsce przepaści, gdzie może je znaleźć.
Gdy żony spały wyczerpane podróżą, Ahta-Hana­ szybko udał się sam na wschód, do miejsca wskazanego przez dziadka. Gdy żony obudziły się wylęknione jego nieobecnością, Tesilia uspokoiła je i pocieszała. ­Tak, jak mówiła, wrócił przed nocą z kołczanem peł­nym długich trzcin, a w każdej był ukryty grzmot lub błyskawice z przepaści.
Był więc gotów, by zmierzyć się z Hotpą. Następnego dnia pożegnał się ze Słońcem i wyru­szył starą drogą Ahty i Tesilii, na zachód, ku rzece i do świętej góry. Tesilia zaśpiewała znowu pieśń po­żegnania swemu ojcu i jego domowi i poszła za synem razem z jego czterema żonami.
Poprzedziła ich wieść o nadejściu Ahty-Hana z ro­dziną. Hotpa i jego gracze stali blisko świętej góry i wystawili słup na otwartym miejscu przed swymi domami, a do słupa przywiązali kawałek skalpu z gło­wy Ahty. Gdy tańczyli i śpiewali wokoło słupa i skal­pu, Hotpa przygotowywał najpotężniejsze sztuki ma­giczne przeciwko Ahcie-Hana.
Wielu ludzi szło tłumnie na pustynię i przeprawia­ło się przez rzekę.
Gdy Ahta-Hana i Tesilia doszli do rzeki, ich krew­ni i przyjaciele już tam na nich czekali, by ich ra­dośnie powitać. Nawet wuj Ahty był z nimi. Bardzo stary i słabowity, nie płakał jednak, gdy ujrzał Te­silię i Ahtę-Hana, uściskał ich, dotykając raz po razich twarzy i rąk, żeby się upewnić, że na pewno po­wrócili do niego.
Gdy powitania skończyły się, Ahta-Hana pozosta­wił swą rodzinę i przyjaciół nad brzegiem rzeki. Powiedział im, że nikt nie może iść z nim ani później za nim.
Samotnie przebył rzekę, którą znał tak dobrze, i podszedł blisko do Hotpy i jego tańczących ludzi. Podszedł do nich tak cicho i szybko, że spostrzegli je­go obecność dopiero, gdy Ahta-Hana, dzierżąc swą dłu­gą, potężną laskę, taką, jaką miał jego ojciec, podob­ną do wyrzutni oszczepów, wyrzucał nią wszystkie grzmoty i błyskawice, które przyniósł w kołczanie między strzałami.
Wznieciły one tak wielki wybuch ognia, że znisz­czy-i on wszystkich nieprzyjaciół, nie ocalał żaden. Hotpa, jego gracze, domy każdego z nich i ich dobytek wypaliły się do nagiej ziemi.
Pożar wszczęty przez Ahtę-Hana przeszedł na pu­stynię i ledwie zdołał on — używając wszystkich magicznych mocy — zatrzymać ogień na brzegu rzeki. Tam wreszcie ogień wypalił się i zgasł.
Śmierć Ahty była pomszczona, a jego rodzina wró­ciła do domów i bezpiecznie mieszkała w cieniu świętej góry.
Pod kierunkiem Ahty-Hana wszyscy strzegli oby­czajów, jakie przystoją ludziom znad rzeki. Śnili tu sny, które należały do nich. Ahta-Hana chciał, by lud jego nie zapominał o początku swych dziejów ani o dawnych jego bohaterach. W tym celu nakłaniał ich serca, by czcili wierność i dobroć starego wuja, by wspominali go, kiedy usłyszą ciche wołanie śnieżnej sowy z Kolorado.
Trzcina cukrowa, której co dzień używano, już wte­dy była zwana imieniem jego ojca, a duża czerwona skała na brzegu rzeki miała otrzymać imię Ahty-Hana, gdy nadejdzie kres jego życia. Matkę jego Tesilię i jego żony ludzie znad rzeki czcili jako zbiór gwiazd zwa­ny Plejadami.
Tesilia była najjaśniejszą z gwiazd małej konste­lacji. Syn lubił myśleć o niej jako o cichej gwieździe, delikatnie błyszczącej na zimowym niebie.
Dziś duża czerwona skała nosi imię Ahty-Hana. Ludzie znad rzeki, gdy zawoła sowa, uśmiechają się, wspominając dobrego wuja. A w ciemne noce zimowe patrzą w górę na czyste niebo, widząc, jak żony Ahty­-Hana tańczą wokół swej matki — tej najjaśniejszej gwiazdy w środku — Tesilii. 

piątek, 16 września 2011

urodzinowe totemy i żywioły


 W oparciu o cztery podstawowe składniki materii tworzącej świat:ogień,wodę,powietrze i ziemię,można dokonać wstępnego,uproszczonego opisu cech charakteru,bowiem żywioły stanopwią rodzaj siły napędwoej.Od momentu narodzin człowiek znajduję się pod wpływem określonego żywiołu,z którym ma szczególny związek i powinien żyć z nim w harmonii.
     Żywioły mówią właściwie same za siebie:
  • Ogień symbolizuje ducha (w sensie spirytualnym),siły twórcze,wolę i działanie.
  • Powietrze oznacza rozsądek,zaintersesowanie,ruch,zdolność myślenia i łatwość przystosowania się do nowych warunków.
  • Ziemia jest symbolem świata materialnego,konsekwentnego dążenia do celu,stabilności,struktury i porządku.
  • Woda to symbol duchowości,emocjonalności (wchłaniania),spokoju i empatii.
Klany żywiołów
Do każdego z żywiołów należą trzy totemy zwierzęce:
  • ogień:sokół,łosoś i sowa,
  • powietrze:jeleń,kruk i wydra,
  • ziemia:bóbr,nieździwedź i gęś,
  • woda:dzięcioł,wąż i wilk.
Z kolei każda z trzech grup znaków tworzy tak zwane klany:
  • totemy ognia:klan Jastrzębia,
  • totemy powietrza:klan Motyla,
  • totemy ziemi:klan Żółwia,
  • totemy wody:klan Żaby.
http://katty1988.blog.onet.pl/ZYWIOLY,2,ID415375762,n

aby dowiedzieć się , które ze zwierząt jest twoim totemem zajrzyj do mojego posta z horoskopem indiańskim 
http://moiindianie.blogspot.com/2011/03/horoskop-indianski.html

środa, 14 września 2011

Tańce męskie na powwow


Taniec Tradycyjny Męski (Men's Traditional Dance) jest najbardziej reprezentatywnym pośród trzech wyżej wymienionych. Charakterystyczną część ekwipunku stanowi rozeta z piór noszona w tylnej części pasa. Warianty tych rozet różniły się w zależności od przynależności plemiennej od półotwartych (w kształcie litery U) po całkowicie zamknięte, tworzące pełne koło. Początkowo używano wyłącznie orlich piór. Z czasem jednak zastąpiono je innymi, a nawet imitacjami sztucznie farbowanymi, ze względu na prawodawstwo chroniące dzikie drapieżniki lotne w Ameryce. Tancerze tradycyjni przyodziani są w kolorowe koszule obficie dekorowane wstążkami (Ribbonshirts), skórzane nogawice (legginy) i mokasyny często obficie zdobione haftami z koralików nawiązujących do starych plemiennych symboli. Outfit tancerza uzupełniony jest licznymi, drobnymi szczegółami, które dopełniają całości: napierśniki z kości bądź tzw. loopy, dzwony, nakrycia głowy (roach, czyli grzebień ze szczeciny jeżozwierza bądź włosów jelenia), czapki z piór lub skóry wilka czy kojota. W ręku trzymany jest wachlarz, tarcza i pałka do tańca (Coup Stick). Istotną cechą jest jej długość, bowiem im jest ona krótsza, tym bardziej honorowany jest tancerz ją trzymający. Coup Stick symbolizuje dawną laskę uderzeń, gdzie wojownicy zaliczali kolejno dotknięcie (stick) wroga. Im krótszą pałką wykonywali tę czynność, tym większą wykazywali się odwagą zbliżając się na odpowiednio mniejszą odległość do wrogiego wojownika. Symbolika ta przeniesiona została obecnie na pałkę trzymaną w ręce podczas tańca. Wszystkie te elementy wykonane były pierwotnie z naturalnych materiałów (skóra, kości, pióra, muszle), co podkreślić miało związek tancerza - wojownika i myśliwego - z naturą i jego egzystencjalna zależność od przyrody. Dlatego też związek ów, gdzie duchy zwierząt były częścią ubioru, był otaczany szczególną troską i opieką (4). Stąd też wywodzi się rodowód tańców tradycyjnych, określanych często jako tańce łowieckie bądź wojenne (War Dances). Poruszając się w takt powolnych uderzeń bębna, tancerze tradycyjni pozostają wyprostowani i czasami tylko spoglądają w dół, imitując zwiad, jakby sprawdzali ślady wrogów przed wyprawą wojenną, czy też tropy zwierząt podczas polowania. Zestaw kroków w tańcu tradycyjnym posiada dość luźną formę. Różnice istnieją jedynie pomiędzy trzema rodzajami tańca tradycyjnego, określanymi jako Straight Men's Traditional, Sneak up i Crow Hop. Odmienności te regulowane są przez rodzaj przytupu (Two Step), gestykulację, przysiady i mimikę twarzy. Przedstawiony powyżej obraz tancerza tradycyjnego jest przy tym dość panindiański i jednorodny, a rozróżnienie pod względem pochodzenia plemiennego prawie niemożliwe .




















                  Tancerz tradycyjny. Pow-Wow Browning, Montana, USA. 2004 r., fot. Milko Jović.


Taniec Trawy (Grass Dance) wykonywany jest umiarkowanie szybkimi, pełnymi gracji ruchami, które przypominają kołyszącą się trawę na prerii smaganą podczas silnego wiatru. W skojarzeniu tym pomaga wygląd tancerza, który przyozdobiony jest pęczkami przędzy i falującymi luźno na ramionach i w talii długimi frędzlami, mającymi symbolizować wspomniane źdźbła trawy, która była głównym pożywieniem bizonów, odgrywających bardzo ważną rolę w gospodarce plemion prerii. Kolorystyka jest tutaj całkowicie dowolna i zależy od indywidualnych preferencji tancerza. Często włóczka jest bardzo kolorowa, co dodatkowo zwiększa efekt wizualny u odbiorcy. Szukając źródeł pochodzenia Tańca Trawy natrafiłem na dwie sprzeczne informacje. Nowocień sugeruje, iż taniec ten pochodzi od dziękczynnego tańca wojennego stowarzyszenia Heluska z plemienia Omaha, który z czasem, jako Omaha Dance, wszedł do tanecznych tradycji innych plemion równin, by następnie już jako towarzyski Taniec Trawy (Grass Dance) stać się podstawą dzisiejszych powwow Sabine Richter uważa natomiast, iż to Taniec Tradycyjny jest spuścizną po Omaha Dance. W stroju Traditional Dancers znajduje się bowiem wiele elementów dawnego Tańca trawy Omaha (szczególnie roach i Crow Belt, dziś określany najczęściej jako Bustle, czyli rozeta z piórami), podczas gdy te insygnia początkowo były noszone przez stosunkowo niewielu mężczyzn, dziś przedstawiają najczęściej reprezentowane elementy u tancerzy-mężczyzn . Dodatkowo podpiera się ona twierdzeniem W. K. Powersa, iż Omaha Dance pojawił się dopiero w XX wieku . Skłaniałbym się raczej ku twierdzeniu Nowocienia. Bowiem Omaha Dance funkcjonował już wcześniej jako taniec, natomiast nazwę swą przyjął na początku XX wieku. Taniec tradycyjny natomiast wywodzi się z tańców wojennych, gdzie wspomniana rozeta z piórami (Bustle) występowała już na przedstawieniach wojennych malowanych na skórze bizoniej przez Indian Sioux z 1840 roku , oraz używana była przez Arapaho w Tańcu Kruka . O ile występują pewne rozbieżności co do pochodzenia obydwu tańców, o tyle przy trzecim opisywanym przeze mnie wątpliwości już nie ma.













Tancerze trawy. Pow-Wow Browning, Montana, USA. 
2004 r., fot. Włodek Rybicki.


Taniec Fantazyjny (Fancy Dance) swój początek wywodzi z terenów Oklahomy, prawdopodobnie od plemion południowych Prerii: Indian Kiowa i Komanczów. W połowie lat pięćdziesiątych rozprzestrzenił się na północ, gdy młodzi mężczyźni nie chcieli tańczyć powolnego Tańca Tradycyjnego . Jest to niezmiernie szybki taniec wymagający doskonałej kondycji fizycznej szybkiej pracy nóg, atletycznej zręczności, przez co preferowany jest przez młodych tancerzy. Szybkie ruchy obrotowe i wirujące pęczki przędzy zlewają się w całość tak, iż często trudno wręcz dostrzec samego tancerza. Dodatkowo duża ilość frędzli i piór stanowi uzupełnienie całości ubioru. Stwarza to wspaniałe wrażenie estetyczne, co szczególnie podnosi atrakcyjność tego stylu. Czasami szybkie uderzenia bębna nagle milkną, co ma na celu zmylenie tancerzy. Każdy błąd jest bowiem skrzętnie wychwytywany przez ławę sędziowską i pozycja zawodnika automatycznie spada w ogólnym rankingu. Stylistyka dopuszcza wiele innowacji. Twórcy strojów prześcigają się w inwencji, wykorzystują coraz to nowe, często bardzo nieszablonowe i "nietradycyjne" pomysły na ozdoby (monety, lusterka, płyty kompaktowe) . Dodatkowo wyposażeni są w dwie rozety z piór, jednak trzon Fancy Dance osadzony jest i wywodzi się z Tańca Tradycyjnego.














                               Tancerze fantazyjni. Pow-Wow Browning, Montana, USA. 
2004 r., fot. Włodek Rybicki.

wtorek, 13 września 2011

Dźwięki

Ciche muzyki dźwięki,
co przez czarną płyną noc.
Jak echa czasu dawnego,
głosy życia minionego.
Jak wasz cichy szept,
ostatnie tchnienie.
Wojenne uniesienie,
polowań wspomnienie.
Ostatnie na wolną ziemię spojrzenie.
Nuty te, co w ciszy przebrzmiewają.
melodię życia waszego
tęsknie opowiadają.


poniedziałek, 12 września 2011

pocahontas


Pocahontas (ur. ok. 1595, zm. 21 marca 1617) – północnoamerykańska Indianka, której życie stało się kanwą dla wielu romantycznych historii. Jej oficjalne imię to Matoaka (Białe Piórko), a Pocahontas znaczące "Psotnica" lub "Łobuziak" było przydomkiem oraz jednocześnie drugim i nieoficjalnym imieniem z okresu dzieciństwa. Była córką Powatana, wodza Federacji Powhatańskiej, kontrolującego tereny obecnej Wirginii. Po małżeństwie z Johnem Rolfe zmieniła imię na Rebecca Rolfe.
Prawdopodobnie uratowała przed egzekucją kolonistę Johna Smitha pojmanego w grudniu 1607 roku i skazanego przez Powhatanów na śmierć. Nie jest pewne, czy miała to być egzekucja czy rytualne przyłączenie kolonisty do plemienia, ani czy wydarzenie to – opisane wiele lat później przez samego Smitha – rzeczywiście miało miejsce. Wiadomo jednak, że wielokrotnie odwiedzała kolonistów i dostarczała im żywność, a w styczniu 1609 roku ostrzegła Anglików, że jej ojciec zamierza ich zabić, gdy przyjdą do wioski na rozmowy w sprawie dostaw zboża. Od tamtej pory zamieszkała u bardziej sprzyjających Anglikom Potomaków.
W kwietniu 1613 roku Pocahontas została ujęta przez kapitana Samuela Argalla z Jamestown. Anglicy chcieli wymienić ją na własnych ludzi przetrzymywanych przez Powhatana. Do wymiany nie doszło, jednak od tego momentu życie Pocahontas uległo radykalnej zmianie: nauczyła się angielskiego, została ochrzczona przez Aleksandra Whitakera. Chociaż była już zaręczona z jednym z członków plemienia, Kokumem, za zgodą ojca i gubernatora Thomasa Dale'a wzięła 5 kwietnia 1614 roku ślub z młodym wdowcem, plantatorem tytoniu, Johnem Rolfe'em, przyjmując jednocześnie nazwisko męża oraz imię Rebecca. Małżeństwo nie stało się przyczyną wymiany jeńców, jednak zapewniło dość trwały pokój między kolonistami a plemieniem aż do śmierci Powhatana w 1618 roku. Pocahontas i John Rolfe mieli syna, urodzonego w 1615 roku, któremu nadano imię Thomas.
W roku 1616 wyjechała z mężem i kilkoma Indianami do Anglii, m.in. po to, by zabiegać o fundusze na budowę chrześcijańskiej szkoły dla indiańskich i angielskich dzieci. Została tam obwołana "indiańską księżniczką", co miało przekonać Europejczyków że Indie Zachodnie są bezpiecznym i przyjaznym miejscem, które bez obaw można kolonizować. Pokahontas spotkała się nawet z królemJakubem I. W 1617 roku, w trakcie przygotowań do powrotu zmarła jednak na czarną ospę. Pochowano ją w Anglii na cmentarzu w parafii Gravesend.

sobota, 10 września 2011

PARFLECHE - sztuka zaklęta w skórze


W odróżnieniu od osiadłych plemion południa Stanów Zjednoczonych, Indianie Prerii cechowali się niesamowitą mobilnością. Szczególnie nasiliło się to w momencie, gdy zaczęli posługiwać się końmi. Kwestia przemieszczania się związana była przede wszystkim z typem gospodarki. Północ kontynentu należała zdecydowanie do łowców, południe natomiast skupione było raczej na rolnictwie. Te cechy wpływały zasadniczo na kulturę materialną.
img Jednym z przykładów mogą być pojemniki służące do przechowywania żywności i wszelkich sprzętów codziennego użytku. Plemiona osiadłe wykorzystywały do tego celu naczynia wyrabiane z gliny. Koczownicy natomiast używali tzw. parfleche.
Parfleche to torby lub pojemniki, w których przechowywano liczne drobiazgi codziennego użytku, np. żywność, sukno, materiał bądź igły. Służyły również do przechowywania ceremonialnych rzeczy (individual items) - zrolowanych pióropuszy, roach'ów, naszyjników, itd.
Przybierały cztery podstawowe formy:
1. koperty (envelope),
2. płaskie torby z pokrywką (flat case),
3. walcowate cylindry z pokrywkami (cylinder),
4. różnej wielkości podłużne pudła (box).

img img
Blackfeet Parfleche Container ("Bravery Design")
Stanford Art Museum, Palo Alto, Johnson Photo.
Źródło: http://sorrel.humboldt.edu

W zależności od kształtu, pełniły one różne użytkowe funkcje. Wszystkie jednak wykonane były z surowej, starannie oczyszczonej z włosia (z jednej strony) i resztek mięsa, ścięgien, żył i tłuszczu (z drugiej) skóry. Ten proces nazywany był scraping'iem oraz fleshing'iem i należał do czynności wykonywanych przez kobiety. Kolejnym etapem był malunek. Bardzo często wzór widniejący na parfleche był indywidualnym dziełem artysty. Malunek zazwyczaj ustalał wielkość cylindra czy pojemnika. Najbardziej popularne były dwie metody malunku. Pierwsza polegała na rozpuszczeniu pigmentu w ciepłej wodzie, a następnie nałożeniu go na skórę. Druga natomiast polegała na "ułożeniu" motywu z pigmentu (w sypkiej formie) na mokrej skórze. Jednak najstarszą metodą ozdabiania parfleche było skrobanie - incising. W tym przypadku również wyróżniamy dwie metody. Pierwsza polegała na patynowaniu skory brzozową korą po wykonanym motywie. Ta metoda była szeroko spopularyzowana wśród Indian ze Wschodniej Krainy Lasów oraz z terenów Północnego Zachodu. Druga natomiast polegała na wyryciu ornamentu na skórze. Ta technika była z kolei domeną południowych plemion. Ciekawą informacją jest również uwaga Johna Ewersa, który zauważył, że wzory geometryczne na skórach i tipi malowane były przez kobiety. Natomiast przedstawienia zwierząt i ludzi, symbole religijne na tarczach i bębnach oraz sceny wojenne uwieczniali mężczyźni
img img
Przykład parfleche w kształcie kontenera (pudła)
Północne Równiny.
Źródło: www.native-languages.org

Niemałą rolę odgrywał również kolor użytych pigmentów. Najczęściej stosowano kilka podstawowych barw, zaś ich intensywność i kontrast uzależnione były od gęstości, czyli ilości użytego rozpuszczalnika (wody). Stosowano również całą paletę odcieni powstałych w wyniku mieszania poszczególnych pigmentów. Interesującą wzmiankę odnotował Alexander Henry, przebywający wśród Pieganów (odłamu Indian Blackfeet) na początku XIX wieku. Zanotował on bowiem 10 różnych kolorów używanych przez ten szczep. Najczęściej jednak stosowany był czerwony, zielony, niebieski, żółty i czarny wpadający niekiedy w brąz o różnym natężeniu.

Dla uzyskania barwników pozyskiwano przede wszystkim minerały, rośliny, mchy, porosty a niekiedy wydzieliny zwierzęce (krew i żółć). Pigmenty te w pierwszej kolejności przygotowywano na sucho.
Końcowym etapem wykonania parfleche było zabezpieczenie malunku przed wilgocią (rozmazywaniem) i całej torby przed odkształceniem, na jakie była narażona podczas zmieniających się warunków atmosferycznych. Używano do tego celu wywaru z resztek skór lub kości, które po rozgotowaniu przybierały konsystencję mazi lub kleju. Całość parfleche pokrywano klejem, rozsmarowując go po powierzchni, bądź patynując. Współcześnie często używana jest do tego celu żelatyna.
Wykrojoną torbę łączono rzemieniami tworzącymi długie frędzle jak w przypadku cylindrów czy flat case. Za ozdobę służyły również kawałki sukna a w niektórych przypadkach koraliki szczególnie, jako wykończenie brzegów.

img img
Parfleche typu cylinder
G. Torrence, "The American Indian Parfleche.
A tradition of abstract painting",
University of Washington Press, 1994.

Znaczenie symboliczne

Jak już wcześniej wspomniałem, parfleche były wykorzystywane również do przechowywania rzeczy osobistych. Miały wówczas bardzo indywidualny charakter, szczególnie w zakresie zdobnictwa, i określane były mianem medicine case - pojemniki do przechowywania ceremonialnych rzeczy. Posiadanie tych przedmiotów symbolizowało rangę społeczną.(4) Wiązało się również z szerokim zakresem obowiązków religijnych.
Mitologia Sioux i Arapaho tłumaczy pochodzenie pierwszego parfleche od mistycznej Kobiety Trąby Powietrznej pierwszej kobiety na ziemi, która objaśniła i dała instrukcje, jak należy wykonywać parfleche.(5) Wiele motywów, czy to roślinnych, zwierzęcych bądź geometrycznych, miało indywidualne pochodzenie, często inspirowane były snami. Każdy szczegół na wzorze zawierał konkretny przekaz. Wśród Indian Sioux na przykład, czerwona linia reprezentowała "kobiecą stronę życia". Natomiast wśród Arapaho - drogę do obozu.(6) Szczegółowe studia na temat znaczenia i symboliki indiańskich przedstawień na skórze przeprowadzili na początku XIX wieku antropolodzy amerykańscy - Clark Wissler, George B. Grinnell, Mabel Morrow, Franz Boas, John Ewers oraz Alfred L. Kroeber. Na zakończenie przytoczę tego ostatniego, który zanotował tłumaczenie symboliki wzorów w następujący sposób:
img "... trójkąty reprezentują namioty (tipi). Dokładnie trójkąty równoboczne, ale również pary trójkątów pochylonych w prawo, natomiast cztery niebieskie trójkąty pochylone w tę stronę w rogu wzoru to tylko pół obozu. Ich kolory (czerwony, żółty, niebieski lub zielony z wyjątkiem czarnego) oznaczają namioty, które były dawniej malowane. Wzór jest długi, dzielony na trzy części, gdzie dwie białe linie reprezentowały drogi, ścieżki. Czarne kropki znajdujące się na nich to tropy kojotów. Linie są zaostrzone z jednej strony na czerwono, z drugiej na niebiesko i oznaczały noc i dzień dlatego, że noc i dzień stoją w opozycji wobec białych linii. Niebieskie linie otaczały całość wzoru reprezentując kołki do tipi. Białe linie biegnące dookoła oznaczały rzeki; czerwone i żółte były umiejscowieniem obozowiska. Małe kwadraty w rogach wzoru były granicą, końcem ziemi (haneisa biitaawu). Białe miejsca wewnątrz wzoru składały się ze zwężających się ku górze trapezów, zwieńczonych równobocznymi trójkątami oznaczającymi kobietę. Ten wzór w pierwszym rzędzie miał wydźwięk kosmologiczny - mistycznej Kobiety Trąby Powietrznej."(7)
Niniejszy tekst uzmysławia, jak złożona potrafi być symbolika i jaki kryje w sobie przekaz. Do pewnego stopnia ta piktografia jest swego rodzaju zalążkiem pisma obrazkowego niosącym konkretną informację. Należy w tym miejscu dodać, że symbolika malowideł i kolorów parfleche różniła się w zależności od plemienia, choć pewne elementy (trójkąt - namiot) są uniwersalne i mają to samo znaczenie u większości plemion.
Powyższy tekst nie uwzględnia innych przedmiotów wykonywanych z surowej skóry. Na osobny rozdział zasługują bowiem zarówno bębny jak i tarcze, oraz wykonywane na nich malunki i przedstawienia.