poniedziałek, 25 marca 2013

Słowa Indian - indiańskie cytaty








 Ptaki opuszczają ziemię unosząc się w przestworza.

Również ludzie mogą opuszczać ziemię,

nie przy pomocy skrzydeł, ale duchem.

HEHAKA SAPA (Sioux)















My, Indianie, żyjemy w świecie symboli, 

znaków, zmysłów,

w którym duchowość i to, co zwyczajne są 

jednością.

Dla nas wizje są częścią natury, częścią nas 

samych.

Staramy się rozumieć, nie rozumem, ale 

sercem.

LAME DEER

czwartek, 21 marca 2013

legendy Indian DZIEWCZYNA NIEBIESKIE ZIARNO I NADEJŚCIE ZIMY


Legenda Indian Acoma

Dziewczyna niebieskie ziarno była najmłodszą z sióstr panien zbożowych. Indianie Pueblo bardzo ją kochali i kochali przepyszne niebieskie zboże, które im dawała przez cały rok. Była nie tylko piękna, ale także bardzo łagodna. Przynosiła pokój i szczęście Indianom Pueblo.
Pewnego zimnego, zimowego dnia, Dziewczyna niebieskie ziarno wyszła, by nazbierać drewna na opał. Zwykle tego nie robiła. Gdy była poza domem zobaczyła Zimowego Katsina. Zimowy Katsina jest duchem, który sprowadza zimę na ziemię. Nosił niebiesko-białą maskę i oddychając, dmuchał zimnym wiatrem. Kiedy Zimowy Katsina zobaczył dziewczynę natychmiast ją pokochał.
Zaprosił ją, do swojego domu i ona musiała z nim pójść. Wewnątrz domu zimowy Katsina zablokował okna lodem, a drzwi śniegiem i w ten sposób uwięził dziewczynę. Chociaż Zimowy Katsina był bardzo dobry dla dziewczyny i kochał ją bardzo, dla niej życie z nim było przepełnione smutkiem. Chciała wrócić do własnego domu by dalej sprawiać, by niebieskie zboże rosło dla Indian Pueblo.
Pewnego dnia Zimowy Katsina poszedł wypełniać obowiązki, dmuchać zimnym wiatrem i rozrzucać śnieg na wzgórzach i dolinach. Kiedy poszedł, dziewczyna odrzuciła śnieg spod drzwi i wyszła na zewnątrz w poszukiwaniu roślin i pożywienia które zwykle znajdowała w lesie. Ale wszystko, co znalazła pod lodem i śniegiem to cztery źdźbła juki. Zabrała je do domu Zimowego Katsina i rozpaliła ogień. Zimowy Katsina nie pozwoliłaby jej palić ognia, gdy był w domu. Kiedy ogień zapłoną na dobre, śnieg przy wejściu stopniał i u drzwi pojawił Letni Katsina. Letni Katsina niósł w jednej ręce świeże zbożu a w drugiej dużo źdźbeł juki. Przyszedł on do swojej przyjaciółki Dziewczyny niebieskie ziarno.
Wtedy właśnie, Zimowy Katsina nadszedł otoczony zimnymi podmuchami wiatru. W prawej ręce niósł sopel lodu, który trzymał jak nóż, a w lewej bryłę lodową w kształcie siekiery. Wyglądał to jakby Zimowy Katsina zamierzał walczyć z Letnim Katsina.
Gdy Zimowy Katsina dmuchnął zimnym powietrzem, Letni Katsina dmuchnął ciepłym wietrzykiem. Kiedy Zimowy Katsina uniósł sopel lodu, Letni Katsina wziął garść nasion i rozpalił ogień, który go stopił. Zimowy Katsina zorientował się, że musi zawrzeć pokój z Letnim Katsina, a nie prowadzić wojnę. Obydwaj usiedli i zaczęli rozmowę. Uzgodnili, że Dziewczyna niebieskie ziarno powinna żyć u boku Indian Pueblo i dawać im niebieskie zboże przez pół z roku, w czasie Letniego Katsina. Przez drugie pół z roku, żyłaby z Zimowym Katsina a Indianie pozostaliby wtedy bez zboża. Dziewczyna niebieskie ziarno odeszła z Letnim Katsina. Stała się znakiem wiosny, niecierpliwie oczekiwanym przez Indian.
Czasami, kiedy nadchodzi wiosna, Zimowy Katsina dmucha zimnym wiatrem, albo rozrzuca śnieg, kiedy to już nie czas na śnieg. Robi to po to, by pokazać swoje niezadowolenie z tego, że musiał zrezygnować z Dziewczyny niebieskie ziarno na następne pół roku.

poniedziałek, 18 marca 2013

Słowa Indian - indiańskie cytaty



Książki białego człowieka nie wystarczają mi...  

Wielki Duch dał mi możliwość

studiów w Wyższej Szkole Natury,

lasy i rzeki, góry i świat zwierząt.


TATANCA MANI (Stoney)














W życiu Indianina nie ma złych dni.

Także, kiedy czasy są ciężkie - każdy dzień jest dobry.

Ponieważ żyjesz, każdy dzień jest dobry.

HENRY OLD COYOTE (Crow)

sobota, 16 marca 2013

Ondinnonk – skryte pragnienia duszy ujawnione we śnie Wiecej: http://www.eioba.pl/a/3lqi/ondinnonk skryte pragnienia duszy ujawnione we śnie


Według relacji pochodzących od białych, którzy stykali się z Irokezami lud ten posiadał niezwykła wiedzę na temat snów, która odgrywała bardzo ważną rolę w ich życiu. Wiedza ta niezwykle przypominała współczesne podejście do snów jakie znamy od czasów Freuda.
Jak podają relacje Choroba, czy nieszczęście jakie spotyka człowieka może mieć trzy przyczyny: pierwsza przyczyna jest naturalna – wypadek czy obrażenia jakich możemy doznać w życiu. Druga przyczyna to czary jakim możemy ulec. Trzecia najczęstsza przyczyna naszych chorób i nieszczęść ma źródło w naszym umyśle.
Tą trzecią najważniejszą przyczyną są ondinnonk – skryte pragnienia duszy, które niezaspokojone prowadzą do chorób i nieszczęść a jedyną drogą do uwolnienia się od nich jest właśnie zaspokojenie tych skrytych pragnień z których najczęściej nie zdajemy sobie sprawy.
Te skryte pragnienia duszy są zazwyczaj nie znane człowiekowi a od ich zaspokojenia zależy nasze szczęście i zdrowie. Nie znamy tych pragnień jednak manifestują się one w naszych snach i kiedy je tam zauważymy i rozpoznamy możemy je zaspokoić zapewniając sobie zdrowie i szczęście. Jak widać wiedza ta w 100% pokrywa się ze współczesnymi poglądami psychologicznymi na temat snu i nieświadomości jak i negatywnego wpływu tłumionych pragnień na nasze szczęście i zdrowie.

Irokezi uważali, że ciało ludzkie zamieszkuje dusza mająca wiele funkcji i zależnie od tego o jakiej funkcji mówili używali odpowiednich określeń ondinnonk oznaczało skryte, nieświadome pragnienia duszy i widzieli, że niezaspokojenie ich prowadzi zawsze do zaburzeń psychosomatycznych dlatego uważali, że należy je odkrywać i zaspokajać co jest najskuteczniejszym sposobem zachowania zdrowia psychicznego i fizycznego. Wiedzieli również, że te pragnienia wyrażają się symbolicznie w snach i najważniejszą rzeczą dla zdrowia i szczęścia człowieka jest ich zrozumienie i zaspokojenie w sposób bezpośredni lub symboliczny. Wiedzieli też, że ignorowanie ich zawsze prowadzi do problemów psychofizycznych i poczucia nieszczęścia. Stąd sny w ich życiu odgrywały centralną rolę, miały duży wpływ na ich życie jak i na funkcjonowanie plemienia, w oparciu o nie podejmowano wiele codziennych decyzji jak i decyzji ważnych dla całej społeczności.

Przykładem tego może być sen z 1799r kiedy to jednej z dziewczynek przyśniło się że zło jest we wszystkich białych i Indianie nie powinni dawać się zwodzić ani nie powinni posyłać dzieci do szkół białych. W wyniku tego snu zwołano radę plemienia i zabroniono chodzić dzieciom do szkół prowadzonych przez misjonarzy. Nie musze dodawać, że jak dowiodła historia sen miał 100% racji biali okazali się źli bez wyjątku a celami nauki Indian było tylko niszczenie ich tradycji i gdyby wszyscy Indianie uznali mądrość tego snu historia ich ludu mogła by się potoczyć zupełnie inaczej.
Opisuje się również wiele zupełnie zwyczajnych przykładów i tak Indianin śniący o kąpieli musiał się na następny dzień wykąpać, śniąc o oszczepie na następny dzień wykonywał go, potrafił nawet przewędrować setki kilometrów by zdobyć psa, który pojawił mu się we śnie. Śniący o tym, że został schwytany przez wrogów i torturowany, zostawał symbolicznie związany i bity aby uniknąć rzeczywistego pojmania i śmierci z ręki wrogów.
Jeśli sen nie był jasny i zrozumiany śniący zwracał się do szamana z prośbą o wyjaśnienie znaczenia snu. W snach też można było odkryć, że jest się atakowanym przy pomocy czarów i można było po przebudzeniu podjąć odpowiednie kroki aby się obronić.
Mówiono, że domy Irokezów były pełne snów a sny przenikały wszystko i ciągle mówiło się o snach. Sny decydowały o przynależności do grup jak i tajnych stowarzyszeń, określały rodzaj i termin ceremonii jak i kierowały całym życiem Irokezów mając pierwszeństwo przed innymi sprawami. Było to więc społeczeństwo żyjące w zgodzie ze swoją duszą o jakiem Freud mógłby tylko pomarzyć i dzięki temu było to zdrowe psychicznie społeczeństwo w którym nie znano chorób psychicznych podobnie jak w innych społecznościach na świecie podążającymi za swoimi snami. Przykładem takiego społeczeństwa jest lud Senoi w którym również nie znane są zaburzenia psychiczne i nie występują konflikty a których kultura w jeszcze większym stopniu niż kultura Irokezów oparta jest o sny.

Podczas rytuałów przesilenia zimowego i w innych porach roku odbywało się święto uczty snów onoharoia organizowano świętą grę podczas której przedstawiano swoje sny w formie zagadki aby inni mogli je odgadnąć i spełnić specjalne senne pragnienie ondinonc czego dokonywano zazwyczaj na koniec uczty ofiarnej. Szczególnie istotne było to w przypadku snów kogoś chorego i często ceremonia prowadziła do wyzdrowienia. Sny spełniano symbolicznie, odgrywając ich treść lub dosłownie. Przykładowo pewnemu mężczyźnie przyśnił się sen w którym pewna kobieta sma w kajaku na środku jeziora bez wiosła. Śniący zaprosił ją na ceremonię odgadywania snów a kiedy go odgadnięto podarowano dziewczynie miniaturkę kajaku z wiosłem aby zapobiec niebezpieczeństwu.
Sny o istotach nadprzyrodzonych wiązały się z koniecznością wykonania stosownego rytuału, który służył bądź odegnaniu złych mocy bądź też wypełnienia określonych rytuałów w celu zapewnienia mocy duchowej i otrzymania błogosławieństwa. Skuteczność terapii snów Irokezów potwierdzali nawet jezuici.

Kiedy pragnienie senne nie było zrozumiałe szaman odgadywał je pracując ze śniącym poprzez marzenia na jawie po wypiciu świętych ziół i inkantacjach do swego ducha opiekuńczego lub podczas innego snu bądź ceremonii wróżenia. Odreagowanie złych snów chroniło przed problemami lub służyło leczeniu istniejących zaburzeń. Uczta snów onoharoia wykonywana podczas przesilenia służyła odreagowaniu snów całej społeczności. Śniący jednak mógł zażądać dowolnego rytuału jeśli czuł, że jest to konieczne a społeczność pomagała mu w tym. Se3n mógł ujawnić pragnienia nie tylko śniącego, ale również istot nadprzyrodzonych, które należało niezwłocznie zaspokoić dla bezpieczeństwa śniącego jak i społeczności. Tak więc była to bardzo szczególna rozbudowana kultura snów. Inne plemiona również przywiązywały duża wagę do snów, posiadały swoje sposoby postępowania w większości odnosiło się to jednak do przede wszystkim „Wielkich Snów” zsyłanych przez duchy, zwykle sny nie wymagały tak wielkich zabiegów o ich dopełnienie choć również ich nie lekceważono i bardzo często postępowano zgodnie z nimi – jednak najbardziej rozbudowane rytuały zaspokajania snów  spotykamy właśnie u Irokezów.

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/3lqi/ondinnonk-skryte-pragnienia-duszy-ujawnione-we-snie#ixzz23zyQO9Vi

czwartek, 14 marca 2013

Legendy Indian RYBOŁÓW I CÓRKA SŁOŃCA


Legenda Indian Achomawi

Rybołów żył kiedyś w River Pit. Zimą, gdy słońce podróżowało po niebie, zostawiało swoją córkę w domu, latem, zabierało ją ze sobą. Słońce nie chciało, by jego córka poślubiła kogoś biednego i zwyczajnego, ale kogoś wielkiego, jak kuna, wilk czy kojot. Rybołów złościł się na słońce, że w ten sposób myśli o takich jak on, poszedł więc do oceanu, ku miejscu gdzie mieszkało słońce. Była zima i córka słońca leżała w koszu w domu. Rybołów porwał ją i zaniósł na tyły domu kojota, gdzie ją ukrył. Wszystko to uczynił w ciągu jednej nocy.
Następnego ranka słońce nie mogło znaleźć córki i nie wiedziało, gdzie się podziała. Tego rana rybołów wziął kosz ze słoneczną córką i położył ją pod skałami na bagnach. Ukrył ją tak by słońce jej nie odnalazło.
Słońce szukało wszędzie. W powietrzu i na ziemi, ale nigdzie nie mogło znaleźć córki. Wezwało wtedy wszystkie istoty, które dobrze nurkowały i pływały w wodzie, myśląc, że córka została ukryta gdzieś w wodzie. Szukano wszędzie, aż poszukiwacze przyszli do Pit River. Każdy przeszukiwał swój odcinek. Zimorodek dostał zadanie przeszukania bagien. Nagle zorientował się, że widzi coś pod wodą. Zaczął się uważnie przyglądać.
Wielu poszukiwaczy chodziło wzdłuż rzeki, szukających córki słońca, z marnym skutkiem. Zimorodek napełnił swoją fajkę, zapalił ją i wydmuchnął dym ku wodzie. Jako, że był wielkim szamanem, nagle woda stała się bardziej przejrzysta. Wtedy zszedł ku miejscu gdzie coś widział, by się lepiej przyjrzeć. Wszyscy podekscytowali się myślą, że znajdzie jakiś ślad. Zimorodek podszedł, usiadł, znów zapalił fajkę i wydmuchnął dym w wodę. Po chwili wstał, zgasił fajkę i odłożył ją. Wziął długi kij, stanął nad wodą, włożył kij do wody, poruszał nim aż zahaczył kosz i go wyciągnął. Nadeszło słońce, rozsupłało kosz, wyjęło córkę, umyło ją, i ułożyło ją obok siebie. Następnie zapłaciło każdemu, kogo wynajęło. Część zapłaty była w muszlach.
Zimorodek powiedział, że to rybołów schował kosz z córką. Słońce zarzuciło kosz na plecy i udało się w drogę powrotną do domu. Było tak szczęśliwe z odzyskania dziecka, że nie uczyniło rybołowowi żadnej krzywdy za to, co uczynił.

poniedziałek, 11 marca 2013

Słowa Indian - indiańskie cytaty


Wszelkie stworzenie jest święte.

Każdy poranek jest święty, każdy dzień jest święty,

ponieważ światło dnia zostało ofiarowane przez 

Wakan Tanka,

naszego ojca.

Pamiętaj, 

wszystkie stworzenia tego świata są święte

i dlatego chcą być traktowane z należnym szacunkiem.

HEHAKA SAPA (Sioux)










Z pomocą Słońca została stworzona Ziemia.

Ziemia i ja, jesteśmy jednością.

Jedynym, kto ma prawo rozporządzać ziemią,

jest Ten, kto ją stworzył.

CHIEF JOSEPH (Nez Perce)

czwartek, 7 marca 2013

Legendy Indian:TWORZENIE I DŁUGOWIECZNOŚĆ


Legenda Indian Achomawi

Kojot zaczął tworzyć ziemię, a orzeł to udoskonalał. Kojot wszystko projektował swoją łapą, ale orzeł wciąż skarżył się nie było takiej góry, która by była jego godna. Więc kojot stworzył wzgórza, ale one nie były wystarczająco wysokie. Dlatego też orzeł stworzył na nich wielkie granie. Gdy orzeł nad nimi latał, pióra, które mu wypadły, ukorzeniły się i przemieniły w drzewa, a ich haczyki krzakami i innymi roślinami. Kojot i lis stworzyli wspólnie człowieka. Pokłócili się wtedy o to czy powinni pozwolić człowiekowi żyć wiecznie czy nie.
Kojot powiedział, "Jeśli będą chcieli umrzeć, pozwolimy im umrzeć".
Lis powiedział, "Ale jeśli zechcą z zmartwychwstać to też im pozwolimy".
Ale moc kojota była silniejsza i nikt nigdy nie zmartwychwstał. Kojot też wprowadził ogień do świata, ponieważ Indianie marzli. Musiał podróżował daleko na zachód, do miejsca, gdzie był ogień, by trochę go zabrać i przynieść z powrotem w swoich uszach. Rozpalił ogień w górach a Indianie, gdy zobaczyli dym, poszli tam i każdy zabrał dla siebie trochę ognia.

poniedziałek, 4 marca 2013

Słowa Indian -indiańskie cytaty


Hey ho, hey ho, Wakan Tanka, byłeś dla nas dobry.

Mówię Ci za to dziękuję.

Stawiam teraz moje stopy na świętej Ziemi, 

naszej Matce.

Niechaj wszyscy, którzy po nas przyjdą,

kroczą tą samą ścieżką jej mądrości.


HEHAKA SAPA (Sioux)








Czym jest życie?

Rozświetla noc jak świetlik.

Przemija jak ....... bizona w zimie.

Jest jak krótki cień przelatujący po trawie

i znikający z zachodem słońca.

CROWFOOT (Blackfoot)





czwartek, 28 lutego 2013

Legenda fletu


No więc znacie nasze flety, słyszeliście ich brzmienie i widzieliście jak pięknie są zrobione. Ten nasz flet, siyotanka, stworzony jest tylko do jednego rodzaju muzyki, do muzyki miłosnej. W dawnych czasach mężczyźni siadali w samotności, często ukryci, niezauważalni za drzewem w ciemnościach nocy. Wymyślali swoje własne, specyficzne melodie, wabiące pieśni.

My Indianie jesteśmy nieśmiali. Nawet jeśli był wojownikiem, który zaliczył już odważny wyczyn na wyprawie wojennej, młody mężczyzna rzadko znajdował w sobie tyle odwagi, by porozmawiać z ładną dziewczyną (wichinchala), z dziewczyną, w której był zakochany. Nie było też miejsca w wiosce, gdzie młodzi mogliby się złapać za ręce, nawet gdyby trzymanie się za ręce, było jednym z naszych zwyczajów, którym z resztą wcale nie było. Poza wioską, w wysokiej trawie mógł cię pogonić bizon, rozszarpać grizzly, albo oskalpować Paunis, ewentualnie mogłeś też pobiec do Mila Hanska, Długich Noży, czyli Kawalerii Stanów Zjednoczonych. Jedyną okazją do spotkania twej wichinchala, było czekać na nią o świcie, gdy kobiety szły nad rzekę ze swymi skórzanymi torbami po wodę. Kiedy więc ta dziewczyna, którą miałeś na oku, nareszcie podeszła do ujęcia wody, ty wyglądałeś na nią zza jakiegoś krzaka i stałeś tam tak, by mogła cię dostrzec. No i to było wszystko, co mogłeś zrobić, by okazać jej swoje zainteresowanie, stać tam, uśmiechać się, przyglądać się swoim mokasynom, może drapać się w ucho. Wichinchala też nie mogła dużo, poza zaczerwienieniem się, chichotem, może rzuceniem w ciebie dziką rzepą. Jeśli cię lubiła, jedynym sposobem, by ci o tym dać znać było dla niej, nie spieszyć się przy napełnianiu torby i w tym czasie parę razy rzucić na ciebie okiem przez ramię. Więc flety robiły za całe gadanie.

W nocy, leżąc na swej skórze z bizona, w rodzinnym tipi, dziewczyna słyszała smutne, zawodzące dźwięki siyotanka. Ze sposobu, w jaki melodia była grana, domyślała się że to jej ukochany, który czeka gdzieś tam, na zewnątrz. A jeśli Lek Łosia działał na nich bardzo silnie, możliwe że wymknęła by się cicho by podążyć za tym dźwiękiem i spotkać się z jego autorem bez wzbudzania czyichkolwiek podejrzeń.

Flet zawsze robiono z cedru. jego kształt ma przypominać długą szyję i głowę ptaka z otwartym dziobem. Dźwięk wypływa z dzioba i stąd też płynie legenda o tym, jak Lakoci poznali flet.

Kiedyś, wiele pokoleń wstecz, ludzie mieli bębny, grzechotki z tykwy i burczybasy, ale nie było fletów. W tych to czasach młody mężczyzna wyszedł na polowanie. Było już mało mięsa i ludzie w obozie byli głodni. Znalazł tropy łosia i podążał nimi przez długi czas. Łoś jednak, mądry i szybki, jest tym, który posiada miłosne zaklęcie. Kiedy człowiek zdobędzie Lek Łosia, dziewczyna którą kocha, nie potrafi się oprzeć chęci przebywania z nim. Ale ten młody mężczyzna nie miał takiego leku. Po wielu godzinach, w końcu dostrzegł swoją zwierzynę. Był dobry w strzelaniu z łuku, a łuk też miał nowy i dobry, a kołczan pełen strzał. łosiowi jednak zawsze udawało się pozostać tuż za ich zasięgiem i wodzić go tu i tam. Młody mężczyzna tak był zajęty podążaniem za nim, że nawet nie zauważył gdzie się znajduje. Kiedy zapadła noc, okazało się, że jest w środku potężnego lasu. Ślady zniknęły, łoś też, a w dodatku noc była bezksiężycowa. Zrozumiał, że się zgubił, i że było zbyt ciemno by szukać drogi. Na szczęście natknął się na strumyk z czystą i chłodną wodą. Był do tego dostatecznie przezorny, by wziąć ze sobą torbę pemmikanu, suszonego mięsa z jagodami i łojem, pożywnego pokarmu, który pozwalał człowiekowi iść przez kilka dni. Kiedy najadł się i napił, owinął się w swą futrzaną skórę, oparł plecami o drzewo i próbował odpocząć. Ale nie mógł spać, bo las pełen był dziwnych dźwięków: krzyków nocnych zwierząt, pohukiwania sów, skrzypienia drzew i szumu wiatru. Zdawało mu się, że słyszy to wszystko po raz pierwszy. Nagle jednak rozległ się zupełnie nowy dźwięk, jakiego ani on, ani nikt inny nigdy przedtem nie słyszał. Był żałosny i przypominał ducha. Mężczyzna wystraszył się, więc owinął się ciaśniej w skórę i sięgnął dłonią po łuk, by sprawdzić czy jest dobrze naciągnięty. Z drugiej strony jednak dźwięk przypominał mu piosenkę. Smutną, lecz piękną, pełną miłości, nadziei i tęsknoty. A potem, nim się zorientował, zasnął. Śnił o ptaku zwanym wagnuka, czerwonogłowym dzięciole, który pojawił się przed nim i śpiewał tę dziwnie piękną pieśń. I dzięcioł powiedział mu: "Chodź za mną, to cię nauczę".

Kiedy myśliwy się obudził, słońce było już wysoko. Na gałęzi drzewa, pod którym leżał ujrzał dzięcioła. Ptak przeleciał na inne drzewo i jeszcze na inne, ale nigdy zbyt daleko, oglądając się cały czas na mężczyznę, jakby chciał powiedzieć: "No chodź!". I wtedy jeszcze raz usłyszał tę cudną pieśń i jego serce zapragnęło odszukać tego, kto ją śpiewa. Lecąc w kierunku dźwięku i prowadząc myśliwego, ptak przemykał między drzewami, a jego czerwona czapeczka sprawiała, że łatwo mu było za nim podążać. Na koniec usiadł na drzewie cedrowym i zaczął z całej siły walić w jedną z gałęzi, co przypominało odgłos szybkich uderzeń w mały bębenek. Nagle powiał wiatr i mężczyzna znów usłyszał ten prześliczny dźwięk, tuż nad sobą. Potem odkrył, że muzyka dochodzi z martwej gałęzi, w którą stukał dzięcioł. Zauważył też, że to wiatr powoduje ten dźwięk, kiedy przeciska się przez otwór zrobiony przez ptaka. "Kola, przyjacielu!" rzekł myśliwy, "pozwól mi wziąć tę gałązkę do domu, ty możesz sobie zrobić drugą". Zabrał więc ów kawałek drewna, podziurawiony przez dzięcioła, o długości mniej więcej jego przedramienia. Wrócił do wioski nie przynosząc mięsa, ale szczęśliwy. W swym tipi próbował sprawić, by gałązka śpiewała dla niego. Dmuchał na nią, machał nią w kółko, ale żaden dźwięk się z niej nie wydobył. Bardzo go to zasmuciło, o chciał znowu usłyszeć ten piękny dźwięk. Oczyścił się więc w szałasie potu i wspiął na szczyt samotnego wzgórza. Tam, spoczywając plecami do wielkiej skały, pościł przez cztery dni i noce, poszukując wizji, w której ktoś by mu wyjawił, jak sprawić by gałązka śpiewała. W środku czwartej nocy wagnuka, ptak w czerwonej czapeczce pojawił się w końcu i powiedział: "Obserwuj mnie!". Przybrał postać mężczyzny i pokazał myśliwemu jak sprawić, by gałązka wydała z siebie dźwięk, powtarzając ciągle: "Patrz teraz!". Więc w swym śnie młody mężczyzna obserwował uważnie. Kiedy zaś się obudził, znalazł drzewo cedrowe, odłamał gałązkę i pracując wiele godzin, zrobił w niej otwory wiertarką z łuku, dokładnie tak, jak ujrzał to w wizji. Wyrzeźbił gałązkę na kształt ptaka o długiej szyi i otwartym dziobie. Pomalował czubek jego głowy na washasha, święty czerwony kolor. Modlił się. Okadził gałązkę dymem z szałwi, cedru i słodkiej trawy. nakrył palcami dziurki, tak, jak pokazał mu we śnie człowiek-ptak, dmuchając w tym czasie delikatnie w ustnik. I zaraz rozległa się pieśń, tajemnicza niczym duch i piękna. Uniosła się aż do wioski, gdzie ludzie w zdziwieniu i radości zaczęli jej słuchać. Z pomocą wiatru i dzięcioła, młody mężczyzna przyniósł im pierwszy flet.

W wiosce tej mieszkał itanchan, wielki wódz. Miał on córkę, która była bardzo piękna, ale też bardzo dumna i przekonana, że żaden z młodych mężczyzn nie był dla niej wystarczająco dobry. Wielu już się do niej zalecało, ale odprawiał ich wszystkich z kwitkiem. Ale teraz myśliwy, który zrobił flet stwierdził, że była akurat w sam raz kobietą dla niego. Myśląc o niej ułożył specjalną pieśń i jednej nocy, stojąc za wysokim drzewem zagrał ją na swoim siyotanka, mając nadzieję, że może ją oczaruje. Wichinchala usłyszała od razu. Siedziała w tipi swego ojca i jadła polędwicę z bizona i ozór, i było jej bardzo przyjemnie. Chciała zostać w tipi przy ogniu, ale jej stopy pragnęły wyjść na zewnątrz. Odchyliła się do tyłu. lecz stopy ciągnęły ją do wyjścia, no i w końcu wygrały. jej głowa mówiła: "Idź wolno, idź wolno!", ale stopy mówiły: "Szybciej, szybciej!". Zobaczyła młodego mężczyznę stojącego w świetle księżyca i usłyszała flet. Jej głowa mówiła: "Nie idź do niego, jest biedny!". Lecz stopy powiedziały: "Biegnij!" i znowu stopy wygrały. Więc stanęli twarzą w twarz. Głowa nakazywała dziewczynie milczenie, lecz stopy kazały mówić, więc przemówiła: "Koshkalaka, młody wojowniku, należę do ciebie". Więc położyli się razem, mężczyzna i kobieta, pod jednym kocem. Potem powiedziała: "Koshkalaka, wojowniku, podobasz mi się> Pozwól twym rodzicom przysłać prezent do mojego ojca, wodza. Nie ważne jak mały, będzie zaakceptowany. Pozwól swemu ojcu przemówić za ciebie do mojego ojca, Zrób to szybko! Zrób to teraz!" Więc dwoje ojców szybko zgodziło się z życzeniami swych dzieci. Dumna wichinchala została żoną myśliwego, a on sam został wielkim wodzem. A kiedy inni młodzi mężczyźni zobaczyli i usłyszeli co flet zrobił dla tego młodego wojownika, zaczęli podróżować między plemionami i sprawiać, że młode dziewczęta podążały za nimi tam, gdzie w zasadzie nie powinny. W ten to sposób ludzie otrzymali flet, dzięki cedrowi, dzięciołowi i temu młodemu chłopcu, który nie zabił łosia, ale potrafił słuchać.

http://www.lakota.of.pl/

poniedziałek, 25 lutego 2013

Słowa Indian - indiańskie cytaty




Ludzie, którzy jedynie pracują, nie mają czasu na sny.

Jedynie ten, kto śni, osiąga mądrość.

SMOHALLA (Nez Perce)