wtorek, 28 czerwca 2011

łapacz snów - dream catcher


    łapacz snów - Zgodnie z tradycją, przyrządy te wykonywane są z miękkiego drzewa (na przykład z wierzby) w kształcie koła. W środku tka się coś w rodzaju pajęczyny ze zwierzęcych ścięgien, lub długiego, wąskiego rzemienia z surowej skóry. Indianie wierzący w nadprzyrodzoną moc łapaczy snów powiadają, że sny, zarówno te dobre, jak i złe, zsyłane są z ciemnego, nocnego nieba. Złe sny, jako te wielkie i niezdarne, wpadają w sieć i grzęzną w niej, by pod wpływem promieni porannego Słońca wyparować wraz z rosą. Dobre sny, jako małe i sprytne przeciskają się i po piórze spływają delikatnie na śpiącego, uprzyjemniając mu odpoczynek. Mówi się też, że kolisty kształt jego ramy symbolizuje cyklicznie powtarzający się krąg czasu, Matkę Ziemię, cztery strony świata, w których żyją ludzie. Sieć wyobraża jedność rodziny z wszystkimi jej powiązaniami, zaś więzy - więzy rodzinne. Łapacze snów należy zawieszać w miejscu, w którym może go dosięgnąć poranne promienie słoneczne. Łapacze snów wyrabiane z wierzby i zwierzęcych ścięgien, nie służyły ich użytkownikom zbyt długo. Wierzba wysychała, a napięcia ścięgien słabło. Miało to przypominać zarazem o tym, że młodość wcale nie jest wieczna. Roy Winters z Muzeum i Centrum Sztuki Indian Sioux znajdującego się w Rapid City powiedział, że łapacze snów pochodzą najprawdopodobniej od Indian Chippewa z Michigan i Minnesoty. Wszelkie wątpliwości w tej sprawie nikną jednak, gdy przypatrzymy się bliżej długiej tradycji gawędziarstwa i ustnych przekazów podawanych dzieciom przez rodziców z pokolenia na pokolenie. Frances Densome na początku 1900 roku prowadziła badania nad kulturą Indian Chippewa. Zebrane wtedy informacje opublikowała w 1979 roku w książce "Chippewa Customs". Opisała tam między innymi używany przez tych Indian przedmiot podobny do pajęczej sieci, zawieszany zwykle na obręczy dziecięcej kolebki. Miał on chwytać zło, tak jak pajęczyna chwyta wszystko, co w nią wejdzie. Robiony był on z około 9-centymetrowej obręczy, wypełnionej siecią sporządzaną z łodyg pokrzywy, zafarbowanych na czerwono. Jednak sposób utkania sieci znacznie różnił się od tego, jaki dziś znamy. Pewna opowieść mówi o tym, jak to Asibikaashi (Kobieta Pająk) pomagała Wanabozhoo zwrócić ludziom Giizis (Słońce). Wtedy to u zarania narodu Indian Chippewa, wszystkie ich narody żyły w jednym miejscu na Wyspie Żółwia. Kiedy jednak rozproszyli się po czterech stronach Ameryki Północnej, Asibikaashi nie była już w stanie móc odwiedzać wszystkie kolebki. Dlatego też matki, siostry i babcie zapoczątkowały zwyczaj tkania dla każdego noworodka magicznych pajęczyn. Używały do tego wierzbowych obręczy i ścięgien, lub sznurków robionych z roślin. Okrągły kształt łapacza miał symbolizować drogę, jaką musi Giizis pokonać na niebie w ciągu każdego dnia. Ilość miejsc, w których sieć łączy się z obręczą, wynosi osiem; ze względu na osiem nóg Kobiety Pająka, lub siedem; ze względu na siedem proroctw (ale o jakie tu proroctwa chodzi, to tego już nie wiem). Asibikaashi po dziś dzień troszczy się o swoje dzieci, ludzi Ziemi. Od tysiącleci też buduje o świcie swoje schronienie. Budząc się o tej porze, można być świadkiem cudu, w którym pierwsze promienie Słońca w postaci jasnych iskierek więzione są na kroplach rosy. Inna przypowieść Indian Chippewa mówi o tym, że kiedyś ludzi dręczyły koszmary senne. Wielu starczych i leczniczych ludzi próbowało na wszelkie sposoby rozwiązać ten problem, ale żadnemu z nich to się nie udawało. Zwołano więc naradę. W czasie jej trwania jeden starszy miał wizję, w której ukazała mu się pajęczyna rozpięta na obręczy, ozdobiona piórem i koralikami. Miała ona więzić złe sny, a przepuszczać jedynie te dobre. Starsi wzięli się do roboty i stworzyli łapacze snów na sposób ukazany w wizji. Kiedy ludzie zaczęli je używać, złe sny odeszły. Densmore wspomina też, że podobne obręcze tkali Indianie Pawnee. Miały one przedstawiać Kobietę Pająka, ducha, który miał pieczę nad bizonami. Półokrągłe jednak ramki z rzemienną plecionką wewnątrz spotkać można w połowie XIX wieku jako popularne elementy dekoracyjne tak u Indian Lakota, jak i u sąsiadujących z nimi innych plemion. Jedna z przypowieści mówi, że dawno temu, kiedy świat był młody, pewien stary lecznicy człowiek Indian Lakota był na wysokiej górze, gdzie miał wizję. W wizji tej Iktomi, wielki oszust i nauczyciel mądrości, pojawił mu się jako pająk. Przemówił on do starca w świętym języku. Mówiąc, wziął w ręce obręcz z wierzbowej gałęzi, do której przyczepione były piórka, końskie włosie oraz koraliki, i zaczął pleść sieć. Mówił do starca o kręgu życia: - Zaczynamy żyć jako niemowlęta, potem jesteśmy dziećmi, następnie dorosłymi. W końcu dochodzimy do wieku starczego i trzeba się nami opiekować jak niemowlętami, co kończy koło. Ale - mówił Iktomi dalej tkając sieć - w każdym okresie życia spotkać można wiele sił. Jedne z nich są dobre, inne złe. Jeśli posłuchasz tych dobrych, pokierują one tobą w dobrym kierunku. Jeśli posłuchasz tych złych, poprowadzą one cię z złą stronę i mogą cię zranić. Kiedy Iktomi skończył, dał starcowi sieć i powiedział: - Ta sieć jest idealnym kołem, ale w środku ma dziurę. Użyj tej sieci by pomóc swym ludziom osiągnąć ich cele poprzez robienie dobrego użytku z ich marzeń, snów i wizji. Jeśli wierzysz w Wielkiego ducha, to ta sieć złapie twe dobre myśli, a złe przepuści przez dziurę. Starzec przekazał swą wizję ludziom i wielu Indian powiesiło łapacze snów nad swymi łóżkami, by wyłapywać dobre sny. Indianie Cree, tak jak i Indianie Chippewa, chętnie zawieszali łapacze snów nad głowami niemowląt umieszczonych w specjalnych kolebkach, lub przy dziecięcych legowiskach. Często powtarzana przez Indian legenda mówi, że dawno temu pewna stara kobieta pod sklepieniem swego szałasu zobaczyła pająka tkającego sieć. Obserwowała go i podziwiała jego pracę. Chroniła pajęczynę, bo wokół biegały dzieci, które mogły ją zniszczyć. Kiedy pająk zakończył swą pracę, do sieci zaczęły wpadać różne owady. Pewnego dnia pająk postanowił odejść. Zanim to uczynił, podziękował kobiecie: - Dziękuję ci bardzo, że mnie chroniłaś i osłaniałaś. W dowód wdzięczności ofiaruję ci niezwykły podarunek. Dam ci moją pajęczynę, która odtąd będzie chwytała wszystkie sny, które wejdą do twego namiotu. O świcie wszystkie twoje złe sny odejdą. Według Larry'ego White Dirt istnieje podanie, według którego łapacz snów pochodzi od młodego Indianina, zwanego Słodkie Lekarstwo. Kiedy odbywał on obrzęd poszukiwania wizji, która wskaże mu drogę w życiu, pająk przekazał mu tajemnicę sieci; krąg tworzący łapacza snów przedstawiać ma życie, a sieć łączy sny i modlitwy ze środkiem, a przez otwór przechodzą one do niebios i Stwórcy. Według Brycene Neiman, kustosza Narodowego Muzeum Indian Yakima, łapacze snów były używane wśród plemienia ze środkowego stanu Washington, zwanego jako Ludzie Wodza Mosesa, które w połowie XIX wieku zamieszkiwało tereny Indian Colville. Sąsiednie plemiona uważały Wodza Mosesa i jego ludzi za bardzo uduchowioną grupę ludzi. Podczas gdy wszyscy Indianie zaangażowali się w walki z Białymi, Wódz Moses skonstruował przyrząd podobny do łapacza snów, aby z jego pomocą patrzeć na drugą stronę. Następnie dzielił się ze swymi ludźmi tym, co widział przez otwór łapacza snów. Były to prorocze przesłania, przekazywane najczęściej w formie pieśni, które dawały ludziom pewien rodzaj nadziei, by mogli zmierzyć się z mijającym biegiem życia. - Ci, którzy potrafią połączyć się z drugą stroną... To jest klucz! - Powiedział Neiman. Zdaniem Neiman, sieć oznacza tę większość spośród nas, którzy nie będą mieli możliwości zobaczenia drugiej strony dopóki nie nadejdzie ich czas. Otwór w sieci to ci, którzy mają tę możliwość już teraz. Kontrowersje powstałe wokół religijnego znaczenia łapacza snów wśród niektórych plemion sprawiły, że dla ludzi ze środkowego stanu Washington ma on szczególną wartość. - Sny są stanem ducha - powiedział Neiman. - Każdy śni, ale tylko nieliczni potrafią przejść na drugą stronę. Ci, którzy potrafią, są uważani za uzdrowicieli. Sprowadzają oni pieśni i wizje dla pozostałych. Łapacz snów pojawił się w sposób namacalny około 1975 roku. Zdobywa wciąż coraz większą popularność. Obecnie łapacze snów popularne są nie tylko wśród Indian. Arlene Lacell, która przedstawiła wzór łapacza snów w Muzeum Toppenish, zauważyła jego rosnącą popularność spowodowaną tym, że jest on łatwym do wykonania elementem sztuki indiańskiej. - Do ozdobienia łapacza snów używa się przeważnie piór i paciorków - powiedziała Lacell, - ale różnorodność zdobienie tych przyrządów zależy od różnorodności snów. To jak utkasz pajęczynę, i jak ją ozdobisz, zależy tylko od twojej wyobraźni. W wielu częściach Kanady i północno-wschodnich Stanach, zwyczajem jest nadawanie łapaczom snów kształtu rakiety śnieżnej. Aby łapacz zatrzymał wszystkie złe sny a przepuszczał tylko dobre, powinien mieć niektóre z następujących ozdób: - koraliki: spełniają sny - pióra: spełniają sny i symbolizują oddech lub powietrze - róg jelenia: daje powodzenie w łowach - kawałek modrzewia lub szałwi: daję zdrowie - futerko: zapewnia wygodę i ciepło - koński włos: daje wytrzymałość - turkus: sprowadza siłę - kryształ górski: daje moc - pazury: zapewniają ochronę Pióra, dołączane do łapaczy snów, poruszane powiewem powietrza, nie tylko dostarczają rozrywki niemowlakom, ale też dają im pierwszą lekcję ważności tego zjawiska. Sowie pióro ma przynosić mądrość (stąd było przeznaczone dla dziewczynek), a orle daje chłopczykom odwagę. Nie jest to jednak jednoznacznie przyjęty kanon. Dla jednych łapacze snów są psychicznym filtrem, tarczą przeciwko złu w naszym umyśle i świeci, który nas otacza. Dla innych te ręcznie wykonane przyrządy mają znaczenie religijne, odwołujące się do czasów burzliwych przemian. Jeszcze dla innych łapacz snów jest po prostu darem od dobrych mocy. Cokolwiek oznacza, staje się on coraz bardziej popularny wśród rzemieślników i właścicieli sklepów z upominkami. Łapacze snów są sprzedawane we wszystkich rozmiarach i cenach. Prawo USA zakazuje sprzedaży piór świętych dla Indian ptaków. Dlatego też dziś pióra zastępuje się czterema kamieniami szlachetnymi. Mają one symbolizować cztery kierunki. Dawniej kamienie nie były używane przez Indian do dekorowania łapaczy snów.
Źródło;

http://www.huuskaluta.com.pl/marekc/parfleche17.php#lapacz


środa, 22 czerwca 2011

indianie budwali wieżowce

Indianie Mohawk obok byłych żeglarzy  byli członkami ekip budowniczych, które budowały pierwsze amerykańskie drapacze chmur.

wtorek, 14 czerwca 2011

Co dali nam Indianie???

Piękną kulturę i historię 
Kukurydza
Kartofle
Słodkie Kartofle
Maniok
Orzeszki ziemne
Dynie, Banie
Pieprz
Pomidory
Ananasy
Kakao
Fasola
Bawełna
Guma do żucia
Tytoń
59 lekarstw
Indyki
Kanoe
Buty śnieżne
Mokasyny
Hamaki
Kajaki
Fajki
Ponchos
Toboggany
Psie sanki
Gra Lacrosse

Świnka morska
Lama
Alpaka
Techniki suszenia miesa (angielskie slowo na suszone mieso, jerky, pochodzi od inkaskiego slowa ch'arki) 

wtorek, 31 maja 2011

dowcipy o Indianach

Wiem, że to może nie d końca w porządku żartować  Indian, ale pewien Indiain powiedział, że smuci go to, iż ludzie uważają Indian za rasę bez humoru więc może to nie będzie takie złe?

–  Wynalazłem niezawodny sposób, jak wygrać w pokera – chwali się Skaczący Łoś.
– Bzdura. Poker jest jak każda inna gra, jednego dnia się przegrywa, drugiego wygrywa. – powątpiewa Wielka Głowa.
–  No właśnie, będę grał co drugi dzień.

Stary Indianin opowiada wnukowi:
–  Gdy miałem dwadzieścia lat, wyruszyłem na polowanie i w nocy napadło na mnie stado osiemnastu wilków!
–  Oj, dziadku! Przed rokiem opowiadałeś, że wtedy napadło cię tylko pięć wilków.
–  Wtedy byłeś jeszcze za mały, aby znać tę straszliwą prawdę!

Winnetou i Old Sutherland zabłądzili na pustyni. Zmęczony Old Sutherland mówi do przyjaciela: 
- Wystrzel, może ktoś nas usłyszy.
Winnetou wystrzelił, jednak nikt się nie zjawił. Po chwili Old Sutherland mówi znowu:
- Wystrzel jeszcze raz. Może teraz ktoś usłyszy.
Winnetou znów wystrzelił. Czekają dłuższą chwilę i znów nikt się nie pojawia.
- Wystrzel jeszcze raz.
- Dobrze, ale to już ostatnia strzała!

Legendy Indian - post chłopca i pierwszy rudzik


     Gdy jedyny syn bardzo starego człowieka osiągnął wiek, w którym wypadało mu odbyć wielki post, ojciec zrobił wszystko, co mógł, żeby zapewnić chłopcu potężnego ducha opiekuńczego. Pragnął, żeby synowi ukazał się mocny duch, który go wywyższy ponad wszystkich mężczyzn plemienia.
        Dopilnował więc, żeby chłopiec oczyścił się dokładnie, nie zostawiając na swoim ciele ani odrobiny brudu, także pod paznokciami. Postanowił też, że jego syn będzie pościł dłużej niż inni mężczyźni z ich plemienia, nawet ci, którzy słynęli z mądrości lub niezwykłej odwagi. Chłopiec kilka razy wykąpał się w szałasie potów i spłukiwał w pobliskim strumieniu. Wyszorował się świerkowymi gałązkami, żeby z czystym ciałem przystąpić do wielkiego postu. Ojciec tymczasem zbudował dla niego mały szałas z dala od rodzinnego domu i wioski. Ziemię w szałasie wyścielił nową matą.
– Połóż się na macie – rzekł do syna, gdy ten już się wypocił i wymył porządnie. – Musisz wytrzymać post, jak przystało mężczyźnie. Po dwunastu dniach przyniosę ci jedzenie i ojcowskie błogosławieństwo.
Chłopiec zastosował się ściśle do poleceń ojca. Leżał spokojnie z zakrytą twarzą i czekał, aby duch się odezwał i udzielił mu swej nauki. Ojciec odwiedzał go co dzień rano, dodawał mu otuchy i przypominał, że zyska wielkie zaszczyty i sławę, jeżeli wytrzyma post przez dwanaście dni. Podczas siedmiu pierwszych wizyt ojca syn nic nie mówił. Leżał bez ruchu i niczym nie zdradzał niezadowolenia. Ale dziewiątego dnia postu odezwał się słabym głosem:
– Ojcze, sny mnie ostrzegają, że grozi mi coś złego. Pozwól, żebym przerwał teraz post i rozpoczął go znowu za jakiś czas.
– Synu! – odparł ojciec. – Nie rozumiesz, o co prosisz! Jeśli teraz złamiesz post, przepadnie cała twoja chwała. Zdobądź się na cierpliwość. Za trzy dni spełni się twoje życzenie. Wiesz przecież, że chodzi o twoje dobro. Błagam cię, wytrwaj, pocierp jeszcze tych kilka dni.
Chłopiec szepnął coś z cicha i owinął się szczelnie derką. Gdy ojciec przyszedł dziesiątego ranka, syn nie ruszał się i milczał, lecz jedenastego dnia znowu poprosił:
– Ojcze, pozwól mi teraz przerwać post.
Ojciec odpowiedział mu słowo w słowo to samo, co poprzednio, i dodał:
– Jutro własnymi rękami przygotuję i przyniosę dla ciebie posiłek.
Chłopiec milczał i nie ruszał się wcale. Można by pomyśleć, że umarł, gdyby nie to, że słaby oddech podnosił jego pierś.
Nazajutrz ojciec z radością przygotował jedzenie i pośpieszył do szałasu. Nie wątpił, że synowi objawi się wreszcie duch, który go poprowadzi ku wielkiej chwale. Zbliżając się usłyszał ze zdumieniem, że chłopiec coś mówi. Ojciec schylił się i zajrzawszy przez szczelinę zdumiał się jeszcze bardziej: chłopiec smarował się czerwoną farbą. Skończył już malować pierś i teraz malował kark i barki o tyle, o ile mógł ich dosięgnąć ręką.
– Ojciec zniszczył przyszłość moją jako istoty ludzkiej – mówił do siebie. – Nie chciał wysłuchać mych próśb. Straci na tym, ale ja będę jako ptak szczęśliwy, bo okazałem synowskie posłuszeństwo. Tylko on ucierpi, ponieważ mój duch opiekuńczy jest sprawiedliwy. Nie spełnił moich życzeń, ale zlitował się i w inny sposób mnie pocieszył. Dał mi nową postać. A teraz muszę już odlecieć.
W tym momencie ojciec krzyknął z rozpaczą:
– Synu mój! Synu! Nie opuszczaj mnie! Błagam!
Ale chłopiec, lekki jak ptak, skoczył na szczyt szałasu i przysiadł na najwyższej żerdzi. Przemienił się w rudzika. Z litością spojrzał w dół na ojca i zaczął go pocieszać:
– Nie martw się, ojcze! Nie ubolewaj nad zmianą, którą we mnie widzisz. Będę szczęśliwszy jako ptak, niż byłbym jako człowiek.  Pozostanę przyjacielem ludzi i zamieszkam w pobliżu ich domów. Będę wesoły i zadowolony. Nie wyrosnę na wielkiego wojownika ani na mądrego doradcę, ale będę co dzień głosił pokój i radość. Będę ludzi rozweselał śpiewem i postaram się ich natchnąć taką samą beztroską i wesołością, jakimi się sam cieszę. To nie gorsze od chwały, której ty, ojcze, dla mnie pragnąłeś. Jestem teraz wolny od wszelkich trosk i cierpień człowieczego życia. Znajdę dość pożywienia w lasach i na polach i nie utrudzę się na ścieżkach, które poprowadzą mnie w powietrzu i w blasku słońca.
        Pierwszy rudzik, jak gdyby uszczęśliwiony, że ma skrzydła, rozpostarł je szeroko i śpiewając jedną ze swoich najmilszych pieśni pofrunął do sąsiedniego lasu.

indiańskie zwierzęta - konie 2











Zdjęcia Indian 9










Zbiory Muzeum Brytyjskiego z działu Ameryka Północna

Zostawiłam mojego bloga na tydzień i wybrałam się do Londynu:). I zawitałam do Muzeum Brytyjskiego i sali nr 26 - Ameryka Północna. To prawdziwy raj na ziemi w centrum Londynu. przesiedziałam tam jakąś godzinę i wyszłam przezczęśliwa,ale z nutą smutku. Przecież to wszystko znalazło się tu kosztem krwi i cierpienia niewinnych plemion. Przecież Anglicy gdziekolwiek by się ni zjawili, mordowali, palili i kradli. ..;(
Ale co by nie mówić zbiory są śliczne oto część z ich:






















wtorek, 17 maja 2011

wolf song

MIRABELKA


Mirabelka to 11-letnia klacz, mieszanka konika polskiego i araba. Przez większą część życia ciężko pracowała wożąc dzieci na swoim grzbiecie. Zbyt ciężka praca, złe warunki utrzymania konia i brak dobrej opieki doprowadziły do rozwinięcia się u klaczy COPD. Kiedy koń się rozchorował i nie mógł już zarabiać na swojego właściciela, ten pozbył się go i wywiózł na wieś aby u rolnika rodziła źrebaki. Koń przebywał w gospodarstwie 3 lata. Ale rolnik ze względu na stan zdrowia, nie może już pracować. Musi pozbyć się ostatniego ze zwierząt. Tym zwierzęciem jest Mirabelka. AMirabelka jest chora i interesują się nią wyłącznie kupcy koni rzeźnych.

Mirabelka to grzeczna i ładna klacz - ale ma zaawansowane COPD. Tak chory koń nie może zarabiać na swoje utrzymanie, a dodatkowo leczenie jest bardzo kosztowne. Więc i szansa na znalezienie jej dobrego domu jest bardzo mała. Jeśli klacz kupi handlarz - koń skończy w ubojni.

Właściciel chce za Mirabelkę 1500 zł - tylko tyle kosztuje jej życie. Mamy czas do 5 czerwca aby ją odkupić.

Mirabelka ma szansę na spokojne życie do końca swoich dni. Spotkała na swojej drodze osobę, która nie przeszła obojętnie obok jej cierpienia tylko poprosiła o pomoc naszą fundację. Tak niewiele koni otrzymuje taką szansę. Ona, jedna z wielu może żyć, nie musi zawisnąć na rzeźnickim haku. Ale żeby tak było najpierw trzeba ją odkupić.
Jeżeli chcesz pomóć Mirabelce, możesz dokonać wpłaty na konto Fundacji Pegasus

W tytule wpisz: MIRABELKA
MULTIBANK 73 1140 2017 0000 4702 0490 3508


Great spirit

PIĘKNE

Kolorowy wiatr - POCAHONTAS

PRZEŚLICZNA PIOSENKA. I JAKA PRAWDZIWA, MIMO ŻE JEST Z BAJKI DLA DZIECI

KSIĄŻKI O INDIANACH

1 ZŁOTO GÓR CZARNYCH  3 TOMY PAŃSTWA SZKLARSKICH http://moiindianie.blogspot.com/2010/10/zoto-gor-czarnych.html
2 SZALONY KOŃ M. FIEDLER
3 ODWAGA N. SZCZEPAŃSKIEJ
4 OTWARTA RANA AMERYKI A ZIÓŁKOWSKA-BOEHM
http://moiindianie.blogspot.com/2011/04/otwarta-rana-ameryki.html
5SERCE CZIPEWEJA  SAT- OKH
6SIEDZACY BYK M. FIEDLER
7 SPRZYSIĘŻENIE CZARNEJ WYDRY N SZCZEPAŃSKA

ZE SPECJALNĄ DEDYKACJĄ DLA DAGI ;)

***

RZADKO JEST DOBRZE CZĘSTO JEST ŹLE TO ŻYCIE A NIE GAME OVER W GRZE.


Wojownicy indiańscy 3