poniedziałek, 20 maja 2013

słowa Indian - indiańskie cytaty


Powinniście wiedzieć, że wszystko, czego 

potrzebujecie,

jest podarunkiem Ziemi pod stopami, Nieba 

nad głową

i Czterech wiatrów wokół nas.

Kiedy zwracacie się przeciwko tym 

elementom,

ściągacie na siebie złe konsekwencje.

Sioux






Siedzę na łonie natury, nad jeziorem.

Biali chcą, żebym pracował jak oni,

jak oni zarabiał pieniądze, jak oni kupił 

samochód

i jak oni siedział naj jeziorem, na łonie 

natury, i łowił ryby.

Siedzę tu już od dawna, nad jeziorem,

na łonie natury .

czwartek, 16 maja 2013

Legendy Indian: Gluskapi i Malsum


 Legenda Indian Algonkinów

 Gluskapi i jego brat wilk Malsum byli bliźniakami. Ich matka zmarła przy porodzie. Z jej ciała Gluskapi stworzył  Słońce, Księżyc, zwierzęta, ryby i ludzi. Jego złośliwy brat Malsum zrobił góry, doliny, węże i wszelkie uciążliwości dla ludzi. Bracia byli prawie że nieśmiertelni. Istniały bowiem sposoby aby ich zabić. Malsum spytał Gluskapiego co może spowodować jego śmierć. Gluskapi odpowiedział szczerze, że kontakt z sowimi piórami lub z kwitnącym sitowiem może być dla niego śmiertelny. Malsum ze swojej strony przyznał, że tylko uderzenie korzeniem paproci może go zabić. Złośliwy i podstępny wilk zaraz wziął swój łuk i ustrzelił sowę. Piórem wyrwanym ze skrzydła ptaka dotknął śpiącego Gluskapiego. Gluskapi zmarł od razu ale ze złości na Malsuma obudził się ponownie do życia. Wilkowi tajemnica brata nie dawała spokoju, przy najbliższej okazji postanowił go zniszczyć. Gluskapi wyjaśnił mu, że może umrzeć tylko przez uderzenie korzeniem sosny. Śmiejąc się popędził Malsuma do lasu. Sam zaś przeprawił się przez rzekę mrucząc do siebie:
-Tylko kwitnące sitowie może mnie zabić-
Ale tylko tak mówił bowiem wiedział, że Quah-beet wielki bóbr siedział ukryty na brzegu i słyszał jego słowa. Bóbr zaraz udał się do Malsuma by zdradzić mu swą wielką tajemnicę. Prosił by Malsum dał mu skrzydła takie jak u gołębia. Złośliwy wilk szydził z Quah-beeta wołając:
-Hej, ty z ogonem jak pilnik po co ci skrzydła?-
Na to zezłościł się bóbr i poszedł do Gluskapiego. Powiedział mu, że Malsum zrobił sobie z niego żarty. Teraz zdenerwował się na brata Gluskapi. Poszedł w głąb lasu, wykopał z poszycia korzeń paproci, odnalazł swojego wiarołomnego brata i zabił go.
Gdy Gluskapi skończył formować świat stworzył ludzi i małe nadprzyrodzone istoty jak np. karły i czarodziejki. Ludzi uformował z pnia jesionu a elfy z kory. Wytresował dwa ptaki by przynosiły mu informacje z całego świata. Wybrał białego i czarnego wilka na swoje sługi. Był wtedy często nieobecny, ponieważ prowadził gwałtowne i niszczące wojny przeciwko złym potworom nawiedzającym świat. Takie same wojny prowadził przeciwko czarodziejom i czarownicom wyrządzającym ludziom szkody. Wyrównał pagórki, podporządkował sobie prawa natury. Zrobił się tak wielki jak olbrzymy. Ale dla ludzi był dobry, pobłażliwy i z humorem patrzył na ich słabostki. Pewnego razu wziął się za olbrzymiego czarodzieja Win-pe, potężną i wpływową postać mieszkającą wtedy na ziemi. Win-pe zrobił się tak wielki jak najwyższe drzewa w lesie ale Gluskapi uśmiechnął się i zrobił jeszcze większy sięgając aż do gwiazd. Następnie dotknął lekko czarodzieja swym łukiem z pnia, nadepnął go i zabił. I mimo, że Gluskapi zniszczył dużo potworów i złych mocy, ludzie nie stawali się lepsi i mądrzejsi. Wręcz przeciwnie, im więcej dla nich czynił, tym gorsi się stawali. Osiągnęli w końcu taki stopień zła, że Gluskapi postanowił opuścić świat na zawsze. Jednak istoty te nie były mu obojętne. Zdecydował dać im jeszcze jedną szansę. Ogłosił, że w ciągu następnych 7-miu lat spełni każde ich życzenie. Wielu chciało skorzystać z tej propozycji ale było to bardzo trudne, gdyż nie było łatwo odnaleźć miejsce pobytu Gluskapiego. Tych, którzy go znaleźli i prosili o rozsądne rzeczy hojnie nagradzał ale tych, którzy prosili o niemądre rzeczy surowo karał. Czwórka Indian, która wyruszyła na poszukiwanie miejsca zamieszkania Gluskapiego dotarła do ziemi tak pięknej, że stanęli zachwyceni. Gluskapi spytał z czym do niego przychodzą. Pierwszy powiedział, że ma złe serce i łatwo wpada w złość. Chciałby stać się łagodnym i pogodnym. Drugi, że jest biednym człowiekiem a chciałby stać się bogatym. Trzeci, że jest niskiego stanu i jego krewni w plemieniu pogardzają nim. Chciałby być przez wszystkich poważanym i szanowanym. Czwarty był zarozumiałym mężczyzną. Chociaż był wielki wypchał skórą swoje mokasyny by robiły wrażenie jeszcze większych. Chciał być największym w plemieniu i żyć sto lat. Gluskapi wyjął ze swojego czarodziejskiego worka 4-ry zawiniątka i dał każdemu o co prosił. Powiedział, że mogą je otworzyć dopiero gdy przybędą do domu. Kiedy trzej pierwsi wrócili do domu i otworzyli swe zawiniątka znaleźli w środku maść o cudownym zapachu. Po nasmarowaniu się maścią zły człowiek stał się pogodnym i cierpliwym, biedny stał się dość szybko bogatym a pogardzany stał się poważanym i szanowanym. Czwarty podczas swego powrotu zatrzymał się w rzadkim lesie. Rozwinął swoje zawiniątko i posmarował się maścią. Jego życzenie również się spełniło ale nie w taki sposób jaki oczekiwał. Został zamieniony w sosnę, gatunek wysokiego rosnącego sto lat drzewa.

poniedziałek, 13 maja 2013

słowa Indian - indiańskie cytaty






Dlaczego trzeba gwałtem zdobywać to,

co można otrzymać w pokoju przez przyjaźń i miłość?

WAHUNSONACOCK (Irokese)











Wszystko co dobrego ofiarowuje nam natura,

ofiarowuje nam w wystarczającej ilości.

Do tego również zdolność rozkoszowania się 

tym wszystkim ...

WABANAKI

czwartek, 9 maja 2013

Legendy Indian: Gluskapi i niemowlę


 Legenda Indian Algonkinów

  Gluskapi zwyciężył już między innymi Kewawkqu-rasę olbrzymów, Medocolins-przebiegłych i chytrych czarodziejów oraz Pomola-złego ducha nocy. Poczuł się z tego powodu bardzo potężnie. Chełpił się przed pewną kobietą, że może wszystkich pokonać. Ale kobieta uśmiechnęła się i powiedziała:
-Jesteś pewny mistrzu? Wielu chciało go pokonać i nikt go jeszcze nie zwyciężył. -
Zaskoczony Gluskapi chciał się dowiedzieć jak nazywa się ta osoba.
-Nazywa się Wasis-powiedziała kobieta-ale nie radzę ci mierzyć się z nim. -
Wasis był tylko niemowlęciem. Siedział na ziemi i ssał kawałek klonowego cukru mrucząc prostą melodię. Gluskapi nigdy nie był żonaty więc był kompletnie niedoświadczony w obchodzeniu się z dziećmi. Z całą ufnością i radością poprosił dziecko aby do niego podeszło. Dziecko uśmiechało się, ale ciągle siedziało na miejscu. Gluskapi więc przepięknym głosem dokładnie naśladował głos ptaka. Ale Wasis nie zwracał na niego żadnej uwagi dalej ssąc swój cukier. Gluskapi do czegoś takiego nie był przyzwyczajony. Zezłościł się i strasznie groźnym głosem powiedział Wasisowi aby do niego podszedł. lecz Wasis zaczął tak głośno krzyczeć, że górował nawet nad słowami Gluskapiego ale nie ruszył się ze swojego miejsca. Gluskapi był bardzo wściekły, poruszył wszystkie swoje magiczne sztuczki. Wypowiadał straszliwe czarodziejskie zaklęcia i okropne egzorcyzmy. Śpiewał pieśni, wskrzeszał zmarłych i wypędzał z głębokich ciemności złe moce. Ale Wasis myślał oczywiście, że to zabawa. Zmęczony już śmiechem patrzył na to znudzony. Zrozpaczony Gluskapi wypadł z szałasu a Wasis ciągle siedząc na ziemi triumfalnie wołał:
-Gugu-
I do dzisiaj jeszcze Indianie utrzymują, że kiedy dziecko woła „Gugu” przypomina czasy gdy Gluskapi chciał je pokonać.

środa, 8 maja 2013

Indianie Wrony i konie




Wrony są być może najzasobniejszym w konie narodem na wschód od Gór Skalistych .
Posiadanie przez jedną rodzinę 100 tych zwierząt nie jest rzeczą niezwykłą. Większość mężczyzn w średnim wieku ma ich od 30 do 60. Jeżeli ktoś nie posiada ich co najmniej 20 mówi się , że jest biedny  Również Czarne Stopy posiadają wiele koni co jest przyczyną niekończącej się wojny. Rzadko zdarza się , by minął tydzień podczas którego duże ich ilości nie byłyby wykradzione przez oddziały wojenne którejś ze stron.
Podczas tych napadów rabunkowych giną ludzie , co z kolei wymaga zemsty ze strony tracącego danych wojowników plemienia. Podczas jednego lata , bądź tez zimy setki zwierząt zmieniają w ten sposób właściciela. Większa cześć czasu członków każdego z plemiona wypełniona jest bądź pilnowaniem własnych koni bądź próbami zdobycia zwierząt wroga.
Wrony dobrze opiekują się swymi końmi przynajmniej na tyle na ile jest to możliwe w ich wędrownym trybie życia .Zajmują się nimi więcej niż jakiekolwiek inne plemię zamieszkujące terytorium północno - zachodnie , z wyjątkiem Gros Ventres.
Często odprowadzają je o 10 -12 mil od obozu , gdzie konie są pojone i pilnowane przez stacjonujących tam młodych ludzi .Strażnikami koni są młodzi mężczyźni w wieku od 15 do 25 lat, którzy pilnują tylko koni należących do swojej rodziny .
Gdy obóz rozbity jest na granicach terytorium nieprzyjacielskich lub przewidywana jest obecność wrogich oddziałów wojennych , najlepsze konie zabierane są do obozu i przywiązywane u wejść do namiotów by mogły służyć w pogoni w razie gdyby reszta zwierząt została nocą skradziona. Ludzie ci żyją w ciągłej świadomości , że mogą utracić wszystkie konie, będące całym bogactwem , na rzecz wojowników otaczających plemion , w szczególności Siuksów i Czarnych Stóp.
Podczas pisania tej książki ( luty 1856 r ) oddział Czarnych Stóp skradł 70 koni z obozu Wron znajdującego się u ujścia Yellowstone. Dokonali tego wcześnie w nocy więc Wrony nie wiedziały o kradzieży aż do około 10 rano następnego dnia około której to strażnik poszedł doglądnąć zwierząt . Jak tylko odkryli rabunek , 100 wojowników ruszyło w pogoń , każdy jadąc na rączym koniu i prowadzać drugiego luzem Czarne Stopy miały noc przewagi , ale konie musiały torować sobie drogę w głębokim śniegu przez co stracili dużo czasu , natomiast pogoń skorzystała z utorowanego przez nich szlaku Przez 3 dni i 2 noce Wrony kontynuowały pogoń pozostawiając po drodze zmęczone konie i dosiadając te ciągnięte luzem Pod koniec drugiego dnia również zapasowe zwierzęta opadły z sił więc Indianie kontynuowali pogoń pieszo .
Członkowie obu grup nic nie jedli , nie pili i nie spali oraz narażeni byli na ogromny chłód. Była to pogoń życia i śmierci więc nie było czasu do stracenia . O zmierzchu trzeciego dnia Wrony zbliżyły się do wrogów ,którzy głodni i znużeni zatrzymali się , zabili bizona i przygotowywali sobie posiłek . Jako środek ostrożności odprowadzili konie kilka mil dalej i me będąc świadomi bliskości ścigających przygotowywali się do spędzenia milej nocy wokół ognia. Pod osłoną ciemności i drzew porastających brzegi Yellowstone , Wrony zbliżyły się do ich obozu. Musieli jednak nadłożyć kilka mil do miejsca , gdzie znaleźli swoje spokojnie pasące się konie , które odzyskawszy odprowadzili na pewną odległość od ognisk wrogów. Dokonawszy tego niektórzy chcieli zaatakować Czarne Stopy nocą jednak przywódca poczekał do świtu kiedy , jak się spodziewał ruszą om w różnych kierunkach by połapać konie. To pozwoliłoby na zabicie wroga bez narażania się na niebezpieczeństwo. Było jak przewidział. Wczesnym rankiem dwóch mężczyzn udało się szlakiem koni i zbliżyło się do miejsca , gdzie oczekiwali ich wojownicy Wron. Zaatakowali ich. Jeden uciekł , a drugi próbował oddać strzał lecz został pchnięty nożem oskalpowany na żywca i potem zabity. Wojownicy Wron nie próbowali się mścić na reszcie , osiągnęli to czego oczekiwali - odzyskali konie i zabili wroga nie tracąc nikogo z własnego oddziału , co jest większym osiągnięciem niż zabicie kilku wrogów ze stratą kogoś ze swoich Takie potyczki i pogonie mają miejsce w pobliżu obozów Wron i Czarnych Stop niemal codziennie , zarówno latem jak i zimą. Podczas jednego roku więcej niż 1000 osób ginie po każdej ze stron. Gdy oddziały są silne , dochodzi do groźnych bitew podczas których każda strona traci 50 do 100 wojowników , gdy jednej z nich uda się dogonić drugą. Lecz często udaje im się ujść z końmi bez strat , szczególnie w lecie , gdy niełatwo posuwać się tropem w szybkim tempie lub gdy duże oddziały wojenne napadają na małe obozowiska. Jakiekolwiek straty w koniach ponoszą Wrony wynagradzają im to coroczne wędrówki do Płaskich Głów i Nez Perce , z którymi wymieniają broń , koce itd. Gdy wracają sytuacja się powtarza , jako że Czarne Stopy będąc czterokrotnie liczniejsi niż Wrony również zyskują na tych wyprawach. Z tego i innych powodów liczba Wron staje się stopniowo się zmniejszać. Assimboini zaopatrują się w konie kradnąc je Czarnym Stopom, a Siuksowie z kolei zabierają je Assmiboinom. W taki sposób biedne zwierzęta są gnane od jednego narodu do drugiego , często wracając kilkakrotnie do swych pierwotnych właścicieli .To , wraz z nagonkami na bizony i przenoszeniem obozów szybko je wymęcza. Wrony szacują wartość swych koni od 60 do 100 dolarów a np. zwierzęta Czarnych Stóp można nabyć za sumę od 20 do 60 dolarów.
Ważne jest znaczenie koni w tej historii , jako że wyjaśnia jedną z głównych przyczyn niekończącej się wojny miedzy plemionami ,która musi prowadzić do całkowitego ich wyginięcia. Bez koni Indianie nie są w stanie utrzymać swych rodzin pozostając łowcami Muszą je posiadać lub głodować . Plemiona mające ich niewiele zdobywają je od tych mających ich dużo, a mniejsze narody , na skutek częstotliwości wypraw rabunkowych stają się tak mało liczebne , ze stają się łatwą zdobyczą dla silniejszych. W takiej sytuacji są obecnie Wrony , którzy mimo wystarczającej odwagi z trudem mogą chronić zwierzęta , które posiadają . Mniejsza tez ich liczba wymusza by zdobyć je od wrogów Jednakże robią to i wobec lego liczebność ich maleje.

poniedziałek, 6 maja 2013

sobota, 4 maja 2013

stowarzyszenia Indian Crow


Absaroka (Wrony) mieli inny punkt widzenia na stowarzyszenia wojowników niż blisko spokrewnieni z nimi Hidatsa . By przystąpić do stowarzyszenia trzeba było się "wkupić", wiek zaś grał drugorzędną rolę. Wstępowało się tam poprzez zaproszenie, czasami sam pretendent wywierał presję by go przyjęto (poprzez dawanie prezentów odpowiednim osobom). W czasach gdy Maxymilian przebywał wśród Crow najważniejszym stowarzyszeniem byli Bulls (Byki), kilka lat później stowarzyszenia Lumpwoods i Fox (stowarzyszenie Lisa) rywalizowały o tą pozycję. Było regułą, że mężczyzna przystępujący do stowarzyszenia zostawał tam do końca życia i dlatego członkowie większości stowarzyszeń byli to ludzie w różnym wieku. Inicjacja do stowarzyszeń była wolna od "opłat", ryzyko podejmowane przez członków w walkach było wystarczająca opłatą.

PO 1870 roku Crow otrzymali od Hidatsa Hot Dance (Taniec Gorący) i Crazy Dog Dance (Taniec Szalonego Psa). Dla odróżnienia od oryginalnego Crazy Dog Dance otrzymanego od Hidatsa swój nazwali Long Crazy Dog Dance (Taniec Długiego Szalonego Psa).

Crow będąc członkami stowarzyszeń religijnych takich jak Stowarzyszenia Tytoniowe czy Świętej Fajki nie stosowali reguł obowiązujących w tych stowarzyszeniach do stowarzyszeń wojowników lub tanecznych. Sytuacja uległa zmianie w czasach gdy otrzymali od Hidatsa Crazy Dog Dance i Hot Dance. Od tego czasu "sprzedawali" swe usługi wewnątrz stowarzyszeń (jak to było w zwyczaju stowarzyszeń religijnych), lecz nadal nie wymagali opłat za inicjację. W rzeczywistości poprzez dawanie prezentów namawiali wpływowe osoby do przystąpienia do danego stowarzyszenia. Wraz z utworzeniem nowych stowarzyszeń niektórzy należący do starych stowarzyszeń wstępowali zarazem do nowych. Wcześniej wolno było należeć tylko do jednego ze stowarzyszeń

MUDDY HANDS I FOXES
Wcześni pisarze nie wspominają o Muddy Hands (Ubłocone Ręce) u Crow, ale było to swego czasu bardzo ważne stowarzyszenie. Najprawdopodobniej jego członkami byli starzy mężczyźni. Gdy stowarzyszenie istniało około 50 lat (1865-1870) przyjęli zaproszenie przyłączenia się do Fox (stowarzyszenia Lisa). Jedną z cech charakterystycznych dla Fox było to, że rzadko wygaszali oni ogień-reprezentujący wroga. Gdy grupa opuszczała dane miejsce bardzo odważny wojownik mógł wrócić i zgasić ogień jednocześnie składając przed samym sobą przyrzeczenie że nigdy nie ucieknie przed wrogiem. Ozdoby głowy (roache) Fox były wzorowane na roachach plemion leśnych. To wyróżniało stroje Fox od strojów innych stowarzyszeń. Jest to prawdopodobnie to samo stowarzyszenie, które Maxymilian nazywał Prairie Foxes (Preriowe Lisy). Fox tańczyli w półkolu, zaczynali z lewej strony półkola i tańczyli-skakali na obie nogi. Przed dołączeniem do Fox Muddy Hands tańczyli w zupełnie inny sposób. Dwóch członków (Muddy Hands) ubierało wojenne stroje i trzymając w rękach broń "podjerzdżali" od wiszącej na wbitej w ziemię tyczce skóry bizona (reprezentanta wroga) i uderzali w nią swą bronią. Następnie przedstawiali swoje wojenne wyczyny


http://indianie.kolba.eu/nr2.shtml

czwartek, 2 maja 2013

Legendy Indian: Jak Gluskapi pochwycił lato


Legenda Indian Algonkinów

Ta stara piękna historia opowiada o tym jak Gluskapi pochwycił Lato.
Od dłuższego już czasu Gluskapi wędrował daleko na północy po lodowej krainie.Gdy zrobił się zmęczony i głodny postanowił schronić się w wigwamie zamieszkałym przez potężnego olbrzyma Zimę. Przyjęto gościa bardzo serdecznie i podano mu fajkę nabitą tytoniem. Zima zabawiał go uroczą historyjką z dawnych czasów pykając przy tym swoją fajkę. Monotonne opowiadanie wywołało lodową atmosferę, która ogarnęła Gluskapiego swym czarem i został uśpiony. Zapadł w głęboki sen- sen zimowy. Spał sześć długich miesięcy, po których gdy czary i mróz ustąpiły obudził się. Udał się w drogę powrotną do domu. Szedł daleko na południe aż zrobiło się tak ciepło, że kwiaty zaczęły kwitnąć dookoła. Doszedł w końcu do tajemniczego lasu, w którym pod starymi drzewami tańczyło dużo malutkich ludzi. Władczynią tego ludu była Lato niezwykle piękna, również bardzo mała istota. Gluskapi pochwycił ją w swoją dużą dłoń. Lassem zrobionym z łosiowej skóry okręcił delikatnie jej ciało i zaczął uciekać ciągnąc ją za sobą. Delikatna istotka biegła z tyłu przeraźliwie wrzeszcząc i szarpiąc za lasso. Gluskapi biegł jednak dalej. Ponownie dotarł na północ i udał się do wigwamu Zimy. Olbrzym przyjął go jak poprzednio bardzo gościnnie i począł opowiadać mu starą historię. Ale teraz Gluskapi był dobrze przygotowany. Lato leżała na jego piersi i emanowała taką siłą i gorącem, że te potężne czary spowodowały u Zimy pierwsze oznaki wyczerpania. Pot spływał mu obwicie z twarzy i powoli zaczął się topić. Zaczęła się również topić jego czapa. Natura wokoło poczęła się budzić i ożywało wszelkie ćwierkające ptactwo. Zielone trawy wschodziły a zwiędnięte ostatniej jesieni liście spłynęły z odwilżą w dół rzeki. Gdy nastała wreszcie nowa pora Gluskapi uwolnił Lato i pozwolił jej wrócić na południe.

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

słowa Indian - indiańskie cytaty



Każde plemię składa się z czystych 

indywidualności

i jest tak dobre, jak każda z nich.

CHIEF SEATTLE












Kto posiada coś ważnego,

nie powinien długo mówić,

ale po kilku słowach przejść do rzeczy.

SAGOYEWATHA, RED JACKET (Seneca)